Star Wars Epizod VII – Przebudzenie Mocy. Dobry remake starej trylogii.

Byłem w nocy na seansie nowych Gwiezdnych Wojen. Poszedłem na wpół zaspany i kompletnie nieogarnięty. Wyszedłem z seansu pełny chęci do życia i przerażająco zadowolony.

Millenium Falcon Przebudzenie Mocy
Pew, pew, pew!

Potraktujcie to jako wstępną ocenę Przebudzenia Mocy. Całościową macie poniżej.

Ilość spoilerów w tekście jest umiarkowana. A one same są jakieś małospoilerowata. Ale jednak są, więc czujcie się ostrzeżeni.

PRZYGODA!

Byłem na ponad dwugodzinnym filmie opowiadającym, z grubsza o:

  • początkach drogi życiowej
  • odkupieniu
  • batalii decydującej o losach całej Galaktyki
  • utracie
  • byciu totalnym przegrywem, któremu każdy może dać w dziób bez większych konsekwencji.

Czyli tak z grubsza o wielkiej intergalaktycznej przygodzie, od samego początku do… czegoś co przypomina przerwę techniczną między jedną Bardzo Istotną Potyczkę, a drugą.
Historię bardzo wciągającą, z zabawnymi i smutnymi nutami. Mającą swoje nielogiczności. Z wzlotami i upadkami. Z dużą ilością akcji i racjonalną częścią mniej obfitującą w wrażenia.

Bardzo dobrze wpasowali się w to wszystko aktorzy odgrywający swoje role. Prawdopodobnie przypadkiem, ale to nieistotne – postaci dopiero zaczynające swoje samodzielne życie w wielkiej galaktyce są grane przez licho grających aktorów. Osoby doświadczone życiem są natomiast odgrywane wzorowo przez bardziej zdolnych aktorów.
Kuriozalnie to oznacza, że główne postacie są tymi mniej godnymi uwagi. Smutne, ale w swój chory sposób trzymające się kupy.
Wyjątkiem są interakcje między nimi – one wychodziły im świetnie, niezależnie od stażu i doświadczenia aktorskiego. Cała reszta? Troszkę bolała. Na całe szczęście tylko troszkę.

Mam nadzieję, że wraz z rozwojem postaci w filmie rozwiną się zdolności aktorskie “świeżej krwi”. Inaczej następne części mogą się okazać wyjątkowo drętwe.

Jedno zdanko na koniec, by uciszyć wszystkie gendery/feministki/nazioli/rasistów/inne przypadki chorych skrajności – JJ Abrams dał radę obsadzić główne role czarnoskórym aktorem i młodą aktorką w taki sposób, że nie ma się do czego przywalić. Chyba, że tego, że główne role odgrywa młoda kobieta i czarnoskóry aktor. Ale czy to ma sens?

Dobra, musi być specjalna wzmianka o BB-8. Postać odpowiedzialna za 75% humoru w filmie zasługuje na takową. Ale co tu dużo pisać? Było śmiesznie i ten mały, okrągły, pomarańczowo-biały skurczybyk jest temu winny.

Dark Side = Lame Side

W trakcie filmu mam wrażenie, że gdy tylko Zło napotyka opór, to traci fason i dostaje łomot. Skuteczność wojsk Najwyższego Porządku – głównego złego i następcy Imperium z poprzednich części jest odwrotnie proporcjonalna do oporu stawianego przez przeciwników.
Walka z cywilami? Luz.
”Karczmienna bójka”? Jakoś tam idzie. Do bani, ale z wskazaniem na nich.
Nadlatuje Ruch Oporu (następca Rebelii)? Łomot.
Wiecie co? Ja się boję co będzie dalej, jak do miksu dojdą jeszcze silniejsi adwersarze.

Kylo Ren Przebudzenie Mocy
(Not a) Badass motherfucker

Na szczególną uwagę zasługuje Kylo Ren.
Rozumiem, że zamysłem jest to, że chłopina się rozwinie. Rozumiem to, że na tę chwilę jest jedynie zagubionym w sobie bachorem, którego główną zaletą jest Moc.
Ale, do cholery jasnej – był przez kilka lat uczniem mistrza Jedi, potem praktykował po Ciemnej Stronie i dalej wszyscy spuszczają mu łomot jak chcą. Aż żałuje, że obiecałem sobie ograniczenie spoilerów, bo rozpisanie się na temat jego (anty)dokonań kusi. Bardziej niż Ciemna Strona Mocy z dodatkiem ciastek.
Mam piękny opis tego jak bardzo źle było – po seansie znajomy pokazał mi swoją małą figurkę (toppera z napoju kupionego w kinie) i powiedział „Jaśku, ja najwyraźniej źle wybrałem”. Racja, źle wybrał. Mały Kylo Ren szyderczo siedział mu na dłoni.

To wszystko tworzy bardzo zabawny kontrast z słowami J.J Abramsa i z jego działaniami jako reżysera.
Widać było, że stara się on wprowadzić w życie swoje słowa o uczynieniu Najwyższego Porządku organizacją przerażającą, wręcz złowieszczą. Taką, przy której Lord Vader zdaje się być małym wkurzonym dzieciuchem z piaskownicy. I nic z tego nie wyszło.

Za wyjątkiem dosłownie jednej sceny w filmie, wyglądającej na wyrwaną żywcem z nazistowskiego filmu dokumentalno-propagandowego (tak, chodzi mi o Triumf Woli). Uczucie potęgi i grozy w tej scenie było tak silne, że przy złej woli bym uznał je za wręcz karykaturalne. Ale swoje zadanie wykonało – Najwyższy Porządek pokazał, że jest godnym następcą Galaktycznego Imperium.
By potem w trakcie ostatecznej walki popełniać dokładnie te same błędy, co swój pierwowzór około 35 lat temu.  Meh.


Jeżeli nie wiesz czym jest Triumf Woli, to się doedukuj do diabła! Nie przyznawaj się, tylko czytaj i oglądaj.


Przychodzi Jasiek do kina, a tam deja-vu.

BB-8 Przebudzenie Mocy
Chciałem pod koniec wrzucić coś fajnego, więc proszę – BB-8

Dobra, zastanawiacie się skąd tytuł wpisu.

Pewnie dlatego, że scenarzysta Przebudzenia Mocy jest WIELKIM fanem Starej Trylogii. Widać to w bardzo wielu miejscach, od konstrukcji fabuły filmu, po wygląd miejsc akcji.
Czy to wada? Zależy. Przede wszystkim od nastawienia do wspomnianych filmów. Jak masz już ich dość, to będziesz miał pewien problem z tym filmem. Uczucie deja-vu nie da Tobie żyć. Jeżeli spodziewałeś się czegoś kompletnie nowego po tym filmie, to po około 30 minutach pożałujesz, że wszedłeś do sali. Po godzinie pożałujesz pieniędzy wydanych na bilet. A jak zobaczysz TO, to przywalisz głową w krzesło tak mocno, że wywołasz trzęsienie ziemi.
W każdej innej sytuacji nie widzę opcji by to szkodziło. Wiele rozwiązań z oryginalnej trylogii dalej trzyma fason i nadaje się do recyclingu.
Nie ma potrzeby odkrywania koła. Trzeba tylko znaleźć dla niego dobrą miejscówkę w projekcie.

Fani będą mieli dodatkowy powód do radości – fanserwis. Takie smaczki jak “nielatająca kupa złomu” na pustynii, nadtopiony hełm Lorda Vadera czy gadka Hana Solo na temat przeszłości… Kto fan, ten się uśmiechnie. O, tak C:

Podsumowując: jeżeli szukacie dobrego rozrywkowego kina, w którym czuć “staroszkolny” klimat, to idźcie i podbijajcie psychodeliczne wyniki finansowe Lucasfilmu (posiadanego przez koncern Walta Disneya, ale ciii… ) kupując bilet do kina dla siebie, swojej drugiej półówki i jeszcze kilku innych. Jak się dobrze bawić, to w towarzystwie : D
Jeżeli poszukujecie głębi i doskonałości rzekomo obecnej w pierwszych wydanych częściach serii, to idźcie sobie – prawdopodobnie tego nie uświadczycie. Tak samo zresztą jak w poprzednich częściach filmu.

BB-8 przebudzenie mocy
Dalej mnie to zdjęcie cieszy 😀

Pytania? Wnioski? Zażalenia? Łomot?

P.S – SPOILER! Nie było kości Jar Jara na pustyni. A szkoda :/

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz