Od kiedy uzyskałem dostęp do tej gry, to spędziłem w niej około kilkanaście godzin.
Dlatego bardzo chciałem napisać wam czemu dobrze się bawię. Natrafiłem jednak na bardzo poważny problem w trakcie pisania.
Poniżej będę próbował zrozumieć jakim cudem rzeczy, które sprawiły, że inne gry rzuciłem w diabły w przypadku Soulframe działają.
Naprawdę nie lubię nie wiedzieć
Soulframe nie mówi ci nic o przedstawionym świecie. Trochę się tego spodziewałem, bo Warframe potrzebował 3 lata by pokazać nam kim tak naprawdę gramy.
Jak ktoś jest ciekawy, to spoiler jest pod strzałką
Od pierwszych minut grania w Warframe kierujemy tytułowym Warframe’m. Pomimo tego wszystkie napotkanie postacie mówiły o nas per „Tenno”. Dopiero trzy lata po premierze dowiedzieliśmy się, że wspomniane Tenno to dziecko z supernaturalnymi zdolnościami, które steruje tytułowym Warframe’m jak lalką.
Tutaj mamy jeszcze większy poziom niewiedzy – nikt nic nie tłumaczy, nieliczne informacje dochodzą do nas jako pojedyncze dialogi. To co dokładnie robimy i czemu to robimy, po kilkunastu godzinach, pozostaje tajemnicą. Ale to nie jest największy hit. Usiądźcie wygodnie, bo to będzie dobre.
Otóż, nie wiemy nawet jak nazywają się miejsca jakie odwiedzamy. Domyślnie, to są one ukryte za runami, które odsłaniamy wraz postępami w grze*. A wraz z tym jak poznajemy jego imię, to nasz „dziennik” wypełnia się informacjami na temat tego miejsca. Nawet tego nie dostajemy „z marszu” jeżeli chodzi o świat przedstawiony.
Zresztą – póki nie uleczymy „drzewa świata” z danego regionu, to nie mamy nawet mapy okolicy, więc chodzimy na oślep. Jest to podobne do tego jak działa odkrywanie mapy w Legend of Zelda: Breath of The Wild.
Ja gram dla fabuły. Gdy już kupię dodatek do Diablo 4, to nie kupię go dlatego, że chcę grać Spirytystą, czy jak się ta klasa nazywa. Ja chcę wiedzieć co się stało z Neyrelle. Soulframe natomiast każe mi większość rzeczy znajdować, a resztę się domyślać.
Ale wiecie co? To jest straszliwie satysfakcjonujące, gdy powoli odkrywamy świat, jaki twórcy Soulframe utworzyli na potrzeby swojej gry.
Nie boli mnie to też jakoś straszliwie, bo i bez tego gameplay robi robotę. Pod warunkiem, że ogarnie się co trzeba zrobić.
* to jest mocne uproszczenie, ale nie chcę opisywać tego jak to działa, bo musiałbym napisać cały tutorial. A ten wpis i bez tego jest długi
Chcę wiedzieć co robić
Bo tego gra TEŻ nie podaje w żaden sposób na tacy. Po przydługim prologu zostajemy rzuceni do gry i tyle. Koniec. Nie ma tutorialu sensu stricte – jest pierwsze zadanie i pierwsza instrukcja, by użyć umiejętności jaka prowadzi na do celu zadanie. No i w sumie tyle.
A gdy już je wykonamy? Szukamy kolejnych zadań. Czasem jest łatwo – zignorowalibyście miejsce na horyzoncie gdzie co kilka sekund uderza piorun? Jak zignorujecie, to nie odblokujecie absolutnie podstawowej mechaniki z gry. Powiem nawet, że być może bardziej istotnej niż parowanie ataków.
Ale tutaj, podobnie jak przy odkrywaniu świata, satysfakcja z odnalezienia, zrozumienia i wykonania zadania jest olbrzymia. Po części dlatego, że gra nie karci w żaden sposób przesadnego entuzjazmu.
Soulframe to souls-lite.
To nie jest literówka. W tej grze mamy wszystkie naleciałości typowego souls-like’a. Potrzebę zapamiętywania tego jak walczą dani przeciwnicy. Raczej metodyczne podejście do walk. Tego typu sprawy.
Tylko wszystko to jest w wersji „light”. Widać, że gra została zaprojektowania w sposób mocno inspirowany Soulsami.
Gdy ktoś rozumie jak się walczy w takich grach, to będzie wysyłał do grobu kogo chce, jak chce, czym chce i kiedy chce.
Natomiast jeżeli ktoś jest tak niewiarygodnym leszczem jak ja, to gra go będzie karać dłuższymi walkami, częstymi respawnami (bez utraty łupów) i koniecznością ucieczki na widok większych grup przeciwników.
Ale nawet wtedy, walka w Soulframe to czysta frajda – uczenie się parowania ataków nowego rodzaju wrogich żołnierzy jest fajne.
Chociażby dlatego, że wiesz, że gra nie zabierze ci godziny postępów za pojedynczą pomyłkę.
Jakim cudem mi się to podoba?
Strumień świadomości jaki zacząłem wyrzucać z siebie wyżej pomógł mi zrozumieć w czym miałem problem.
W innych grach te wszystkie rzeczy były podane w formie, która mi kompletnie nie odpowiadała, albo w intensywności, która mnie przytłaczała.
Soulframe natomiast idealnie wcelował się z wszystkim.
Rozumiem, że to są beta testy
Gra ma jeszcze przed sobą długą drogę – zarówno gracze jak i sami twórcy mówią regularnie, że w grze brakuje masy rzeczy. Błędy też się zdarzają:
Powiem nawet więcej – ten wpis się w jakiejś części zdezaktualizuje za trochę ponad tydzień – kolejna duża aktualizacja ma wyjść po panelu twórców na Pax East, 10 maja.
Nie zmienia to faktu, że na ten moment Soulframe mi się bardzo podoba. Mimo tego, że nie powinno. Nawet w swojej niedokończonej i nierozbudowanej formie do której mamy dostęp dzisiaj.
Odkryj więcej z Yeti (nie tylko) o grach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.





W odpowiedzi na “Nie wiem jakim cudem lubię Soulframe”
[…] tego, że (jak wspomniałem w ostatnim wpisie) grając czuje się jak narąbany nastolatek we mgle, wracający z imprezy o 4:32, to bawię się […]