Jak przeżyć pierwszy konwent? – Poradnik nooba konwentowego

Zbliża się Pyrkon. Przegłosowaliście wpis o przeżyciu na konwencie, więc zacząłem go pisać. Chciałem napisać coś dla „średniozaawansowanych”, ale ostatecznie idea poległa i zamiast tego macie wpis dla totalnych świeżaków konwentowych.

Pyrkon Konwent Hala MTP
Przykładowa lokalizacja konwentu – Hala Międzynarodowych Targów Poznańskich.
Copyright by jjkm, zdjęcie nie zostało użyte w celach komercyjnych (prędzej zdechnę niż coś na blogu zarobię) 🙂

Czytajcie i nie popełniajcie tych samych błędów co ja. I jeszcze jedno: wszystkie podane przykłady są autentyczne i na dobrą sprawę każdy z nich kryje za sobą historię godną krótkiego opowiadania. Ehh… wesołe życie konwentowicza.

Przed imprezą

Co wziąć do torby podróżnej?
Ciuchy na zmianę.
Jeszcze jeden zestaw ciuchów na zmianę na wypadek katastrofy (świra polewającego wszystkich wodą, wpadnięcia w błoto czy oblania farbą).
Trochę suchego prowiantu.
Śpiwór, no chyba, że śpicie w hostelu, ale o tym potem.
Coś w czym będziemy spać.
Rzeczy higieny osobistej. Szczoteczka do zębów, żel pod prysznic, ręcznik, KLAPKI.
Portfel.
Zajęcie na drogę (książka, albo coś).
Oprócz tego, jeżeli jedziemy na konwent odbywający się w szkole i chcemy mieć miano zbawicieli oraz być samowystarczalni, to bierzemy czajnik elektryczny.
Co zrobić, będąc jeszcze w „bazie”?
Jeżeli to jest możliwe, to zaklepać sobie wejściówkę na konwent. Wiele konwentów aktualnie pozwala na zakup/rezerwację wejściówki przez internet.
Dla własnego dobra (i zdrowia psychicznego) kupić bilety wcześniej. Przez internet, albo stacjonarnie. Ale idealna sytuacja jest wtedy, gdy dwa dni przed konwentem nie musicie się tym przejmować.
Na koniec najważniejsze: wyspać się. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to długo nie będziesz spał więcej niż absolutne minimum.

Wyjazd na konwent

„Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę”. Jeżeli możecie jechać z jakimiś znajomymi, to zabierzcie się. Zawsze dodatkowe towarzystwo. Pół biedy na trasie Szczecin – Poznań, trzy godziny w pociągu da się przeżyć. To samo w trakcie dziesięciogodzinnej jazdy do Krakowa jest możliwe tylko w towarzystwie, albo przy wybitnej wytrzymałości psychofizycznej*.

Idealna grupa? Tyle by zająć przedział dla siebie. Lepiej nie narażać osób postronnych na rozmowy o dziwnych tematach. Albo narażać siebie na niemożność zaśnięcia w powodu głośnych współpasażerów. Kumpla poprosisz żeby się zamknął, losowo napotkanego pasażera możesz co najwyżej poprosić. A z własnego doświadczenia wiem, że tymi to różnie bywa*.

Jadąc samemu ryzykujemy trafienie na:
– bractwo rycerskie, co kończy się piciem wina domowej roboty w przedziale oraz graniem w karty na drewnianej tarczy. Tym panom się nie odmawia ^^”
– grupę seniorów wspominających czasy Solidarności i grających w grę „Kto jest Ubekiem?”
– ukrainców jadących do pracy (wódka, kabanosy, sprośne opowieści i wpychanie nosa w nieswoje sprawy)
– przypadkowych mangowców.
– „ignorantus maksimus”, czyli „a to wy jedziecie do tych satanistów przebranych za żółte myszy?”
Co to oznacza? Że przygoda zacznie się już w pociągu. I, że jak nie damy rady, to pierwszy dzień konwentu będziemy UMIERAĆ.

Wikt

Zasada pierwsza: jeżeli konwent będzie udany, to nie macie czym się przejmować, nie będzie czasu na konkretniejsze jedzenie. Za bardzo będziecie zajęci bieganiem na atrakcje, obleganiem stoisk i gadaniem z innymi ludźmi. Wtedy warto postawić na jakiś suchy prowiant, który można zjeść zawsze. No i nie zepsuje się. Ja na przykład lubię wafle ryżowe, zwane przeze mnie styropianem. Oprócz tego coś do picia. Wbrew obiegowej opinii woda najlepiej nawadnia.

No dobrze, ale samymi sucharkami człowiek się nie naje. Jeżeli jesteśmy na konwencie, który odbywa się w szkole, to dzięki czajnikowi mamy nieskończone możliwości organizowania sobie ciepłego (pseudo)żarcia i ciepłych napojów. Zwłaszcza, że mimo wszystko kilka dni bez ciepłego posiłku NIGDY nie jest najlepszym pomysłem. W sytuacji gdy jesteśmy odseparowani od prądu, to możemy się ratować kanapkami. Wbrew obiegowej opinii nie trzeba nawet noża by takową zrobić, teraz wszystko można kupić w plasterkach 😀 I na pewno jest to lepsza opcja niż n-ta drożdżówka albo crap-food z sieciowej budki z szybkim żarciem.

Ostatnio dość często widuje, że wszelkiego rodzaju szkolne bufety i sklepiki są otwarte w trakcie imprez. Warto skorzystać z tej okazji i raz na jakiś czas zjeść coś ciepłego i trochę bardziej przypominające normalny posiłek. Dzięki temu po powrocie do szarej rzeczywistości nie będziemy się patrzyli na kotleta jak na ósmy cud świata.

Opierunek

Jeżeli śpisz na konwencie tyle co zwykle, to prawdopodobnie konwent ssie.
Jeżeli śpisz więcej, to jesteś prawdopodobnie chory i potrzebujesz pomocy lekarskiej.
Jeżeli spisz po 3-4 godziny, bo „za dużo do roboty”, to witam! Trafiliście na dobry konwent!
W przypadku udanej imprezy żyjemy na adrenalinie i innych dziwnych chemikaliach jakie się wytwarzają w organizmie. Nie powinno się wtedy wspomagać jakimiś Red Bullami czy nadmiarem kawy bo… nie jest to potrzebne. Jeżeli impreza będzie udana, to się nie położycie spać za szybko. A jak już zaśniecie, to byle gdzie i byle jak.
Ale mimo to lepiej jest się rozstawić w śpiworze. Przebiórka, kąpiel i spać.

Nie zdarzyło mi się jak dotąd, by na konwencie ktoś w trakcie snu coś mi ukradł, ale „przezorny zawsze ubezpieczony”, dobrze jest zminimalizować ilość rzeczy leżących na wierzchu. Wszystko do torby, torba obok śpiwora, a w śpiworze my. Jeżeli nie trafimy na ninja, albo nie zaśniemy jak kłoda, to nie powinno nam nic zniknąć.

Higiena

Na wykładzie na którym zacząłem ten wpis, znajomy dopadł mojego netbooka i napisał „Jest jedna rzecz, dla której warto żyć – Woodstock! Bo nie trzeba się myć!”. Ktoś potwierdzi?

Na Woodstocku nie byłem,więc się nie wypowiem, ale konwencie co chwila mijamy innych ludzi. Serio ma od nas cuchnąć? Impreza, przyjmując, że załatwia miejsca noclegowe, to musi też zorganizować zaplecze sanitarne. Bez pryszniców nie ma imprezy, ot co. Klapki to psi obowiązek, bowiem bez nich ryzykujemy hodowlą pieczarek na stopach. Przez prysznice konwentowe
przechodzą się setki, TYSIĄCE ludzi. Statystyka: ktoś z pieczarkami, czy innymi grzybami na stopach MUSI tam wejść bez klapek. Dlatego my, jako ludzie ogarnięci, zastosujemy najprostsze zabezpieczenie: KLAPKI.

Oprócz tego obuwie to ma dodatkową funkcję: jeżeli kogoś stopy będą umierały po kilku dniach chodzenia po 16h dziennie, to klapki mogą robić za obuwie „wypoczynkowe”

Nawet najwygodniejsze buty po takim czasie chodzenia mogą zacząć stawiać opór.

Social

Jeżeli po pierwszym dniu imprezy poszliście spać na osiem godzin, obżeracie się czym tylko wam wpadnie w ręce i nie możecie znaleźć dla Siebie nic do zrobienia to gratuluje: trafiliście na kijowy konwent. W tym przypadku ratuje was „ostatnia deska ratunku”: inni uczestnicy.
Kiedy organizatorzy dali plamę i nie ma co robić na atrakcjach, to należy samemu coś zorganizować. W końcu, gdzie jak nie na konwencie, znajdziemy umysły podobne do naszych? Na konwentach powstało wiele inicjatyw oddolnych, które miażdżyło wszystko, co konwent miał do zaoferowania. Widziałem:

  • bitwy 20 na 20 osób na miecze treningowe (do you even fight bro?)
  • konkurs mistera mokrego podkoszulka (panie były zachwycone 😉 Chyba. )
  • procesję „kościoła Kiszonego Ogórka Małosolnego”, zakończonego grupową konsumpcją tegoż bóstwa.
  • śluby konwentowe, prowadzone przez japońską kapłankę i kapłana Lathandera  (do dzisiaj pamiętam historię, która skończyła się prawdziwym ślubem. Łał.)

To wszystko tylko dlatego, że organizatorzy dali plamy. Dlatego też pamiętajcie: jeżeli konwent ssie niczym odkurzacz przemysłowy, to nie załamujcie się i bluzgajcie na organizatorów. Starajcie się dobrze bawić mimo wszystko i nie marnujcie teraz czasu na narzekanie.
To zrobicie jak już wrócicie do domu. W końcu od narzekania jest internet, prawda?

Powrót i szara rzeczywistość pokonwentowa

Wybierając pociąg, protip: nigdy, NIGDY nie brać tego, który jest bezpośrednio po zakończeniu imprezy. NIGDY!. Chyba, że chcecie poczuć się jak sardynki zapakowane w puszce. Lepiej już urwać się kilka godzin wcześniej LUB pałętać się po mieście szukając atrakcji (i normalnego jedzenia) przez godzinę, dwie lub cztery. Potem pojedziemy w pociągu, który nie będzie wyglądał jak pociąg na Woodstock.
Jeżeli z imprezy wracamy w pełni zadowoleni i na wpół martwi, to weźcie wolny dzień. Przyda się on na przestawienie się na normalny tryb życia. Wiecie, spanie po 8h, jedzenie w normalnych porach, przypomnienie sobie o tym, że nie do wszystkich możemy się odzywać (chociaż trochę) poufale.

A co potem? Powspominać świetnie spędzony czas i czekać na kolejną okazję by pojechać na konwent.

Jeszcze jakieś pytania? Bo chciałem przewodnik, a wyszedł poradnik dla totalnych nowicjuszy. Jakby co nie wahajcie się pytać w komentarzach, postaram się odpowiedź. Przed albo po Pyrkonie 🙂

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Jak przeżyć pierwszy konwent? – Poradnik nooba konwentowego"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Karolina
Gość

Dobry poradnik! 😉

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Dzięki! 🙂 Na coś się moje expy konwentowe przydały.

Mikasa
Gość

Mam 14 lat. Czy opłaca mi sie jechac na konwent czy lepiej poczekac jeszcze z dwa lata?

1234567890
Gość

Swój pierwszy Pyrkon zaliczyłam ^^ było by wszystko dobrze gdyby nie to, że spałam u kuzynki która trzymała mnie jak na smyczy i traciłam na tym czas ale przynajmniej wyspałam się XD *w czasie gdybym balangowała*

Marta Badecka
Gość

Wiem, że to już stary wpis, ale nie mam pojęcia gdzie indziej mogę zadać to pytanie. No więc: jak ma się sprawa z wiekiem na konwentach? Też mam 14 lat i martwię się trochę, czy to bezpieczne. Np. jest zakaz picia alkoholu, ale czy jest on z reguły egzekwowany? Czy nie trafię na żadnych pedofilii, złodziei? Albo inaczej, czy jest ich dużo? I jeśli planuję na pierwszy konwent pojechać na Magnificon, to czy jest to dobry pomysł? I jakiego mogę się spodziewać przedział u wiekowego?
Ps. Fajny poradnik

julke
Gość

mam 13 lat, nigdy nie byłam na konwencie ale chciałabym pojechać na jakiś i sama to bym raczej nie pojechała :/ co robić?

wpDiscuz