Cisza wyborcza? Chyba komedia wyborcza.

Nie dalej niż dwie godziny temu zastanawiałem się czy cisza wyborcza w aktualnej  postaci cokolwiek znaczy. Teraz pojawił się materiał, który sprawia, że się zastanawiam, czy cisza wyborcza w dzisiejszych czasach ma chociaż symboliczny sens. I minimalne szanse na jej utrzymanie.

Główny bohater wpisu
Główny bohater wpisu – via Konserwatyzm.pl (chociaż zdjęcia mają dobre).

Prehistoryczna  Komisja Wyborcza

‚Ten wpis nie powstałby, gdyby nie komediowa, albo tragiczna, wypowiedź szefa Państwowej Komisji Wyborczej.  Stefan Jaworski stwierdził, że polubienie danej partii politycznej, lub  jakiegoś polityka w sieci społecznościowej będzie uznane za agitację wyborczą. W świetle prawa, za polubienie fanpage’a Platformy Obywatelskiej, SLD albo Kongresu Nowej Prawicy będzie mogło zostać ukarane grzywną. Jakby ktoś nie wierzył, albo myślał, że wypaczam czyjąś wypowiedź – tutaj artykuł na stronie Tok.fm, a poniżej nagranie wypowiedzi.

W teorii. A w praktyce? Już sobie wyobrażam te wszystkie zgłoszenia do prokuratury. Te wszystkie wnioski o otrzymanie danych z sieci społecznościowych. Jesteście w  stanie sobie to wyobrazić? Jakby jedna dziesiąta tych „przewinień” weszła w normalny tor postępowań, to sądy by UMARŁY na kilka miesięcy. No i przede wszystkim: człowieka stojącego na środku placu i wykrzykującego „GŁOSUJ NA…” łatwo wychwycić. A jak będzie z polubieniami? PKW wykupi abonament w Brand24, czy innym narzędziu do monitoringu i będą pilnować internetów? Ciekawe ile pieniędzy by na to poszło.

Ciszy wyborczej nigdy nie było…

Agitacja, czy też zwykłe rozmowy o polityce są czymś, czego z polskiego  domu się nie usunie. Nawet jeżeli przyjmiemy, że ktoś ma tak wyłożone na  politykę jak ja, to zawsze pozostaje telewizja. Co roku rzuca mi się w oczy to, jak telewizje pokazują uśmiechnięte twarze polityków i innych ludzi z sfery publicznej, udających się głosować. To nie jest agitacja, w jakiejś postaci?

Idąc od mojego i mojej lubej mieszkanka, do siedziby komisji wyborczej będę mijał, szacując, 15 plakatów różnych i różnistych kandydatów do  europarlamentu. To też nie jest agitacja w żadnym tego słowa  znaczeniu?

… ale w czasach internetu widać to lepiej

Od  kiedy mamy serwisy społecznościowe, to wieści roznoszą się niczym pożar. Za sprawą znajomych i ich poglądów wiem już o KAŻDYM spocie, zlocie, znaku poparcia i bóg wiem czym jeszcze dotyczącym KNP. Widziałem setki spotów wyborczych udostępnionych głównie dla beki (tak  jak pamiętny „Nie mów Boniemu nie, bo nie”.). Ale dobrze, to jest jeszcze PRZED wyborami. A jak jest w trakcie?

Kiedy w Warszawie odbywało się referendum  za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz, to dzięki informacji o grzybobraniu wiedziałem, że referendum było nieważne. W trakcie wyborów prezydenckich w 2010 roku też tłumaczono sobie wszystko szyfrem. Nazwiska polityków zastąpiono rajdowcami, a wartości procentowe składem kotleta mielonego.

Gollob prowadzi już czternastoma okrążeniami, Hampel zostaje z tyłu. Gollob prowadzi, ale Czerwonojabłczyński też rwie do przodu, czwarty Pan z Muszką.[…] Przepis na kotlet mielony: 50% żubra, 30% kota, 15% pomidorów, 3% pietruszki. Opłatka, whisky, buraka, szaleju, towotu i styropianu nie dodajemy. 

I nie wygląda na to, by jakiekolwiek groźby czy zakazy miały to zmienić. Bo jakim prawem PKW miałoby zakazać podawania przepisów kulinarnych? Chwalić się grzybobraniem? Nie wiem… Podawać procent ludzi zainteresowanych socjalem i kapitalistów? Okażcie mi litość: jeżeli wierzycie, że da się temu zapobiec w sposób inny niż odcięcie ludzi od internetu, to nie odzywajcie się. Zresztą, nawet to rozwiązanie  potrafiło nie wypalić. Patrz Egipt i Syria.

Jak powinno być?

Dobrze, kto pomyślał, że teraz powiem „spalić to świństwo” i ogłoszę, że ideałem byłoby wywalenie całej ciszy wyborczej w diabły? Zła wiadomość,  mylicie się.

Cisza wyborcza  dalej  będzie potrzebna, ale w okrojonej postaci:
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której dopuszczona by była agitacja w wykonaniu samych polityków i ich sztabów. W dowolnej postaci. Mówię tutaj zarówno o wiecach, jak i kandydatach stojących przed lokalem i podającym ręce potencjalnym wyborcom. O łamaniu rąk potencjalnych wyborców nawet nie wspomnę. Mimo iż jest to pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy jak patrzę na niektórych kandydatów.
Tak samo nie wyobrażam sobie uczciwych wyborów przy pozwoleniu na publikowanie normalnych, jawnych i klarownie podanych sondaży wyborczych. Skąd ta uwaga? Politycy opozycyjni ciągle  krzyczą o efekcie „owczego pędu”, że „ludzie głosują jak sondaże pokażą, a nie, że sondaże pokazują jak ludzie zagłosują” i tak do znudzenia. Ochłapy znajomości psychologii powiedzą, że coś w tych narzekaniach jest. A zdrowy rozsądek nakazuje  pozbawić malkontentów powodów do narzekań.

Jednakże, kiedy słyszę te zabawne pomysły wprowadzenia i egzekwowania ciszy wyborczej w internecie, to mam ochotę zrobić jedno: zobaczyć jak pójdzie egzekwowanie tego pomysłu. Bo ja czuję, że byłby to tylko  kolejny martwy przepis. 

I wtedy będziemy mogli zadać pytanie: na co marnować czas i pieniądze na coś, co nie przyniesie  skutków poza szyderstwami? Czy ktoś mi powie, po co?