Kingdom Rush – oszukańczy tytuł. Jak na Tower Defense.

Wiem, w tytule wpisu odjechałem tak, jakbym pisał do Faktu, a nie porządnego bloga. Ale cóż… prawdą jest to, że słówko „rush” (pośpiech) w tytule Kingdom Rush jest lekko nie na miejscu. Ale poza tym, to ten mobilny tower defense jest ZACNY. Ale nie jest on pozbawiony wad.

Kingdom Rush Logo
NAPRZÓD!

Kingdom Rush? Jaki pęd?

Kingdom Rush - pierwsza runda
No i idą na nas te gobosy, a my im strzały w łeb!

Sama gra róźni się w kilku miejscach od przeciętnego Tower Defense’a. W Kingdom Rush wieże obronne możemy rozstawić tylko w określonych z góry miejscach. Do wyboru mamy 4 typy wież: trzy strzelające i jedne koszary, które wypluwają z siebie do trzech żołnierzy, których zadaniem jest opóźnić marsz przeciwnika. Oprócz tego dość szybko otrzymujemy dostęp do dwóch zaklęć do wykorzystania w trakcie walki: burzy ognia i  przywołania „posiłków” w postaci pary mię… chłopów, którzy przetrzymają wroga w miejscu na kilka chwil. Cała gra na dłuższą metę polega na mądrym budowaniu wież, korzystaniu z dostępnych zaklęć i kierowaniu bohaterem.  Za każdą ukończoną mapę otrzymujemy gwiazdki (do 3 w zaleźności od tego jak dobrze się broniliśmy), które służą do ulepszania naszych wież i zaklęć, oraz klejnoty, za które kupujemy przedmioty jednorazowego użytku, które możemy potem użyć w razie potrzeby (warto dodać, że w trakcie gry mnie „potrzeba” nie dopadła ani razu.) Co do bohatera: po rozegraniu kilku map kampanii Kingdom Rush otrzymujemy dostęp do bohatera. Twardy zawodnik/zawodniczka, który swoją siłą i umiejętnościami nam pomagają. W sumie, to robią z chodzącą wieżyczkę: postacie walczące wręcz zatrzymują sobą wroga i go biją po łbie, a strzelające szerzą śmierć w mniej bezpośredni sposób. Na przykład wystrzeliwując kilka strzał naraz 🙂

Kingdom Rush - opcje
Tyle opcji nawaliło…

Dość fajną i rzadko spotykaną w gatunku rzeczą jest „interaktywność” plansz. Nie występuje na każdej mapie, ale jak już jest, to warta wzmianki. Mi (dziwnym trafem 😉 ) najbardziej w pamięć zapadła możliwość uwolnienia z jaskinii przerośniętego Yeti (<3) które potem robiło krzywdę przeciwnikom, którzy mieli pecha i znaleźli się zbyt blisko. Oprócz tego trzeba rzucić okiem na „opakowanie” gameplayu w Kingdom Rush: ładna, rysunkowa grafika w raczej wyjątkowym stylu. No, nie licząc innych gier tych samych twórców. Najważniejsze w niej jednak jest to, że wygląda ona dobrze zarówno na smartfonie, jak i dziesięciocalowym tablecie. To wszystko się odbywa na dwunastu  planszach składających się na kampanię i kolejnych sześciu, które odblokowują się po ukończeniu części „fabularnej” Kingdom Rush.  Te ostatnie to jednak zupełnie inna jazda: o ile kampania gry jest dość prosta i po chwili „nauki” gry nie sprawia większych kłopotów, to próby przejścia dodatkowych etapów mogą wywołać początki siwizny.

Mikro(ojejku)płatności

Jeżeli ta gra ma mieć jakąś wadę wartą konkretnego objechania, to są nią mikropłatności. Nie jest to jednak jakaś wielka bolączka: do wykupienia mamy tylko nowych bohaterów, których siła jest (od „minimalnie” do „troszkę”) większa od tych, które otrzymujemy w trakcie normalnej gry. Nie, korzystanie z tych bohaterów nie jest potrzebne do przejścia Kingdom Rush. Bohaterów kupionych za gotówkę należy traktować jako swoisty „casual mode”: grę, która sama w sobie jest dość prosta i mało wymagająca (zwłaszcza wobec osób obytych z gatunkiem) można uprościć sobie jeszcze bardziej. Ot, cała historia. I ciekawostka: wersja sprzedawana jakiś czas temu w ramach Humble Mobile Bundle umożliwiała dostęp do WSZYSTKICH bohaterów, wraz z przechodzeniem kolejnych misji kampanii.

Brać, czy nie brać?

W sumie to brać, mimo, iż Kingdom Rush samo w sobie nie jest darmowe. Kosztuje odpowiednio jednego dolca na AppStore lub dwa na Google Play. 7zł za grę na kilka godzin ciągłego grania? Oczywiście przyjmując, że będziemy grać tylko w kampanię podstawową i nie ruszymy misji „pobocznych” ani wyższych poziomów trudności. Wtedy możemy spokojnie przyjąć, że zejdą nam kolejne godziny. Ja jestem na tak! A, i jeszcze jedno: pecetowcy, którym się podoba gatunek zawsze mogą się przywitać z wersją flashową gry. Ew. z wersją stricte na PCty dostępną na Steam. Ale ona zasłuży sobie na osobną recenzję.

Paczka godna wzmianki – Humble Jumbo Bundle

Żeby zmniejszyć ilość spamu planowałem zaprzestać pisania o paczkach i ograniczyć się do udostępniania linków na fanpage’u facebookowym. Zmiana zdania, będę się bawił w złoty środek, czyli „Paczki godne wzmianki”. Jako, że Humble Jumbo Bundle do takich należy, to można zaczynać nową serię.

Humble Jumbo Bundle

Tutaj nie ma co się rozpisywać, wszystko jest sztampowe aż do bólu: wszystkie gry są w wersji Steamowej, minimalna kwota 1 dolar, po pobiciu średniej dostaje się jeszcze więcej gier, a w przyszłym tygodniu w zestawie pojawią kolejne tytuły. Dobra, koniec nudów, teraz konkrety czyli gry!

Za jednego dolara przeznaczonego na Humble Jumbo Bundle otrzymamy:

  • Magickę + dwa duże DLC: Vietman i Dungeons and Deamons – Jeżeli ktoś jeszcze jakimś cudem tej gry nie ma, to może ją kupić: wyjątkowy system zaklęć i przeboski co-op (który potrafi niszczyć przyjaźnie).
  • Natural Selection 2 – sieciowy FPS z cyklu „Ludzie kontra obcy”. Gameplay wygląda zachęcająco, ale nie mam własnych doświadczeń z tym tytułem.
  • Sanctum 2 – krzyżówka futurystycznego FPS-a z Tower Defensem. Z mojego punktu widzenia ma tylko dwie istotne wady: sporo DLC (kosztujących konkretną gotówkę), które widać, że mogłyby pojawić się w podstawowej wersji gry i fakt, że ta gra mi będzie chodzić płynnie na moim laptopie.

Jeżeli nie jest wam żal pieniążków, to za pobicie średniej (w chwili pisania jest to 4,11$) dostaniecie:

  • Kompletne Orcs Must Die 2 – świetny, chodzony Tower Defense. Chociaż bardziej na miejscu byłoby określenie „Trap Defense”, bowiem rozstawiamy na trasie naszych wrogów pułapki, które wykorzystują otoczenie przeciwko nim. Ot, na przykład spychają orki do lawy 😀 Z całego serca polecam. Do podstawowej gry dołączone są wszystkie (trzy) DLC.
  • Garry’s Mod – tyle się o tej grze nasłuchałem i dalej nie wiem, czy warto o niej wspomnieć. Taka sobie zwykła „piaskownica” z możliwością zabawy fizyką. INFORMACJA PRIORYTETOWA:  nawet jak dostaniecie Garry’s Mod w ramach Humble Bundle, to nie uruchomicie jej bez posiadania innej gry na silniku Source (CS: Source, Day of Defeat: Source, Half-Life 2)
  • Serious Sam 3: Before First Encounter – w dużym skrócie: hordy wrogów, dużo dużych broni i nieograniczony rozpiedziel. Zresztą: muszę tę serię przedstawiać?

Normalnie tutaj bym wstawił link do paczki, ale postanowiłem się „majchnąć”. Jak ktoś chce kupić, to niech kliknie w gadżet poniżej. A jeżeli znikł.. to oznacza, że jest już po imprezie.

Ja jakby co kupiłbym tę paczkę dla Sanctum 2 i Orcs Must Die 2. Z naciskiem na tego drugiego: warty jest swojej normalnej ceny, a trafił do Humble Jumbo Bundle. Fajnie 😀

Defender’s Quest – więcej niż kolejny tower defense.

Defender’s Quest: Valley of The Forgotten to jeden z tych tytułów, o którym chciałem napisać od dawna. Powody mogę rzucać niczym z rękawa: bo lubię ten gatunek, bo fabuła jest ciekawa, bo wciąga… ale dobrze, już przestaje. Głównie dlatego, że Defender’s Quest zasługuje na trochę więcej niż wymienienie wad i zalet od myślników. Na przykład na pełnoprawną recenzję.

Defender's Quest Main Menu, Tower Defense
Tak się zaczyna Zadanie Obrońcy (ale ten tytuł kretyńsko brzmi po polsku)

Czytaj dalej Defender’s Quest – więcej niż kolejny tower defense.