Byłem na „Maleficent” i nie żałowałem. Ale…

Przyznaje się szczerze: kiedy Microsoft się produkował na konferencji na E3, to ja razem z moją dziewczyną szedłem do kina. Ot, postanowiliśmy obejrzeć „Maleficent”. Poszedłem, nie zawiodłem się i wam również polecam ten film. Niestety, rzeczy doskonałe istnieją tylko w bajkach, więc muszę też się trochę popieklić.

Maleficent
Maleficent w pełnej klasie.

Żeby nie było: z czystym sumieniem możecie iść do kin. Kilka rzeczy po prostu zwyczajnie się mi nie spodobało. Ot, tyle. I piszę o tym również dlatego, że jak patrzę na materiał do podsumowania E3 to dostaje przerażającego growstrętu.

Jak bogów kocham: będą spoilery. Małe, ale będą. Przykro mi.

Czytaj dalej Byłem na „Maleficent” i nie żałowałem. Ale…

Niewykorzystane możliwości na przykładzie Frozen vel Krainy Lodu

Ot, taki mały offtop związany z faktem, że wczoraj był Międzynarodowy Dzień Kina, w ramach którego wylądowałem ZNOWU na disneyowskim Frozen. Nie, nie będę się żalił na film, za to pożalę się na coś zgoła innego.

Frozen Logo
Zzzzzzzzimnoooo… Brrrrrrrrr~~

Na początek powiem tym, którzy jeszcze nie załapali się na wersję kinową: wersja 3D różni się na tyle, że jak to jedno/półtorej piwa różnicy nie robi wam różnicy, to moim zdaniem warto dopłacić. Spadające płatki śniegu chyba nigdy tak dobrze nie wyglądały. I jeszcze ta animacja  przed właściwym filmem o której wspominałem wcześniej (Koń by się uśmiał/Get a Horse)… w 3D nie jest po prostu świetna. Ona ocieka świetnością. 10/10, znaczek jakości i order z ziemniaka.

No i w tym momencie ostrzeżenie: jeżeli nie oglądaliście Frozen (Krainy Lodu) i Tangled (Zaplątanych), a za spoilery bijecie po twarzy, to apeluje do was: poczytajcie coś innego, a tu wróćcie po seansach tychże animacji. Okej? OKEJ?

Ale dobra, nie o tym chciałem napisać. Chciałem się za to pożalić, że w trakcie drugiego seansu Krainy Lodu wpadłem na cudny pomysł na shorta, czy wręcz na spin-off Frozen. A to wszystko za sprawą jednego, durnego kadru z tego filmu

Frozen WTF?
Cześć Flynn, cześć Roszpunka!

I faktu, że oglądałem Zaplątanych. Ot, przez to w mojej głowie pojawiła się myśl:

Jakim cuden para głównych bohaterów z Tangled siedziała spokojnie, kiedy można było pomóc w poszukiwaniu zaginionej księżniczki. Pardon, wtedy już królowej?

W ramach przypomnienia: Roszpunka spędziła 90% swojego życia ZAMKNIĘTA W WIEŻY bez kontaktu z nikim (za wyjątkiem  kameleona i pasożytującej na niej macochy). Ostatecznie fakt trzymania pod kloszem sprawił, że poleciała w świat tylko po to by popatrzeć z bliska na lampiony. Pomińmy to, że po drodze zaliczyła przygodę, do której opisania potrzeba było niemal półtora godziny filmu. Zresztą, z jej drugiej połowy też niezłe ziółko: to były złodziej. Łotrzyk, wolnoduch. Uzależnienie od adrenaliny, i tego typu sprawy.

Mamy więc dziewczynę z (prawdopodobnie) niezaspokojoną żądzą przygód i gostka, dla którego bezczynne siedzenie na tyłku musi być mordęgą. Znajdujących się w miejscu, gdzie nagle królowa okazuje się być czarownicą zamrażającą powietrze ruchem dłoni i której lekka irytacja sprowadza na jej kraj zimę tysiąclecia. A ONI NIC NIE ROBIĄ? Ehh… Smutno mi.

Tyle możliwości, tacy sympatyczni bohaterowie, taki dobry motyw: samodzielna wyprawa ratunkowa w wykonaniu Flynna i Roszpunki (no dobrze, koń Maksymilian Maximusa vel Maksio i kameleon Pascal też musieli być pod ręką) byłaby dobrą fabułą na jakiś krótkometrażowy film animowany. Ba, jakby jeszcze podpadli temu księciuniowi z szwabskim imieniem (Von Schwindelkant, czy jakoś tak), to można by z tego zrobił pełnoprawnym film animowany. Byliby główni bohaterowie, byłoby tło wydarzeń, fabuła, główny zły, WSZYSTKO.

Ale NIE! Disney ma swoje zasady, nie miesza w sposób bezpośredni postaci z różnych serii, co najwyżej wrzuca je do innych filmów w postaci dywanu, ozdoby czy też przypadkowo miniętych na ulicy osób. Nie zrobią jednak nic więcej. Ze strachu? Braku chęci do stworzenia czegoś zupełnie autorskiego? „W imię zasad”? Nie wiem, kierwa, nie wiem. Ale wiem, że boli mnie to: chciałbym coś takiego zobaczyć i wiem, że tego nie zobaczę. Ot, tyle, pożaliłem się.

I żeby na koniec dać coś innego niż gorzkie żale, to macie muzyczkę. Leci w trakcie napisów końcowych polskiej wersji Frozen. Mam nadzieje, że spodoba się wam tak samo jak mnie.

Bardziej pamiętliwi czytelnicy spodziewali się tutaj konkursu. No cóż, wpis spontaniczny, to konkursu nie będzie :X Za to nie bójcie się, prezenty na święta będę rozdawał, spokojne wasze główki 🙂 Do przeczytania Soon (znak towarowy Blizzard Enterntainment, wszelkie prawa zastrzeżone).