Pyrkon 2014 – (tak jakby) relacja (pseudo)fotograficzna.

W końcu się ogarnąłem do końca po Pyrkonie. No dobra, Diablo 3: Reaper of Souls też mnie trochę odciągało od pisania. Jednak głównym powodem, dla którego nie pisałem, było to, że trudno mi było powrócić do smutnej, szarej rzeczywistości typowej dla mojej wioski z tramwajami.

Pyrkon 2014
Komuś tym razem nie wyszło

Relacja jest achronologiczna, alogiczna i anegdotyczna. Zawiera dziwne zachowania i osądy wyżej podpisanego. „Witamy w krainie, gdzie obcy zginie”. Zostaliście ostrzeżeni.
[blockquote]W tym momencie pragnę podziękować Alvis, Grześkowi, Keiko, Miśce, Griffinowi i Kitsune. Konwent to nie tylko atrakcje, to też ludzie. A gdyby nie oni, to pewnie nie byłoby tak dobrze. Dzięki 🙂 [/blockquote]

Syndrom kolejkonu.

Przed 14:00 przyjechaliśmy całą ekipką z Szczecina do Poznania. Z marszu poszliśmy pod budynek MTP, gdzie mieliśmy odebrać od Alvis, mojej znajomej, wejściówki, które nam kupiła dzień wcześniej. Przed wyjazdem byłem straszony niemal przez wszystkich tym, że będę stał przez godziny w kolejce do wejścia. No cóż… 6 osób to nie kolejka.

Pyrkon 2014 - kolejki
Taaaaaaaaaaaaaka kolejka!

W zamian za to kolejki pojawiły się gdzie indziej: niektóre atrakcje były tak oblegane, że gżdacze (ludki odpowiedzialne za porządek na Pyrkonie) musieli blokować ludziom dostęp, bo BHP. Albo brak miejsca na powietrze w sali. Tak zresztą było z pierwszym panelem, na który chciałem pójść, czyli „Alchemia w Full Metal Alchemist: Brotherhood i innych”. Odbiłem się od sali w której, ku mojemu zdziwieniu, zabrakło miejsca na powietrze, a co dopiero na kolejnego uczestnika.

Z tego co słyszałem, to „syndrom kolejkonu” dopadał wiele atrakcji na Pyrkonie. Wiem, że to zabrzmi małorealnie, ale może to znak, że trzeba zorganizować jeszcze więcej miejsca? O ile to możliwe.

Sypianko

Kolejną rzeczą, którą mi grozili, to brak miejsca na sen. Hahaha. HAHAHAHA. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAH. Śmiechłem. Z tego co kojarzę, to sytuacja w szkole faktycznie była dość kiepska i bardzo szybko zaczęto odrzucać kolejnych chętnych do spania.

Na terenie hal targowych natomiast była do dyspozycji niemal cała, duża hala targowa. Została ona podzielona na części, między nimi zostałe wytyczone ścieżki… Bardziej to zorganizowane niż uniwersystet. Ba, nawet pod względem higienicznym było lepiej niż w budynku w którym siedzę pisząc ten wpis. Najbardziej miłym zaskoczeniem były kontenery z prysznicami. Jakby ktoś mnie zaprowadził do środka na oślep, to bym nie uwierzył, że to kontener. Wygodne duże kabinki, ciepła woda… Żyć nie umierać. Mogę jedną taką do domu?

Problemem całego konwentu był niedobór gniazdek, za pomocą których uczestnicy mogliby podładować telefony i inne gadżety. W sali noclegowej ten problem został rozwiązany… trochę nieortodoksyjnie.

Pyrkon 2014 - Moc

Tak, to wszystko było podpięte pod jedno gniazdko. I tak, korki przetrzymały całą imprezę. Nie wiem jakim cudem. Ktokolwiek to zmajstrował powinien dostać indeks MIT, albo jakiejś innej zacnej polibudy xD Grzesiek sugerował jakąś miejscową politechnikę, ale to mimo wszystko za małe wyróżnienie jak na taką magię xD

Coshplaye

Moja znajoma, Marta, tłumacząc komuś poza tematem, kto był cosplayowany na Pyrkonie powiedziała „Jeżeli znasz jakąś postać, to pewnie ona tam była”. Powiem krótko: nie przesadzała. Postaci z gier, filmów, książek, seriali, czy też typowe „klasyczne” istoty z klimatów fantasy. TAM BYŁO WSZYSTKO. Rozczuliła mnie liczba cosplayerek przebranych za bohaterki Frozen, postacie z League of Legends wywoływały odruchowe ziewanie, a najbardziej zaskoczył mnie cosplay…

Pyrkon - Cosplay Pidgeot
Dobry Pidgeot nie jest zły 😀

No cóż, tego nikt się nie spodziewał, prawda? 😀 Odrobina kolesiostwa, ale niezbyt bolesnego dla was: Miśka i Griffin też się „odstawili” na Pyrkon. Na takich imprezach nie jest łatwo wyróżnić się, ale im chyba się udało.

Pyrkon 2014 Miśka i Griffin

 

Później zwróciłem uwagę, że nikt nie chciał z mieć zdjęcia z Miśką, mimo tego iż inne dziewczyny w okolicy bywały wręcz OBLEGANE. Jaka była odpowiedź? „Przy takiej obstawie, dziwisz się?”.

Na dłuższą metę, to niezbyt… Sam bym się bał XD

 

Przyszedł Jasiek do Wędrowycza, a tam Pilipiuk.

Albo coś w ten deseń. Jestem wielkim fanem książek Andrzeja Pilipiuka, więc nie mogłem przepuścić okazji by wpaść na jego spotkanie autorskie. Spodziewałem się ciekawostek na temat jego i jego twórczości. Zawiodłem się na sobie i swoich przewidywaniach: dostałem najzabawniejszą godzinę jaką spędziłem na panelach w trakcie Pyrkonu.
Czego takiego się dowiedziałem? Że:

  • książki o Jakubu Wędrowyczu to horrory…
  • … a główny bohater jest bohaterem negatywnym
  • szykuje się kolejna książka z cyklu „Kuzynek”
  • Sapkowski ma dobrze wyćwiczone mięśnie szyi i otacza się akolitami.
  • Pilipiuk nie przepada za wyżej wymienionym

Twierdzenie, że spotkanie ograniczało się do tego byłoby niesprawiedliwe, ale co, mam opisywać jak przełączałem się co dwa-trzy zdania z śmiechu na uważne słuchanie? Wiem jedno: to spotkanie było za krótkie. Ale nie ma co męczyć autora, potem będzie umierał.

[blockquote] Po tym jak opowiedziałem swojej dziewczynie bardziej szczegółowo o przebiegu spotkania autorskiego, to postanowiła w najbliższym czasie („po przeczytaniu tego co teraz czyta”) zaznajomić się z jakąś jego książką. TYLE WYGRAĆ! [/blockquote]

Jakiś czas później poszedłem czekać na dyżur autografowy. Stałem na miejscu w pełnej gotowości od 18:20 wraz z znajomymi i kilkoma przypadkowymi osobami. Obok kilometrowa kolejka do Dema (jeżeli ktoś nie kojarzy ksywki, to może to coś mu wyjaśni). Biedak siedział już sporo ponad swój dyżur i miał już tego serdecznie dość. Zastrzyk energi dostał dopiero wtedy, gdy dziewczyna stojąca kilka miejsc za mną powiedziała, że kolejka jest coraz bliższa kompletnego rozładowania. Wtedy nawet miny rysowanych przez niego w ramach podpisu postaci były bardziej uśmiechnięte. Biedny Dem :/

PilipiukNo, ale swoje odstałem i miałem okazję odebrać autograf od Andrzeja Pilipiuka. Co prawda nie było się bez drobnego problemu: próby wepchnęcia się przede mnie wykonane przez gościa, który był ucieleśnieniem i wyolbrzymieniem większości stereotypów o nerdach, fantastach i innych tego typu: wysoki, gruby niczym całe gospodarstwo wiejskie i cuchnął niczym stodoła niesprzątana od chwili wybudowania. Zachowanie pokazujące, że słoma temu jegomościowi wystaje spod butów zdawała się być jeno nędznym dodatkiem do tego okrutnego widoku. Ale mimo takiej olbrzymiej przeszkody udało mi się! Nawet zrobiłem sobie zdjęcie z Pilipikiem 😀 TYLE WYGRAĆ.

[blockquote]P.S Za mną w kolejce po jego autograf stało, pi razy oko, 1000 osób. O.O Ciekawe, czy po tym wszystkim był w stanie ruszyć ręką… [/blockquote]

A, i jeszcze jedno: przez polowanie na autograf  „największego piewcy wsi polskiej od czasów Reymonta” spóźniłem się na wideokonferencję z Tonym Swattonem. WRÓĆ! Spóźniłbym się jakby się odbyła. Niestety, problemy techniczne czy coś w ten deseń i konferencja została odwołana. Zamiast tego wydłużyli dyskusję o stanie polskiego dziennikarstwa growego. Nie byłem, zgonowałem, ale po takim czekaniu, to ktoś się dziwi?

Lego-zone

Na Pyrkonie przebudziłem swoje wewnętrzne dziecko: zobaczyłem olbrzymie stoisko zorganizowane przez Stowarzyszenie Dorosłych Fanów Lego. Spodziewałem się zaskoczenia i tak też się stało. Widziałem działający mikser, automat do podawania papieru toaletowego (wraz z czujnikiem ostrzegającym o tym, że rolka się kończy), maszynkę do układania kostki Rubika czy mechanicznego węża. Przyznam się jednak, że ja stara pierdoła jestem i wolę statyczne twory. Dlatego jarałem się niczym pochodnia widząc makiety głównego placu Ankh-Morphork, mapy z Heroes of Might and Magic 3 czy też seansu filmowego z Hulkiem i spółką. MOC.

Pyrkon 2014 Jasiek i Lego
Pew, pew, pew!

Miałem też okazję pobawić się klockami 😀 Pew, pew, pew, pew! 😀 Samolocik nie jest mojej produkcji, ja tylko domontowałem okrąg z silnikami. Jedi Starfighter, WZIUM~~ Dobra, już wracam do wieku 22 lat. Chociaż to i tak nie ma znaczenia, bo jakbym dołączył do klubu fanów Lego, to bym dość ostro zaniżył średnią.

Ciekawe ile trzeba czasu i chęci by zbudować mecha z klocków… Hmmm…

Games Room

Przed wyjazdem jarałem się Games Roomem niczym pochodnia. Na konwencie zwątpiłem, bo okazało się, że zainteresowanie przebiło WSZYSTKO czego mogłem się spodziewać. Często brakowało wolnych stołów, często kolejka była dłuższa niż to co się działo przy autografach. Wybór gier? Olbrzymi.

Pyrkon 2014 Games Rooms
To jakoś 1/3 wystawionych gier.

Nie zmienia to jednak faktu, że pograłem mniej niż planowałem. Ale nie mam powodów do narzekań, bo i tak miałem więcej rzeczy do roboty niż czasu.

I skoro już jestem przy grach (nie)elektronicznych, to wzmianka o kolejnej ciekawej rzeczy, jaką widziałem na Pyrkonie: oficjalna, licencjonowana planszówka Heroes of Might and Magic. Równie skomplikowana co „oryginał”, ładnie wydana. Moja szczęka przywitała się z podłogą na jej widok. Niestety, nie miałem okazji zagrać :/

Pyrkon 2014 - Heroes of Might and Magic Planszowy
W przypadku awarii prądu byłaby idealna

Hordy hunów i inne atrakcje stoisk.

Pyrkon 2014 - Chata Wuja Freda - Koteły
Macie prawo być pewni: śmierci, podatków i tego, że w trakcie pisania popijam coś z tego kubka 😀

Jakbym miał wybrać miejsce, po którym było widać jakie tłumy przybyły na Pyrkon, to byłby to albo Games Room, albo pawilion 7, w którym rozstawili się wystawcy. O Games Roomie było, to teraz o wystawcach. Tyle różnych gadżetów nie widziałem od ZAWSZE. Kostki, podręczniki, planszówki, komiksy, koszulki, kubki, książki, rękodzieło… JAK JA SIĘ CIESZĘ, ŻE MIAŁEM MAŁO GOTÓWKI. Czemu? BO JUŻ BYM JEJ NIE MIAŁ. Tak to się ograniczyłem do kubka i komiksu „Chaty Wuja Freda”. W komiksie udało mi się nawet zdobyć autograf „Kobiety-ślimak”. Łiii~~ 😀

Na tyle na ile mi wiadomo, to na Pyrkonie wylądowało około 23 tysięcy ludzi. Dla porównania: na zeszłorocznej edycji było 14 tysięcy. Wynik ten został pobity pierwszego dnia, co wywołało u mnie wyraz twarzy, który mogę opisać jedynie jako „what the fuck?”. Zresztą, podobnie zareagowałem, kiedy spojrzałem na stoiska z góry.

Tyle ludu O.O
Tyle ludu O.O

Nie tylko sprzedawcy na konwencie się obłowili: okoliczne sklepy spożywcze przeżywały oblężenie, przy którym Minas Tirith wydawało się być niczym zabawa „w bazy”. Przykładowo, w okolicznej Biedronce, w połowie soboty nie było już nawet karykatury pieczywa. A kolejki? Niczym za komuny 😀

Pyrkon 2014 - Biedronka
Warto dodać, że oprócz tego były jeszcze dwie kasy otwarte

Podsumowanie

Chciałem napisać tutaj coś mądrego, wręcz górnolotnego. Powiedzieć, że to był cudowny czas i, że życie byłoby piękne, jakby wydarzenia tego typu i takiej wielkości odbywały się częściej. Blablablablalba.

Na cholerę mam to pisać, jak wystarczy jedno stwierdzenie?

Do zobaczenia za rok!

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Pyrkon 2014 – (tak jakby) relacja (pseudo)fotograficzna."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Chaaber
Gość

Podobno planszowy Heroes wcale nie jest taki spoko, wygląda może i ładnie ale są gry lepiej skrojone na plansze i dające więcej frajdy. Na przykład Terra Mystica. Ja żałuję strasznie że nie pojechałem. Games Room i właśnie Pilipiuk to byłyby dla mnie dwa absolutnie nie odpuszczalne cele 🙂 A w coś w games roomie zagrałeś czy nie bardzo?

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Z tego co widziałem, to jest cholernie skomplikowana (jak na planszówkę) :X Brak dalszych sądów, bo nie ja siedziałem przy stole :X

Pograłem w kilka gier, ale to było na „pompie” wywołanej bezsennością. W pamięć zapadła mi tylko „Jaskinia”, która była bardziej skomplikowana, niż można było się spodziewać. Ale całkiem przyjemna 😀

Rykoszetka
Gość
Bardzo fajna relacja! Aż chce się tam wrócić! Co do cosplayu i innych przebieranek – widziałam tylko jedną Katniss i tylko jedego Harry’ego Pottera, ale za to mnóstwo Lokich. Co mnie dziwi, to fakt, że chyba wszystkie to były dziewczyny-Loki 😀 Ale i tak dla mnie najfajniej było widzieć doctorowe fezy i hannibalowe wianki 😉 W żadne gry nie miałam okazji pograć, bo było tyle różnych atrakcji, że i tak mam wrażenie, że milion straciłam, będąc tam trzy dni. Też się cieszę, że nie miałam aż tyle gotówki – byłoby mi naprawdę ciężko wybrać najfajniejszy fanowski gadżet, z którym miałabym… Czytaj więcej »
Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość
Co do Lokiego, to tutaj pojawia się prosta zasada: za postacie przebierają się fani, albo osoby, które pasują wyglądem. Dziwnym trafem (nigdy tego nie zrozumiem) 99,7% fanów Lokiego to kobiety, więc… xD Ja ledwo co coś ugrałem, bo znajomi, bo kolejka mutant długości kilometra, bo coś-tam-coś-tam. Ale w sumie nie żałuje, w końcu wtedy robiłem co innego 😀 Ja w sumie tylko jednego doctorowego feza widziałem. Do tego uratowałem jego właściciela od utraty telefonu 🙂 A co do stoisk, to wiem jedno: żeby kupić wszystko co bym chciał, to bym prawdopodobnie musiał mieć o 4 zera więcej na koncie. Rozumiem… Czytaj więcej »
wpDiscuz