Mój wieczór z… Neverwinter Nights #2

Wsiąkania w Neverwinter Nights ciąg dalszy. Jestem zadziwiony tym jak mało czasu mam na granie. A mimo tego dręczę właśnie tę grę.

Neverwinter Nights
Przygoda jeszcze się nie zaczęła, a ja już mam problemy z podjęciem decyzji.

To chyba w ramach oczekiwania na Pillars of Eternity. Kiepski stan mojego laptopa też na to wpływa. No to co, gramy dalej?

Poprzednia część serii jest tutaj.

Śmierć w kilkunastu pikselach.

Trafiam ponownie do Neverwinter. W świecie gry minął tydzień od chwili, kiedy całą Akademię wraz z uczniami szlak trafił, bo Zły Mag nr. 195734 się pojawił i zaczął szerzyć śmierć i zniszczenie za pomocą sporej gromady nieumarłych, goblinów i miotanych nałogowo magicznych pocisków.

Desther Tępy Ćwok Neverwinter NightsTrafiłem do świątyni Tyra. Tam zostałem przywitany przez Fenthicka i Desthera. Ten drugi, tym którzy już ukończyli grę znany jest jako „tępy ćwok”.
Zresztą, nie jestem jedyną osobą, która tego gościa nie lubi. Po przyjacielskiej (częściowo) wymianie zdań mogłem rozejrzeć się po świątyni.

[divider type=”thin”]

Wszędzie ludzie umierający na Wyjącą Śmierć. Trzeba będzie znaleźć lekarstwo na tę chorobę. Chyba nikogo to nie dziwi – ta choroba ma objawy niemalże identyczne do eboli. A nikt normalny nie pragnie tego, by ludzie zamieniali się w krwistą papkę.

Neverwinter Nights Krew Wyjąca Śmierć Ebola
Tyle krwi…

Spójrzcie powyżej! Wyobrażacie sobie, że kiedyś się tym przejmowałem? Ale wiecie, tak poważnie, do smutku?
Prawda jest taka, że dalej się przejmuje. Niby już nie jest to realistyczne, ale kiedy ogląda się fotografie ofiar eboli i innych świństw to trudno mi potem tego nie przekładać na te kilkanaście czerwonych pikseli na podłodze. O ile dobrze pamiętam, to tak chyba działa wyobraźnia. 

Ale dobrze, nie ma co płakać na krwawiącymi pikselami, idziemy dalej.
Po rozmowie z Lady Aribeth de Tyrmarande, w skrócie Aribeth dostajemy zadanie – znaleźć i schwytać stworzenia, które jakiś czas temu uciekły nam sprzed nosa.
4 zwierzaki, termin realizacji: tak szybko jak się da, środki: to co samemu się zdobędzie. To brzmi jak zadanie dla… bohatera gry cRPG!

Dlatego też czas wyruszyć dalej.

Wybory, wybory, trudne wybory. I puste sakiewki.

Jeszcze nie spotkałem żadnego wroga w tym rozdziale, ale już mam problem. Otóź, w Neverwinter Nights, jak to w typowej grze RPG, niewiele da się ugrać samemu. Trzeba wybrać kogoś jako towarzysza. Jedną osobę. No i do tego panterę, która niedługo będzie przerażająco niebezpieczna. Ale niestety, sam futrzak to za mało.

Przypomniało mi się o tym, jak spotkałem pierwszego towarzysza – Toma Szubienicznyka, zwanego też Wyszczerzem. Śmiesznego niziołka, który ukrywa się w świątyni bo ma „problemy”. Typowy niziołek. Nie trzeba nawet patrzeć na kartę postaci by wiedzieć, że to złodziej. Pożegnałem się z nim, jak zobaczyłem, że chce on za bycie pomagierem 150 sztuk złota. A JA MAM TYLKO 400 ;-;

Wyszedłem z świątyni do miasta. Porozwalane ulice, stosy palonych ciał, straż na ulicach i kapłani Helma rozdający wszystkim chętnym błogosławieństwa mające uchronić przed zarazą. Mówiąc krótko – koszmar. Jak się na to patrzy, to aż ma się ochotę działać. Rozmawiam z okolicznymi postaciami wyciągając z nich strzępy informacji, po czym idę przed siebie, na Targowisko Awanturników.

Jak można domyśleć się z nazwy, możemy tutaj spotkać całą gromadę ludzi chętnych do przyłączenia się do nas. Pod warunkiem wrzucenia odrobiny złota do ich sakiewek. Do wyboru mamy:

  • Daelana Czerwonego Tygrysa – półorczego  barbarzyńcę uwielbiającego wpadać w szał i siekać wrogów za pomocą dwustronnego (to nie pomyłka) topora
  • Linu La’neral – elfią kapłankę Sehanine Księżycowy Łuk, i niewiarygodną fajtłapę, która wywołuje wypadki samym faktem swojego istnienia
  • Grimgnawa – krasnoludzkiego mnicha wyznającego ŚMIERĆ. W sumie nie jest on krasnoludem, bo jest łysy i nie ma brody. Na ten moment ja jestem bardziej krasnoludzki od niego.
  • Boddyknocka Glinckle’a – gnom, wynalazca, czarownik i kucharz. Normalnie jak szwajcarski scyzoryk.
  • Sharwyn – rudowłosą bardkę. Miała wyjść za bogacza, wolała uciec z domu razem z bardem. Ostatecznie skończyło się, tak, że jest sama na szlaku, a jej matkę (która zaaranżowała jej ślub) szlag trafił.

Z decyzją kogo wybrać muszę się przespać. Podobnie jak z faktem, że Neverwinter okazjonalnie zaczyna mi działać z oszałamiającą prędkością 8 klatek na sekundę. Muszę ustalić z czym jest źle: z tym przedpotopowym arcydziełem, czy z moim laptopem, który potrafi sypać artefaktami nawet w trakcie grania w Hearthstone.

[divider type=”thin”]
Albo wiecie co? Powiedzcie mi: kogo ja mam na stałe przyjąć do ekipy?
Zauważcie, że niektóre osoby nie trafiły na listę. Nie wiem… może to dlatego, że nie lubię gnomów i psychopatów? No i oprócz tego etat drużynowego czaromiota został zajęty przeze mnie.

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz