You know NOTHING, Zenimax! – czyli o „morderczym błędzie” w Elder Scrolls Online.

Internet kocha wyolbrzymiać. Co chwilę ktoś zostaje zmasakrowany. Albo, trzymając się tematu, ktoś wieszczy jakiejś grze niechybną zgubę z jakiegoś mniej lub bardziej błahego powodu. Niedawno takie złorzeczenia pojawiły się pod adresem Elder Scrolls Online. Stało się to za sprawą dość poważnego błędu w grze oraz reakcji wydawcy na bugi w produkcji.  Ile jest sensu w tym „życzeniu śmierci”? I czy Zenimax naprawdę zasługuje na takie ostre potraktowanie?

Elder Scrolls Online
Logo Elder Scrolls Online – skazywanego na śmierć albo model F2P

Co się stało i co się zepsuło?

W Elder Scrolls Online zrobiło się głośno o dość nieciekawym błędzie: pozwalał on na dość swobodne kopiowanie przedmiotów. Poniżej filmik demonstracyjny. Jeżeli czegoś nie zrozumiecie, to wejdźcie na YT i tam poczytajcie opis.

Błąd ten zrobił coś tragicznego: dość konkretnie uszkodził ekonomię gry. O ile nie można stwierdzić, że to zaszkodziło grze jako całości (no, chyba, że jako „szkodę” uznajemy graczy, którzy bawią się w eksterminację potwór na „easy mode” wywołanym przepakowanym sprzętem), to PvP umarło: ludzie mieli ekwipunek, którego nie powinni być w stanie zdobyć tak szybko. Skala zniszczeń byłaby jeszcze większa, jakby w ESO występował „globalny” dom aukcyjny, albo coś w ten deseń. A tak, to zniszczenia wywołane tym oszustwem nie były aż takie wielkie, jak mogłyby być. Dopiero niedawno ten, przedstawiony powyżej, exploit został naprawiony, a najbardziej oczywiści winni otrzymali bany. Jednak nie wiadomo jeszcze, co się stanie z resztą osób, które skorzystały z tego „udogodnienia”. Przyjmując, że jakimś cudem uda się je odnaleźć: przegrzebywanie olbrzymiej bazy danych w poszukiwaniu anomalii nie będzie łatwe. A nawet jest całkiem możliwe, że jest po prostu niewykonalne.

Oprócz tego element odrobinę bardziej komediowy: od czasów pierwszych zamkniętych bet znany jest błąd „swobodnego upadku”. Polega on na tym, że możemy wypaść poza planszę i spadać do końca świata i o 2 dni dłużej. Niby nic wielkiego, wpisujesz do chatu „/unstuck”, umierasz, i jesteś z powrotem na płaskiej i stabilnej powierzchni. Na filmiku poniżej koleś nie mógł tego zrobić, bo cała akcja się miała miejsce w trakcie PvP. To jest mało zabawne. Jeszcze mniej zabawne jest to, że mógłby on zostać wychwycony przez system antyoszustowy jako osoba korzystająca z teleportacji i otrzymać soczystego bana. A, i jeszcze jedno: filmik polecam oglądać przy wyciszonym audio, te krzyki… ;/

Czy to dziwne?

Teraz się zastanówmy, czy obecność takich błędów w Elder Scrolls Online jest dziwna. W końcu, seria ta (bo nazwa nie została dana tylko dla zabawy, potraktujmy tę grę jako pełnoprawną część serii The Elder Scrolls) jest znana z ponadprzeciętnej ilości błędów. Albo może inaczej: jakby jej kolejna część i byłaby ona pozbawiona błędów, to pierwszą rzeczą, jaką poddano by badaniu, to autorstwo gry. Arena, Daggerfall (zwane też Bugerfall), Morrowind, Oblivion i Skyrim: każde z nich w dniu premiery płakało o łatkę. Więc powiedzmy sobie wprost: wiara, że ta gra byłaby wyjątkiem, powinna być płonna.

ALE. Zawsze jest jakieś ale. Tutaj polega ono na tym, że twórcy nie mogą się nawet wymigać tym, że zatrudniają jako testerów studentów pracujących za 1/5 miski ryżu dziennie. Nie muszę pisać jak to by świadczyło o Zenimax, jakby przycinali koszty na wewnętrznych testach, prawda?  Zresztą, nawet jeżeli przyjmiemy, że to etatowi testerzy dali ciała, to nie ma to znaczenia: pierwsze testy gry w wykonaniu społeczności rozpoczęły się w marcu 2013 roku. Ogólnie odbyło się siedem tur zamkniętych testów przed premierą tej gry.

Pomyślicie sobie: 13 miesięcy testów, i co, nie znaleźli? Właśnie najsmutniejsze w tej całej sytuacji jest to, że te błędy były znane od początków betatestów. Tak przynajmniej twierdzi kilka(naście) osób z tego wątku na Redditcie. I to jest w tym wszystkim najbardziej smutne: twórcy gry popełnili grzech zaniechania. Prawdopodobnie o nim zapomnieli, albo, co gorsze, uznali za mało groźny. Błąd, który mógł potencjalnie wziąć gospodarkę gry i ją wywróć do góry nogami. Takich kiepskich żartów nie było nawet w najbardziej obskurnych grach F2P, w które grałem w trakcie swojego życia.

Zamiast tego pojawiły się w grze, która jest tworzona prawdopodobnie od 2007 roku, która przeszła wewnętrzne testy oraz była maglowana (to najlepsze określenie) przez graczy przez ponad rok. Zresztą, pal licho testy, darmowe gry też bywają tworzone długo i przechodzą gruntowne teksty. Taki błąd przeszedł w grze, za którą twórcy chcą 130 złotych na start i późniejszy abonament wysokości około (w zależności od czasu wykupionego za jednym razem) 50 zł za miesiąc. Rozumiem, marki się cenią, ale w tej sytuacji trzeba się zastanowić jak nędzna część tych pieniędzy wraca do gry… Bo przy takiej trosce o jakość, to śmiem twierdzić, że zbyt mała.

Czy i jak ta sytuacja wpłynie na Elder Scrolls Online?

Jak wspominałem wcześniej: w internecie ludzie już mówią, że ESO umrze albo przejdzie na F2P. Przyznaje, plama jaką dali jest niezwykle widowiskowa i zasługuje na szczerą pogardę. I taką też otrzymuje. Wystarczy poczytać reakcje internatów, na przykład na Reddit. Wątpię jednak, by ew. gniew starczył, by Zenimax musiał zmieniać swoją strategię biznesową. Niewątpliwie część osób zrezygnuje z dalszego grania zaraz po wykorzystaniu już wykupionego czasu, ale to nie będą setki tysięcy ludzi. Może dziesiątki. MOŻE.

Bardziej ciekawi mnie, czy twórcy Elder Scrolls Online wyciągną jakąś nauczkę z tej całej sytuacji. Czy poświęcą więcej zasobów na połatanie gry? Czy będą w bardziej roztropny sposób rozdawać blokady konta? Nie wiem. Ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć jedno: ja do tej gry się przez długi czas nie będę zbliżał nawet myślami. Bo jeżeli gra jest podobnej jakości do Morrowinda z pierwszych dni, to bałbym się zrażenia jakimiś bezsensownymi usterkami. A wiem, że jakbym, na przykład, spadał przez półtorej godziny w dół, to by mnie wielce zirytowało. Takich błędów nie ma nawet w darmowym Neverwinter, któremu poświęciłem ponad 100 godzin swojego cennego czasu. A skoro w grze F2P, gdzie kupowanie za prawdziwą gotówkę nie jest konieczne czegoś takiego nie ma, to nie jestem w stanie zrozumieć jak Zenimax pozwolił na wypuszczenie takiej fuszerki na rynek. Jasne, Elder Scrolls Online ma swoje mocne strony, ale nie są one dobrym uzasadnieniem do takiego braku troski o dopracowanie techniczne.

Pozostaje mieć nadzieję, że ten kubeł zimnej wody rozbudzi ich na tyle, że zrozumieją, że nie można zrobić gry MMO tak, jak się robi gry Single Player. No, chyba, że chce się potem skazywać siebie i graczy na cierpienie. Ale tego nie chcą. A już z całą pewnością nie chcą żyć z konsekwencjami takich działań.

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz