Grałem w Tormentum: Dark Sorrow. I jestem zachwycony.

Stało się! Mamy 2015. rok, więc doczekaliśmy się. Ściągnąłem kopię recenzencką Tormentum: Dark Sorrow. Zagrałem i, powiadam wam, jestem zachwycony!

Tormentum: Dark Sorrow
Tak zaczyna się Rozpacz

Macie deja vu? Bardzo słusznie, kiedyś już się tak zachwycałem.

Wyjątkowo: TL;DR na start

Dla ludzi chorujących na syndrom leniwej buły lub chroniczny brak czasu: dodaje link do wniosków i końcowego werdyktu. Głównie dlatego, że jeżeli czytaliście moje poprzednie wpisy na temat Tormentum, to zbyt wiele nowego się nie dowiecie. Szkoda waszego czasu na zapoznawanie się z grą, przejdźcie do konkretów. I tej jednej smutnej wady jaką znalazłem.

Zresztą: tytuł chyba mówi sam za siebie?

[divider type=”thick”]

Tormentum: Dark Sorrow w pełni swego mroku

Miałem okazję grać w wersję demonstracyjną i późniejszą betę Tormentum. Pierwszą różnicą, jaka rzuca się w oczy zaraz po odpaleniu gry, jest jej optymalizacja. Zarówno demo, jak beta chodziły na moim zdychającym w cierpieniach laptopie tak, jakby nie chciały, nie mogły i nie potrafiły. Tymczasem, aktualna wersja gry, która niedługo trafi do sprzedaży chodzi z wiecznym 30 FPS.

Po uruchomieniu gry widać minimalne menu główne, a po rozpoczęciu nowej gry i obejrzeniu/przeczytaniu intra w końcu uzyskujemy kontrolę nad postacią.

Tormentum Dark Sorrows
Przykładowy pejzaż z gry. Jest tego o wiele więcej.

Nasza postać na każdej planszy będzie stała w wyznaczonym z góry miejscu, a my będziemy zajmować się klikaniem i obsługą minimalnego interfejsu, jaki ma ta gra. Dostęp do notatnika z jednej strony, ekwipunek z drugiej i nic poza tym. Nie mamy przez to zajętego ekranu, za to możemy podziwiać krajobrazy.

Są to widoczki pełne mroku, wyglądające jak z obłąkanego snu. Nie zdziwiłbym się, jakby ktoś o słabszej psychice pod ich wpływem miał potem w nocy koszmary. Ich wykonanie? Pierwszorzędne. Za artbooka zawierającego wszystkie ilustracje z gry byłbym skłonny zabić. No dobrze… mocno poturbować. Na całe szczęście na widoki mogę sobie popatrzeć w grze.

Nie samymi widokami gra przygodowa żyje – opowiedziana nam historia może i zaczyna się w sztampowy sposób, ale dalej jest całkiem ciekawie. W tym momencie mógłbym napisać kilkanaście górnolotnych słów o odkupieniu, poszukiwaniu samego siebie, wędrówce przez, jakby nie patrzeć, piekło. Ale tego nie zrobię – takie słowa odstraszają, a w tym przypadku nie powinny. Dialogi są napisane prosto, ale z utrzymaniem klimatu jaki widać na każdym kroku. I jaki będziecie widzieć na każdym zrzucie ekranu. Bo inaczej się nie da.

Tormentum: Dark Sorrow
Taki tam czerw.

Dzielę gry przygodowe na dwie kategorie: te, gdzie się przed wszystkim rozmawia, oraz te, gdzie musimy myśleć. Tormentum należy raczej do do tej drugiej kategorii – brak tutaj kilometrowych, rozbudowanych dialogów. Za to mamy zagadki co kilkanaście minut rozgrywki. Piękne w nich jest to, że zawsze mają sens. Nie próbują tworzyć jakiejś nowej, chorej logiki według której do skarpety wrzucasz kawałek cegły, po czym rzucasz w księżyc co wywołuje wzburzenie fal na oceanie. Nie! Wiecie ile frustracji mi to oszczędziło?

Żeby nie było, że jest idealnie: nie jest. Muzyka jest jedynie dobra. Jest, robi za klimatyczne tło, którego nie czuć przez całą rozgrywkę, chyba, że się skupisz na jej słyszeniu. Niby fajnie, że tło muzyczne jest TYLKO tłem muzycznym.

Łyżka dzięgciu i ostateczny wyrok

Ta gra jest krótka. Opowiada co prawda skończoną historię i nie zostawia jakiś większych niedomówień, ale…
ALE…

Jest pierońsko krótka. Jednokrotne przejście gry zajmuje do sześciu godzin. Jeżeli komuś się gra bardzo spodoba, to będzie ją pewnie chciał przejść po raz drugi by zobaczyć drugie zakończenie. Przyjmijmy więc, że Tormentum: Dark Sorrow to gra na 10-12 godzin.

MAŁO. Chcę więcej. Ta gra jest mroczna, „wchodzi” na psychikę i jest anomalią w świecie cukierkowych i wywołujących śmiech przygodówek. Jest czymś niespotykanym w ostatnim czasie.

Nie zmienia to jednak w żaden sposób faktu, że Tormentum jest udaną grą, która spełniła wszystkie obietnice złożone w trakcie zbierania środków na IndieGoGo. Polecam ją wam z czystym sumieniem. O ile się nie boicie, ani nie odczuwacie dziwnego niepokoju patrząc na zrzuty ekranu umieszczone w tym wpisie.

Tormentum będzie można kupić od 4 marca, godziny 16:00 na Steamie. Gra ma kosztować 12 euro, ale zaraz po premierze jej cena będzie obniżona o 20%. Miłego grania wam życzę! A na koniec ładna pani, którą wrzuciłem w pierwszym wpisie o tej grze. Bo ładna. I pasuje do tej gry jako maskotka.

Tormentum Concept Art Lady

Nigdy nie mam sumienia by ją zabić.

[divider type=”thick”]

Na koniec słówko dla twórców, bo wiem, że czytają wszystko co o nich się pisze – jeszcze kilka takich gier i przyjeżdżam do waszego biura robić z wami kolejny wywiad.
Bo jeżeli takie gry, jak Tormentum, nie pozwolą wam na dorobienie się własnego miejsca, to ja nie wiem co miałoby to zapewnić.

Życzę wam wszystkiego dobrego i mam nadzieję na więcej waszych gier do zrecenzowania, opisania i podania dalej.

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Grałem w Tormentum: Dark Sorrow. I jestem zachwycony."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
unstable
Gość

Ja wiem czy krótka, prawie dwa razy dłuższa niż Zaginięcie Ethana Cartera 😛

wpDiscuz