Solstice – gra, czy dzieło sztuki?

Mam dziwne wrażenie, że polubię pisanie o grach od MoaCube. To jedyne studio tworzące gry niezależne, do którego próbuje się przywalić, ale… na dłuższą metę nie mam jak. Mimo niechęci do gatunku, do którego należy „Solstice”. Moja dzisiejsza ofiara.

Solstice
Początek Prawdziwej Zimy

Tradycyjne ostrzeżenie: to jest wczesna wersja, jeszcze niedopieszczona, z historią urywającą się jakoś… Nieważne kiedy.

ZAWIERA LEKKIE SPOILERY. Jakieś pierwsze 3 minuty gry/lektury.

WTF is Visual Novel?

Taki mały wstęp dla osób, które nie znają gatunku (czyli obstawiam, że w Polsce to będzie jakoś 70% populacji graczy i 143253454% normalnej populacji): nowelki wizualne to gry, w których „czytamy” historię i okazjonalnie podejmujemy wybory. Na podstawie tych wyborów gra toczy się dalej, tu i ówdzie się rozwidlając. Dla osób, które granie zaczęły od „analogowych” urządzeń takich jak podręczniki RPG-owe, planszówki czy karty: najbliższym „fizycznym” odpowiednikiem visual novel są gry paragrafoweCzemu nienawidzę gatunku? Bo nowele wizualne to głównie domena Japonii, gdzie zamiast ciekawej historii mamy zarywanie do jednej z 10 panien i ostateczny cel, jakim jest pozbawienie jej całości odzieży, cnoty i ew. zabawy z pomocą macek. Tak wiem, upraszczam, zdarzają się ambitniejsze tytuły. ZDARZAJĄ SIĘ.

Pokładam nadzieję w „Solstice” głównie za sprawą „Cinders„, poprzedniej nowelki tego samego studia. Pokazali oni, że można stworzyć naprawdę ciekawą historię i to na bazie czego? Ogólnie znanej baśni o właściwościach usypiających. Do tego jeszcze gra pod względem audiowizualnym wywołała u mnie reakcję, którą można opisać bardzo prosto: WOW! Czy będzie tak samo w przypadku ich nowej „książeczki”?

Hitchcock stworzył Solstice?!?!

Solstice - Inn
Boże, jaka dzicz, karczma i jeść dają :X

Gra zaczyna się od trzęsienia ziemi. Bo jak inaczej wytłumaczyć znalezienie żywej osoby pośrodku lodowego pustkowia o klimacie zbliżonym do strefy podbiegunowej. Nasz bohater, będący również lekarzem, zajmuje się tą znajdą. Potem okazuje się, że jest to pani mechanik, której losami później pokierujemy. Pierwszy plus: ta sama historia, pokazana z dwóch perspektyw. Rzadki zabieg, ale pozwalający spojrzeć na opowieść w diametralnie inny sposób. Na podstawie poglądowego buildu w który grałem śmiem twierdzić, że ta sztuczka dotąd im się świetnie udaje.

Śnieżna piosenka i kaleczenie uszu.

Smutne w wersji, którą dostałem do przeczytania było to, że większość muzyki to były pożyczone utwory z „Cinders”. Przez to, nie mogłbym, tak jak to zazwyczaj robię, skupić się w pewnym stopniu na oprawie muzycznej. No, ale dwie rzeczy nastrajają mnie pozytywnie: za część dźwiękową Solstice będzie odpowiadał Rob Westwood, który już przy okazji „Cinders” i innych gier od MoaCube pokazał, że potrafi tworzyć świetne utwory. I nie martwię się o to, że nie trafi z klimatem: utwór z głównego menu pokazuje, że świetnie się on wczuł w klimat historii lodowego pustkowia, do której trafiamy w tej grze.

Dobra, zawsze muszę się przywalić jakiegoś drobnego szczegółu, więc teraz też tak będzie: efekty dźwiękowe przy „odsłanianiu się” tekstu. Nie wiem co jest z nimi nie w porządku, ale wyłączyłem je po pierwszych dwóch dialogach. Głównie dlatego, że nawet moim kotom się to nie podobało. Za ostre? Kierwa, nie wiem, ale skoro nawet mi to przeszkadzało, to chyba coś jest nie teges.

„Solstice” jako przemytnik wyższych treści

Nie, to nie jest to co myślicie! D:
Nie, to nie jest to co myślicie! D:

Niby znam dopiero nędzną część historii, ale pobawię się w analizę tekstu. Co prawda będę się czuł trochę jakbym próbował wcisnąć autorowi, że stworzył coś, czego nie ma, ale wygląda na to, że z „Solstice” możemy wyciągnąć wnioski dotyczące wolności i ceny jaką możemy za nią zapłacić. Ba, nawet ruszyli oni temat homeseksualizmu (który ostatnio robi się pierońsko modny w grach, głównie za sprawą BioWare, który wyraźnie lubi uśmiechać się do mniejszości).  A wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Te wszystkie przemyślenia są normalnie w grze, można je zobaczyć. Ale nie są one podany w nachalny i cuchnący patosem sposób, do których przyzwyczaiły nas tytuły, gdzie część „pisarska” produkcji jest znacznie gorzej dopracowane.

Postacie.  One są główną mocą tej gry. Pierwsze przejście tego, z braku lepszego określenia, dema zajęło mi około godziny. Dalej pamiętam która postać jest kim, co robi, jak się nazywa i jak wygląda. Po godzinie. Czyli więzi emocjonalnych z postaciami nie nawiązałem. Ale i tak ich pamiętam. Muszę pisać co to znaczy? Zostały świetnie zaprojektowane, rozpisane i narysowane. Ale o tym za chwilę.

Pani Gracjano… Dziękuje.

Nie znam Gracjany Zielińskiej osobiście. Jednak wiedząc o tym, że mój post leci różnymi ścieżkami i trafia do wielu niespodziewanych miejsc, to pozwolę sobie skorzystać z okazji i powiem wprost: dziękuje za grafikę w „Solstice”. Zresztą, tak samo jak w „Cinders”. Do tego gdzieś doczytałem, że jesteś odpowiedzialna za grafikę m.in w „Crystallicum”, którego styl graficzny podobał mi się od zawsze (dalej mam talię do karcianki i ciągle poluje na podręcznik RPG-owy).

Solstice - Dairy
Drogi dzienniku…

Dobra, przestaje się zacieszać, bo i tak widzieliście grafikę z „Solstice” na zrzutach ekranu. Moim zdaniem, jest świetna. Pozostaje się tylko cieszyć, że artystka jest w pogotowiu i rysuje dla MoaCube. Gra WIELE zyskała na wersji wizualnej. NAPRAWDĘ wiele.

Warto też przy okazji wspomnieć o pewnej nowości, która również bardzo pomogła grze: przerywniki wyglądające jak zapiski w dzienniku. Świetny pomysł, realizacja też niczego sobie. Przez to łapałem się na tym, że chwilami myślałem o grze w pierwszej osobie. To się fachowo nazywa „immersja” i tym można się chwalić.

Solstice się nade mną znęca.

Czemu? Bo jest świetną grą. Przekonało do siebie antyfana wizualnych nowelek. Na tyle, że nie chciałem pisać w trakcie, a dopiero PO ukończeniu dema. Do tego czuję niedosyt. Chcę dalszej części historii. Nikt nie powiedział twórcom, by wydali jedną z „tras” w postaci książki? Takiej normalnej, papier, okładka, wydawca, te sprawy? Brakuje mi dobrej literatury na półce.

Reckę piszę raczej jako ciekawostkę. Jest tak, za sprawą targetu gier od MoaCube: celują oni za granicę, tam gdzie jest gotówka (przy cenie preorderu równiej 19,95$ nie można uważać inaczej). Nie ma zresztą co się dziwić: w Polsce ten gatunek gier nie istnieje. I poza tym, większość hardcorowych graczy i tak wolałoby kupić zamiast tego nowego Battlefielda.

Co nie zmienia faktu, że nie życzę twórcom sukcesu. Życzę by dalej robili swoje. Jak dotąd dobrze im to idzie, więc pieniążki same przyjdą 😉

 

Solstice - Niemal wszystkie postaci
Welcome to „Solstice”, where everyone drinks, and everything blows up!

P.S Mam cichą nadzieję, że w niedalekiej przyszłości wezmą się za ArcMagi. To chyba jedyna gra indie, jaka ma u mnie szansę na instabuya nawet w wersji alfa.

P.S2 Odpowiadając na pytanie z tytułu: gra, która pokazuje, że narzędzia cyfrowej rozrywki mogą być dziełami sztuki. O ile oczywiście pełna wersja „Solstice” będzie równie dobra co ogrywane przeze mnie demo 🙂

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz