Papers, Please – recenzja biurokratyczna

Papers, please! A, nie, ty tutejszy? To w takim razie dokumenty poproszę. Bez nich nie ma zmiłuj, nie wejdziesz do swej ojczyzny.
Hm…. Wszystko się zgadza. Chwała Arstotzce! Ehh.. ta robota jest trudna, mozolna i pełna pokus.

Papers, Please
Dokumencik mają? Bez nich nie idziemy dalej

Formularz 59A – kwestionariusz inspektora granicznego

Papers, Please - pieczątki
Zapamiętać: zielone na tak, czerwone na nie.

Arstotzka to kraj, który właśnie zakończył sześcioletnią wojnę z sąsiadującą z nią Kolechią. O wojnie wiemy niewiele, poza faktem, że Arstotzka otrzymała połowę miasta Grestin, w którym umieszczono punkt graniczny, który jest miejscem akcji gry. To właśnie my będziemy wpuszczać na teren chętnych do odwiedzenia Arstotzki,  cudownego kraju płynącego mlekiem i miodem. Tak pisze pismo „Prawda Aristrozki” więc nie ma co się z tym kłócić.

A tak na serio, to świat przedstawiony w Papers, Please jest pięknym przykładem komunistycznej dystopii. Kraju, w którym niby wszystko jest w porządku, ale to aż do chwili, gdy spojrzymy na to co jest za propagandową otoczką. Zresztą, kiedy biurokracja żyje, tam zdrowy rozsądek umiera.

Ty, czyli główny bohater Papers, Please, zostałeś wylosowany w loterii robotniczej (to już sugeruje, że z tym światem jest coś nie w porządku) do pracy jako inspektor na przejściu granicznym w Grestin. Dostajemy „ciepłą” posadkę w biurze, gdzie sprawdzamy dokumenty wszystkich chętnych do wejście do naszego cudownego, socjalistycznego kraju. I na tym polega nasza praca. Brzmi łatwo? Nudno? Monotonnie? To niech sobie brzmi, życie jak zawsze weryfikuje nasze podejrzenia w bezlitosny sposób.

Regulamin podpunkt 9A – zakres obowiązków

Tak się zawsze zaczyna: wchodzi chętny do przejścia granicznego i daje dokumenty. Bierzemy podręcznik, porównujemy pieczęcie, wygląd na zdjęciu, informacje… O, zaraz, ten facet ma nieważny paszport. Trzeba porównać, za pomocą specjalnego trybu inspekcji datę na paszporcie i datę na kalendarzu. AHA! Paszport nie ważny od dwóch lat. I co teraz zrobimy? Zależy to zupełnie od nas…

Tak to wygląda w teorii, poniżej jak to wygląda w praktyce. Ot, taki nagrany dzień z życia inspektora granicznego. Pierwszy dzień pracy, niezwykle monotonny.

Skoro już jesteśmy przy gameplayu, to poświęćmy mu chwilę: skróty klawiszowe są tutaj udoskonaleniami. Domyślnie nie mamy możliwości pomagania sobie klawiaturą, co podbija poziom trudności gry. Potem mamy możliwość odblokowania skrótów klawiszowych (za nasze ciężko zarobione pieniądze), co pozwoli nam ten poziom trudności utrzymać. Bo wraz z upływem dni w pracy powiększa się nas zakres obowiązków. Na początku tylko klepiemy pieczątki, a potem sprawdzamy daty, fotografię a nawet wagę osób chętnych do przedostania się do naszego kraju płynącego mlekiem i miodem.

Dziennik graniczny – zapis petentów zabiegających o tranzyt do kraju

Oczywiście, jakby tak wyglądała cała gra, to byłaby to wybitnie nudna produkcja. No cóż, życie nigdy nie jest nudne: wybuchnie epidemia grypy, to trzeba dodatkowo sprawdzać zaświadczenia o szczepieniach. Po serii ataków terrorystycznych w wykonaniu Kolechian mamy obowiązek przeszukiwania każdego z paszportem tego kraju. Osoby przyjeżdżające do pracy muszą pokazać zaświadczenie z ministerstwa pracy. Dyplomaci muszą pokazać akredytację. Codziennie zmieniają się reguły, którymi się kierujemy w trakcie odpraw. I ciągle zyskujemy nowe możliwości: możemy pobierać odciski palców by weryfikować tożsamość delikwentów twierdzących, że niedawno zmienili imię i nazwisko. Możemy zatrzymywać osoby podejrzane o fałszerstwo i przemyt. To nie koniec naszych przyszłych „uprawnień”. Wszystko by działać ku chwale Aristrozki. Zresztą, widzieliście pierwszy dzień pracy, to teraz spójrzcie na jedenasty 🙂 Zobaczycie, że gra „troszkę” się skomplikowała.

Obowiązkowa fotografia do legitymacji służbowej

Papers, Please - papiery
Czasem trudno jest połapać się w papierach.

Pikselowo. Grafika w „Papers, Please” to jedna, wielka pikseloza. Utrzymana w chłodnych, mrocznych, brudnych barwach. Jeżeli ktoś jeszcze wierzył w to, że Arstotzka to miły, przyjemny i „dobry” kraj, to przestał w to wierzyć. Surowość grafiki ma swój urok. Chociaż nie. Bardziej prawdziwe jest określenie, że grafika idealnie współtworzy klimat gry, która jest de facto obrazem smutnej, brudnej komunistycznej rzeczywistości.

Tło muzyczne jest biedne: mamy jeden utwór, który gra w menu i między jednym dniem pracy, a drugim. Poza tym brak muzyki. W trakcie pracy nie usłyszymy nic, poza bełkotliwymi samplami, które mają robić za głosy chętnych do przekroczenia granicy i kilku efektów dźwiękowych. Normalna gra by z tego powodu nie doczekała się recenzji w moim wykonaniu. W przypadku Papers, Please można przyjąć, że to celowy zabieg pokazujący na kolejny sposób „smutność” życia z komunistycznym grajdołku. Nie lubię braku muzyki w grze. Tutaj jest to jednak dziwnie na miejscu.

Pamiętnik (to już osobiste)

Papers, Please - papiery
Nie zawsze dzień zakończy się spokojnie…

Papers, Please pokazuje nam, że życie nigdy nie jest proste. Łatwo jest zamienić się w maszynę bez uczuć, sprawdzające cyferki i znaki na papierach, które potem decydują o wejściu danej osoby, albo nie. Czy jest to jednak takie proste, gdy mąż błaga nas, by przepuścić jego żonę, która jest tuż za nim w kolejce? Albo, gdy ktoś nam proponuje równowartość dnia pracy za wpuszczenie do kraju, bez zadawania pytań? Z jednej strony mamy chęć dobrego wypełniania obowiązków i zarobienia na swoją rodzinę, z drugą czystość sumienia i dobroduszność. I jedno i drugie ma swoje zalety, oraz wady. Mała gra o raczej prostej mechanice sprawiająca, że zadajemy sobie poważne pytania o sposób życia?

Niestety, niezależnie od tego jak bardzo dobrzy chcemy być, to nie mamy łatwo: jak będziemy wpuszczać każdą płaczącą żonę i każdego ojca pragnącego zemsty, to nie będziemy mieli jak zapłacić za jedzenie dla rodziny, mieszkanie w którym żyjemy, czy np. leki dla chorego dziecka. Nie stać nas na to, by zostać samarytaninem z zawodu. Wybory, wybory, wybory… Wszędzie trudne decyzje.

Kwestionariusz 6A – jednoznaczna ocena stanowiska pracy

Papers, Please to dowód na to, że małe może przekazać. Jak na grę będącą de facto zwykłą zabawą w porównywanie cyfr oraz wyciąganie wniosków (przytył 10 kilo od chwili wystawienia paszportu? Musi coś przemycać) jest ona diabelnie wciągająca, bardzo skomplikowana i niezwykle… inteligentna. Twórcy Papers, Please udało się połączyć nieskomplikowany gameplay z niekoniecznie prostym do przekazania obrazem miejsca, w którym nikt z nas, na dłuższą metę, nie chciałby się pojawić. Jak na grę za 10$ (opłaca się kupić na stronie twórcy, tam dostaniemy klucz Steam i instalator bez DRM-ów) jest ona prawdziwym pożeraczem czasu: ponad 10 różnych zakończeń potrafi ludzi z manią przechodzenia gier na 100% zająć na bardzo długi czas.

Idę dalej pracować, ku chwale Arstotzki!

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz