Nintendon’t like fanservice

Tytuł jest stwierdzeniem, za to treść ma na celu odpowiedzenia sobie na kilka podstawowych pytań: czemu Nintendo tak dba o swoje prawa? Co mogą, a co nie? Czy warto płakać za fanowskimi grami, które Nintendo ubiło?

DMCA
DMCA pojawi się w tym wpisie kilka razy, więc niech sobie tutaj będzie

Te i inne pytania otrzymują odpowiedzi niżej, tak dogłębnie jak się da.

Czemu Nintendo nie lubi fanowskiej twórczości?

Zacząłem od ogólnego stwierdzenia, to teraz czas na doprecyzowanie: Nintendo nie ma nic do rysunków, autorskich projektów Pokemonów, coverów piosenek z gier, fanowskich animacji, bądź innych. Póki są nonprofit i/lub nie wycierają sobie twarzy nazwą marki.
Jeżeli ktoś będzie tworzył fanarty nagiej Zeldy, to raczej nic mu się nie stanie.
Jak będzie je sprzedawał i reklamować to jako „NAKED LEGEND OF ZELDA FANARTS” to spadną niego wszelkie plagi prawnicze. Trochę inna była sytuacja z doniczką w kształcie Bulbasaura – tam starczyło widoczne na pierwszy rzut oka podobieństwo.
Jakby co filmy porno też są przez Nintendo niemile widziane. Na tyle, że by zapobiec ich dystrybucji potrafili wykupić do niego prawa i całość wywalić na śmietnik. Teraz pewnie zastosowaliby taktykę „zero pierdolenia” i zwyczajnie wysłali pismo od prawnika.

Skoro jesteśmy już przy Pokemon Uranium, to trzeba sobie wyjaśnić jedną, dość istotną sprawę – Nintendo nie jest samodzielnym posiadaczem marki Pokemon. Ten wątek opisałem pokrótce tutaj, przy okazji pisania o Pokemon GO. Czemu o tym piszę? Bo strzelanie w kierunku jednej firmy, gdzie potencjalnych „winnych” może być nawet czterech jest trochę niesprawiedliwe.

Trzy problemy, jakie Nintendo ma z fanowskimi grami

Pierwszy problem jest taki, że wychodzą one na platformy inne niż te należące do Nintendo. A, jak wszyscy wiemy, sukces Nintendo wynika z dobrych gier, reprezentujących znane graczom marki, dostępnych tylko na sprzęcie od Nintendo.
Chwila, kiedy pełnoprawni przedstawiciele serii takich jak Fire Emblem, Mario, czy Legend of Zelda zaczną wychodzić na inne platformy będzie początkiem końca Nintendo, jakie znamy. Ja to wiem, oni to wiedzą, dlatego nigdy nie zobaczymy tego. Chyba, że Nintendo wycofa się z rynku sprzętu. A to, delikatnie mówiąc, wątpliwe.
A, że nawet fanowskie gry dają jakiś tam posmak tego, co Nintendo oferuje w swoich grach, to nie mają oni skrup

Mało? To jest też ta druga sprawa – wiele fanowskich gier Nintendo może traktować jako bezpośrednią konkurencję. Do tego zwykle darmową, z powodów prawnych – sprzedawanie czegoś sygnowanego cudzą marką to proszenie się proces na miliony dolarów. Stąd fanowskie produkcje, nawet tworzone latami, są zwykle dostępne za darmo.

Pokemon Uranium
Wioska nocą. Ładne piksele!

Wrócę na chwilę do przywołanych akapit temu gier: Pokemon Uranium miało premierę w środku kampanii reklamowej wokół Pokemon Sun i Pokemon Moon – prawdopodobnie ostatniej odsłony serii na konsolę Nintendo 3DS. A tu ktoś wyskakuje z grą Pokemon. Na PC. Jako tako dobrze zrobioną (chciałem poświęcić jej wpis, ale jest tylko jako taka, więc trafiła na listę rezerwową tematów). Z opcjami sieciowymi, nowymi pokemonami i innymi bajerami.
Pokemon Uranium samo się prosiło o zdjęcie z sieci, co zresztą Nintendo zrobiło – wysyłając zgłoszenia do wszystkich miejsc, skąd można było oficjalnie ściągnąć grę. Efekt? Twórcy nie mogli rozpowszechniać własnej produkcji, a wszyscy zainteresowani musieli szukać w drugim obiegu. O tym, że połowa kopii latających w sieci ma prezenty w postaci wirusów dołączone do zestawu to inna sprawa.
Podobna sytuacja odnosi się do Another Metroid 2 Remake. Gra dla wielu osób była częścią gry marzeń – łączyła świetną rozgrywkę pierwszych części (dzięki którym powstało określenie metroidvania) z nowoczesną oprawą, której brakowało pierwszym odsłonom serii. Mogłaby spokojnie być oficjalną częścią gry, wydaną na konsole Nintendo (przykładowo w wersji cyfrowej).
Niestety, równolegle z AM2R (i trzydzięstoleciem marki) Nintendo wydawało na 3DSa grę Metroid Prime Federation Force – FPSowy spinoff serii. Nintendo mogło zwalczyć konkurencję, więc to zrobiło. Poleciały wnioski o zdjęcie plików z serwerów i kolejna gra trafiła do drugiego obiegu.
A! W międzyczasie obie gry otrzymały wnioski DMCA, co sprawiło, że twórcy zrezygnowali z dalszego rozwijania ich. AM2R dostało na pożegnanie ścieżkę dźwiękową, która miała się pojawić w kolejnej łatce, a strona Pokemon Uranium znikła po całości, funkcje sieciowe zostały wyłączone, a fani mają to głęboko w dupie i dalej rozwijają grę własnym sumptem.

Another Metroid 2 Remake Screenshot 2.png
Pew, pew, pew!

Trzeci problem to jednocześnie główny pretekst do zdejmowania gier z sieci przez Nintendo. Chodzi o kradzież materiałów z gier. Tekstury, dźwięki, modele (bądź sprite’y) – cokolwiek. W momencie, kiedy coś takiego zostanie stwierdzone, to sprawa jest skończona.
W przypadku Another Metroid 2 Remake byłyby to projekty niektórych poziomów – są tak dobrze odwzorowane, że aż sprawiają wrażenie podwędzonych z oryginalnego Metroida 2.
Pokemon Uranium? Nowe Pokemony wymyślone na potrzeby tej gry często wykorzystują efekty dźwiękowe pokemonów z starszych gier. Już samo to by starczyło, by obie te gry zdjąć z pomocą DMCA.

Ta jedna rzecz, której Nintendo i spółka nie rozumie.

Firmy, walczą z fanowskimi produkcjami nie zauważają jednej istotnej rzeczy – te gry są często ostatecznym dowodem miłości danej grupy do danej serii.

Nie chcę umniejszać twórczości grafików, muzyków, animatorów, bądź innych, ale do stworzenia fanowskiej gry niemal zawsze potrzebna jest grupa ludzi o szerokich zainteresowaniach i różnych umiejętnościach połączonych przez jedno – wspólnie uwielbienie danej serii. Będą oni musieli stworzyć grafikę, ścieżkę dzwiękową, projekt rozgrywki… a w najgorszym razie (mam na myśli sytuacje, gdy powyższe będą pożyczone z oryginalnych gier) będą musieli „tylko” napisać setki linii kodu, co wymaga godzin ciężkiej umysłowej pracy, kreatywnego myślenia i późniejszych testów (chyba, że ktoś nie wymaga potem od gry, by ona działała).

O co mi chodzi? Jestem skłonny twierdzić, że fanowska gra  jest największym możliwym hołdem, jacy mogą oddać fani. Nic innego nie wymaga takiej pracy, takiego żróźnicowania umiejętności i tak długo utrzymującego się entuzjazmu. No chyba, że przez 4 lata (niemalże) w pojedynkę robisz animowany film w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Ale to też jest zupełnie inny poziom uwielbienia.

Takim osobom się wysyła paczki, albo chociaż pisze na mediach społecznościowych z oficjalnego konta firmy rzeczy pokroju „Słuchaj, jest sprawa – jesteś zajebisty i właśnie dla takich ludzi robimy nasze gry. Mam nadzieję, że nowy Metroid się Tobie spodoba :)”.
Nie nasyła się na nich prawników – t0 nie wygląda na dowód wdzięczności. Ale, jak kto woli – ich święte prawo by nasyłać prawników i kosić wszystko, co wykorzystuje coś, co oni kiedyś, w pocie czoła programistów, grafików, dźwiękowców, projektantów i innych, tworzyli. Ale czy muszą z tego prawa korzystać, do tego w taki sposób?

Kilka słów o wspomnianych wyżej grach

Nie każdy jest maniakiem śledzącym kilkadziesiąt serwisów growych, więc powiem kilka słów na temat obu gier z bardziej growej, niż historycznej strony. Zwłaszcza, że w obie miałem przyjemność pograć.

Another Metroid 2 Remake ma nazwę, która zdradza wiele. Jest to remake gry Metroid 2 z 1991 roku. Styl graficzny i wiele rozwiązań gameplayowych zostało zapożyczonych z gry Metroid: Zero Mission na konsolę Gameboy Advance. To połączenie, plus kawał naprawdę dobrej roboty ze strony twórców dało jedną z najlepszych platformówek, w jakie grałem w ostatnich latach. I ja nie żartuje. Ta gra jest świetna, śliczna, dopracowana i wygląda bardzo „współcześnie” mimo oszłamiającej rozdzielczości 320×240 pikseli. Ale na co komu Full HD, jak można mieć Full Awesomeness?

Another Metroid 2 Remake Screenshot.png
Screen naturalnej rozdzielczości przygarnięty z strony projektu

Nie rozumiem natomiast kompletnie szału wokoł Pokemon Uranium. Doceniam wkład pracy przy wymyślaniu kilkudziesięciu nowych pokemonów, zaprogramowaniu funkcji sieciowych w RPG Makerze, gdzie jest to czymś na kształt piekła na ziemi i stworzeniu bardzo Pokemonowatej gry Pokemon, ale niedoróbki techniczne i dziwactwa projektowe trochę to wszystko psują.

Do tego jestem rozpieszczony grami Pokemon na Nintendo 3DS, które są, niestety, zwyczajnie lepsze od Pokemon Uranium.
No i znam co najmniej kilka fanowskich gier Pokemonowych, które są lepsze od tej tutaj.

Pokemon Uranium
Kotek will receive Wpierdol :/

Podsumowanie

Tekst się rozrósł przeraźliwie w trakcie pisania, więc trzeba zamknąć temat.
Nintendo miało prawo zrobić, to co zrobiło, zarówno w odniesieniu do Another Metroid 2 Remake, jak i wobec Pokemon Uranium.
Czy korzystanie z tego prawa miało sens? Moim zdaniem nie, ale to już pozostawiam pod wasz osąd.
Warto płakać za (przynajmniej teoretyczną) śmiercią tych gier? Raczej tak – są one, w najgorszym razie, dobre.


BONUS: Czym jest DMCA?

Fajnie by było wytłumaczyć skrót, który w wpisie pojawił się już kilka razy.

Digital Millenium Copyright Act to amerykański akt prawny z 1998 roku, stworzony w celu naruszeń czyjejś własności intelektualnej. Chodzi w nim głównie o zwalczanie wszelkich prób obchodzenia narzędzi do zarządzania prawami do treści cyfrowych. Jest on jednak na tyle szeroki, że używany jest w bardziej trywialnych sprawach, takich jak te.

Jak działają nakazy na bazie DMCA (a precyzując, to dokumentu pochodnego znanego jako OCILlA)? Poniżej przykład przetłumaczony z angielskiej Wikipedii.

  • Alice wrzuca na Youtube kopię piosenki Boba
  • Bob przegląda internet i trafia na kopię swojej piosenki na YT, wrzuconą przez Alice
  • Charlie, prawnik reprezentujący Boba, pisze do prawnika reprezentującego YouTube’a list zawierający:
    • swoje dane kontaktowe
    • nazwę piosenki, której tyczy się zgłoszenie
    • oświadczenie, że właściciel praw do piosenki, jego przedstawiciel, ani prawo nie pozwalają na użycie piosenki w ten sposób
    • oświadczenie, że podane przez niego informacje są prawdziwe i tak dokładne, jak to możliwe
    • oświadczenie, że pod groźbą kary za krzywoprzysięstwo, ma on prawo występować jako przedstawiciel
    • podpis
  • YouTube ściąga piosenkę i informuje o tym Alice
  • Alice ma prawo się odwołać, przez wysłanie pisma, w którym podaje:
    • dane kontaktowe
    • tytuł usuniętego filmiku na YT
    • oświadczenie, że pod groźbą kary za krzywoprzysięstwo, że Alice, działając w dobrze wierze, stwierdza, że filmik został ściągnięty niezgodnie z prawem
    • oświadczenie o gotowości do oddania sprawy pod wgląd przez odpowiedni sąd (w przypadku gdy sprawa dotyczy kogoś spoza Stanów Zjednoczonych, to sprawa trafia do sądu podległego pod oddział YouTube w Stanach Zjednoczonych)
    • podpis
  • po otrzymaniu odwołania YouTube informuje Boba i czeka do czternastu dni roboczych na wezwanie do sądu
  • w przypadku braku jego otrzymania piosenka wraca na YouTube.

Porąbane, co nie? Ale tak to działa. I ten właśnie mechanizm Nintendo i/lub Pokemon Company wykorzystuje w tym przypadku.
Smutna prawda jest taka, że nawet jakby twórcy byli w stanie udowodnić, że całość ich tworów podpada pod „dozwolony użytek”, to próbując zawalczyć o swoje ryzykowaliby sprawą sądową, prawdopodobnie skazaną na klęskę jeszcze przed jej złożeniem w sądzie.

I jeszcze jedno: jak ktoś wam podwinie coś w internecie i funkcjonuje on na terenie Stanów Zjednoczonych, to macie prawo zrobić dokładnie to samo. Zwykle, gdy pojawiacie się znikąd, to sztuczka działa niemalże natychmiastowo 🙂

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz