(Nie)symulator pogardy Jaśka – czyli jak symulatory zeszły na psy (albo kamienie)?

Mam wysoką tolerancję na kiepskie żarty. Głównie dlatego, że sam często takie opowiadam. Ale, nawet tę granicę przekraczają ostatnio symulatory. Kiedy „twórcy” zrozumieją, że nie są śmieszni? I kiedy gracze zrozumieją, że „robią w własne gniazdo”?

Goat Simulator
Screenshot z czasów, kiedy żartobliwe symulatory były jeszcze śmieszne.

Jeżeli kręci Ciebie Symulator Trawy, to się nie przyznawaj. Jeżeli dałeś mu głos na „tak” w Steam Greenlight, to dowiesz się za chwilę czemu jesteś tępy niczym but.

Na początku była Koza…

Nie ma co się kłócić od czego się zaczęło. Pierwszy był Goat Simulator, którego byt zaczął się od niewinnego żartu, a skończył na grze wydanej na Steam. Łapcie trailer preorderu.

Gra została oficjalnie wypuszczona do sprzedaży 1 kwietnia 2014 roku. Data jak najbardziej adekwatna, biorąc pod uwagę temat, jak i stan produkcji. Twórcy gry wielekrotnie podkreślali, że usuwają tylko błędy, które wywalają grę do pulpitu, albo wywołują „niebieskie ekrany śmierci”. Ten fakt, połączony z masą rzeczy do roboty (zamiana w fajerwerk wcale nie jest tą najdziwaczniejszą) dało nam grę, o której można powiedzieć jedno: jest tak absurdalna, że albo się gra w nią z ciągłym wytrzeszczem, albo w ciągłym ataku śmiechu.

Niewątpliwie zapowiedź tej gry była początkowo żartem. Żartem, którym stał się najbardziej szaloną grą niezależną od czasów dinozaurów. To jest dobre. To jest udane. I przede wszystkim: to jest śmieszne. Jak opowiedziany po raz pierwszy, w staranny sposób, kawał.

 …a teraz nadszedł burdel. Simulator Rush…

Po sukcesie Goat Simulator zaczęło się pojawiać wielu naśladowców. Jak wielu? Odpalcie filmik poniżej. Nienawidzę sposobu bycia PewDiePie’a (i wielu innych gwiazd YT), ale muszę przyznać, że za ten filmik mam do gościa szacunek. Grać w tyle pseudogier i nie wyrzucić kompa przez okno?

Goat Simulator przy tych wszystkich tworach jest niczym Game of The Year. Na serio, jak spojrzysz, przykładowo na Rock Simulator, który jest wrzuceniem modelu kamienia między wirtualne drzewa to potem KAŻDA gra zasługuje na tytuł GO(A)TY 2014. Limbo of The Lost (mityczna gra, będąca plagiatem wszystkiego, w tym samej siebie) również wydaje się być cudowna. Na pewno, gdy się je porówna z Sitting Simulator, czy też Simulator of Simulator.

Swoją drogą, jak ktoś może uważać taką grę za śmieszną? Za godną pokazania?
Głupie symulatory były zabawne może przy pierwszych dwóch odsłonach. Trzech. Ale powtarzanie tego samego kawału w 25 konfiguracjach nigdy nie będzie zabawne. Nie muszę wam tego udowadniać, prawda? Większość z tych gier zostało zrobionych w pół godziny na silniku Unity i prawdopodobnie wymagało zdolności programistycznych na poziomie krewetki. Ale mimo tego jakieś zainteresowanie ludzi jest. I to jest smutne.

… który skończy się dla wszystkich źle.

Przez ten natłok nic nie wartych (splunięcia również) gier tracimy wszyscy.

Odważna teza, ale są na nią dowody.
Zacznijmy od mediów growych. Założenie pierwsze: doba ma 24 godziny. Drugie: osoby, które czytają/oglądają/słuchają o grach nie robią tego przez cały dzień.
Nie ma sprzeciwów? To dobrze. Media growe idą w tryb typowy dla tabloidów. Większość z nich utrzymuje się z kliknięć, które przekładają się na zyski z reklam. Wiele osób kliknie, z powodu chorej ciekawości, by poczytać o tym, że symulator kamienia porzuconego pośrodku pola zbiera pieniądze na IndieGoGo. W tym momencie marnuje się czas.
Człowieka, który przeczyta nieistotną wiadomość o zbiórce na coś, czego nie da się nawet nazwać grą.
Dziennikarza, który powinien poświęcić czas na znalezienie i obrobienie bardziej wartościowej informacji. W dzisiejszych czasach najważniejszym obowiązkiem dziennikarza jest selekcja informacji. Tych w internecie jest od groma. Wybranie tego, co jest ważne i godne uwagi… TO jest sztuka w dzisiejszych czasach.

Tracą też gracze. Pamiętacie co pisałem przy okazji mojej deklaracji przed Steam Summer Sale (którą, swoją drogą, DOTRZYMAŁEM)? Za dużo gier, za mało czasu.
Fakt powstawania i upowszechniania (również za sprawą mediów) się takich „gier” jak Grass Simulator, Rock Simulator, Sitting Simulator jest szkodliwy. To samo będzie tyczyło któregoś z 24 symulatorów jakie powstały w trakcie tego, jak czytasz ten wpis. Czemu tak będzie? Jeszcze bardziej utrudni to dotarcie do gry, która ma jakąś wartość. Która pozwoli się dobrze bawić. Która nie będzie marnotrawstwem pieniędzy. Już teraz Steam pod tym względem jest koszmarnym miejscem. W chwili, gdy „gry” na takim poziomie trafią do oferty, to poszukiwania będą jeszcze trudniejsze.

Zastanawia mnie, przy okazji, jedna rzecz: ci wszyscy gracze, którzy głosują na tak w przypadku Grass Simulator. Oni to robią, bo spodziewają się zakamuflowanego Game of The Century? Bo na serio są zainteresowani tym tworem? Według mnie prawdziwy powód jest inny: pogoń za śmiesznością. Doprowadzenie do sytuacji, kiedy symulator trawy będzie musiał trafić na Steam wywoła dziki atak histerycznego śmiechu w całym internecie. Mam nadzieję, że taki jest rzeczywisty powód, przez który Grass Simulator na szansę dostać się na platformę cyfrową od Valve.
Na pewno jest to lepsze od podejścia ” „Zagłosuje dla beki.” – pomyślało kilkaset tysięcy internautów”. Taka akcja by wywołałaby u mnie deja vu. Ktoś mi przypomni jaka była oficjalna piosenka Polski na Euro 2012?

Nadzieja umiera ostatnia.

Wierzę w to, że ten koszmar, zwany „fazą na symulatory” się skończy. Powiem to tak:
Drodzy gamedeveloperzy, produkujący bardziej ambitne produkcje (takie jak Warlocks, żeby nie szukać za daleko)!
Mam do was prośbę: róbcie coś! Nie pozwólcie by ludzie mieli czas by zajmować się quasi-grami pokroju symulatora kamienia. Naprawdę, jeżeli narobicie szumu TERAZ, kiedy wszystkie branże śpią, to echo się rozniesie szeroko! Ewentualnie błagam Ubisoft by popełniło kolejną gafę pokroju akcji z Watch Dogs, czy Assasin’s Creed Unity. Dla dobra nas wszystkich i na pohybel wypaczonemu poczuciu humoru, jaki reprezentują gry z „simulator” w nazwie.

Ewentualnie prośba: niech ktoś zrobi „Symulator Twojej Starej”. Wtedy tandetne poczucie humoru osiągnie taki poziom, że wszechświat się zapadnie.

socialImgUn

 

http://blogroku.pl/2014/kategorie/-nie-symulator-pogardy-jal-ka-a-czyli-jak-symulato,avw,tekst.html

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "(Nie)symulator pogardy Jaśka – czyli jak symulatory zeszły na psy (albo kamienie)?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Recenzjeg1er
Gość

muszę się z tobą zgodzić faza na symulatory przyniesie tylko masę gier bubli

wpDiscuz