No Man’s Sky, czyli niespełnione obietnice i olany potencjał.

Po kilkunastu godzinach grania u siebie i nie tylko w No Man’s Sky, doszedłem do smutnego wniosku – jest się o co czepiać.

No Man's Sky
W reszcie wpisu będą zrzuty ekranu, ale tutaj łapcie bezbłędną grafikę.

Nie lubię się czepiać, ale robię to dla zasady – gdy coś jest nie w porządku, to trzeba o tym mówić. Najlepiej często i głośno, by ktoś to naprawił.

Na początek TL;DR – ktoś tu zepsuł, nie wiemy kto, No Man’s Sky będzie warto się zainteresować za rok, albo przy najbliższej przecenie. Chyba, że twórcy zignorują temat. Wtedy nigdy. Chyba, że lubicie generatory tapet za 290+ złotych.

No Man's Sky
Księżyc?

Hype train „No Man’s Sky” z stacji VGX 2013 wjechał na tor 3 przy peronie Jaśkowym.

Do dziś to pamiętam: druga w nocy, siedzę przed kompem i oglądam galę VGX 2013, a tam gość, którego nie znam pokazuje grę, przez którą opada mi szczęka.

Wygenerowany komputerowo wszechświat do zwiedzania, możliwość swobodnego modyfikowania statku i swojego wyposażenia. Odkrywanie i nazywanie nieznanych wcześniej planet/gatunków fauny i flory/układów słonecznych/innych rzeczy. Swobodne latanie po kosmosie i robienie co-mi-się-żywnie-podoba. Cały wszechświat do naszej dyspozycji. Po prostu ŁAŁ.

Mój wewnętrzny eksplorator zaczął się jarać niczym pochodnia i od tego czasu cierpliwie czekał. Z ogniem podsycanym okazjonalnymi nowymi informacjami i gaszonym przez powódź w siedzibie twórców.

No Man's Sky
A propos powodzi – oto woda na nieznanej planecie

I tak czas mijał do chwili, kiedy nastąpiła premiera gry. I wtedy, po łącznie kilkunastu godzinach gry, coś we mnie pękło.

Gdzie jest wszystko w No Man’s Sky?

No Man’s Sky miało niezwykle rozbudowaną piaskownicą, z rozbudowanymi opcjami tworzenia przedmiotów, relacjami z innymi gatunkami, handlem, walkami kosmicznymi i masą rzeczy, której nie chce mi się nawet wymieniać, bo się wkurwię zaraz tak bardzo, że rozniosę monitor na strzępy i tyle będzie mojego pisania.

No Man's Sky
I takie pustkowie by było wtedy! Takie!

Zacznijmy od tego co jest – mamy możliwość odkrywania, nazywania i późniejszego nazywania planet. Są one generowanie komputerowo, tak jak było to zapowiedziane. Z bardzo ograniczonej puli opcji. Pierwsza planeta będzie wyjątkowa. Druga, trzecia i może czwarta też. Kolejne pięć będzie zawierało znajome motywy. Gdy liczba widzianych planet będzie dwucyfrowa, to zobaczysz już wszystko, bądź niemal wszystko, co może Tobie w tym względzie zaproponować No Man’s Sky. Za mało? Układy słoneczne są statyczne – planety się nie okrążają słońca/słońc, księżyce nie okrążają planet, a same słońce jest statycznym tłem, do którego nie dotrzesz.

Reszty nie opiszę w jakiś bardziej rozbudowany sposób, bo na niej aż tak bardzo mi nie zależało. Ale ogólnie, to każda część rozgrywki w jakimś stopniu poszła pod nóż.

Crafting? Uproszczony, bez, tak naprawdę, pola dla własnej inwencji.
Dyplomacja? Też poszła pod nóż, został jedynie świetny pomysł z koniecznością nauki języków obcych (inaczej będziemy musieli zgadywać co do nas mówią)
Walki kosmiczne są zrealizowanie do bani. Tak bardzo, że po próbie tychże postanowiłem pograć w Star Wars: Rogue Squadron 3D. A potem Freespace 2.
Nie ma nawet symbolicznego multiplayera. Brak nawet możliwości pozostawiania wiadomości dla innych graczy, bądź innego sposobu zostawiania swojego piętna na spotkanym świecie.

 Okłamali nas?

Wygląda na to, że nawet opisywane przez media growe jako „stonowane” deklaracje twórców to było zbyt wiele. Internet nie zapomina, internet nie przebacza. Zwłaszcza, że No Man’s Sky na początku było, nie dość, że okrojone względem deklaracji, to niestabilnie technicznie. Nawet na konsoli Playstation 4. Podejrzewam, że gdyby nie to, to społeczność i ja, bylibyśmy w stanie o wiele więcej wybaczyć. Ale w aktualnej sytuacji wyciągam na wierzch ten link.

No Man's Sky
Ufologia stosowana

Jest to lista rzeczy widocznych w trailerach i wymienionych w rozmowach z pracownikami studia, które potem nie pojawiły się w grze, albo zostały uproszczone. Niestety jest ona przerażająco długa i zwyczajnie smutna. Większość tych rzeczy by znacznie wzbogaciła No Man’s Sky. Sprawiłoby, że zamiast jęków byłby wysyp nagród i tytułów Game of The Year. No cóż… wyszło jak wyszło, nie ma co gdybać.

Czy zostaliśmy oszukani? I tak, i nie, o zgrozo.
„Tak” wynika z faktu, że jeden z ostatnich trailerów pokazanych przed premierą gry pokazuje wersję rozwojową, która miała jeszcze te wszystkie fajne rzeczy. Nie wiemy jednak czy zmontowanie i pokazanie takiego filmiku to była decyzja twórców, czy wydawcy No Man’s Sky na PS4, czyli firmy Sony.

„Nie” wynika z szczerych chęci na wprowadzenie tego wszystkiego. Chyba, że Sean Murray jest nałogowym kłamcą, albo pełnoprawnym manipulatorem. W to wątpię, zwłaszcza, że tuż przed premierą wyglądał jakby ostatnio* nie miał życia.

Sean Murray No Man's Sky Crunch
Fotki pokazują twarz głównego twórcy No Man’s Sky w trakcie tworzenia gry. Źródło: Polygon

Najbardziej realne jednak jest to, że twórcy No Man’s Sky zwyczajnie nie mogli sobie pozwolić na kolejne opóźnienie premiery. Po takim czasie, i po prawdopodobnej umowie z Sony wątpliwe by było też wstępne wrzucenie gry do Early Access by zacząć na niej zarabiać przy jednoczesnej dalszej pracy nad nią.

No cóż… wygląda na to, że wszyscy trafiliśmy do głębokiego dołu. Mówiąc delikatnie.

*tak z pół roku, albo rok.

Nadzieje na koniec

W związku z tym, że naprawdę nie lubię kończyć negatywnymi wątkami, to pamiętajcie: zawsze jest nadzieja, że aktualizacji gry będzie dużo więcej i dzięki nim No Man’s Sky będzie tym, czym powinno być.

Ale do tego czasu, musimy jęczeć. Bo niestety mamy powody. Za cenę gry konsolowej dostajemy, na tę chwilę, (jedynie) ładnie wyglądającą grę niezależnego twórcy, która niewiele ma wspólnego zarówno z tym czym miała być, jak i tym, czym mogłaby być.

No Man's Sky Screenshot Imgur
Niezwykle niedynamiczne loty kosmiczne

Wielu osobom, w tym mi, No Man’s Sky wystarczy do jako takiego szczęścia- oglądanie ładnych widoczków, udoskonalanie statku, szukanie kolejnych ładnych widoczków, i tak w kółko. Ale:

  • nie każdy jest mną, więc może wymagać od symulatora podboju kosmosu trochę więcej.
  • niemalże nikogo nie stać na to, by na TAKI symulator podboju kosmosu wydać TYLE pieniędzy
  • znaczna część społeczności graczy wolałaby być nazwana przez twórców beta testerem wprost, a nie metodą „faktów dokonanych”. A dopracowanie techniczne gry sugeruje, że to płatne beta testy.

Staram się jednak być dobrej myśli i wierzyć w to, że za kilka miesięcy/pół roku/roku, napiszę tekst zatytułowany „No Man’s Sky w końcu jest warte waszego czasu i pieniędzy”. Ale na tę chwilę? Tylko fajny i tylko symulator chodzenia. Ewentualnie latania. Reszta albo niegodna wzmianki.

Przy wystarczająco wielkiej dozie złej woli można uznać Proteusa za lepszą grę. Tańsza, główny cel zbliżony, mniejsze wymagania, stabilne działanie (w przeciwieństwie do No Man’s Sky). Na wypadek jakby ktoś nie wiedział o co chodzi, to służę pomocą:

Niestety, widzę, że nawet pisanie pozytywnych rzeczy o No Man’s Sky samo zbacza na nieprzyjemne tory. Dlatego, żeby jednak na koniec dać coś pozytywnego, to sięgnę po rzecz jednoznacznie dobrą: soundtrack z tej gry robi dobrze uszom.

Mógłbym go słuchać w zapętleniu, gdyby nie jeden fakt: mam tyle dobroci na liście do przesłuchania, że nie wiem nawet od czego zacząć.

Ale jakby co, to ten soundtrack się świetnie do tego nadaje. Polecam, 10/10.
W przeciwieństwie do gry. Jej czas przyjdzie dużo później.

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz