Kategorie
Gry Nintendo

A co jakby ktoś dziś zrobił Eye of the Beholder? Powstałoby Legends of Amberland

Dungeon Crawlery jako gatunek jest raczej zapomniany. Co prawda w ostatnim czasie wyszło kilka gier tego typu, ale w większości to były średnio udane eksperymenty. Ewentualnie produkcje niskich lotów.

Legends of Amberland Logo

Legends of Amberland, które dostałem do zrecenzowania, szczęśliwie się wyróżnia spośród tej gromady.

Oświadczenie – kod recenzencki do gry oraz zrzuty ekranu angielskiej wersji językowej dostarczył wydawca gry w wersji na Switcha – Pineapple Works.

Inny rodzaj retro

Niedawno opublikowałem tu recenzję remake’u Panzer Dragoon – gry z bardzo „klasycznym” gameplayem w nowej oprawie graficznej.

Przywołuje tamtą grę jako przykład, bo chcę was ostrzec na start. Legends of Amberland jest dokładną odwrotnością tego zamysłu.
Pod grafiką wyglądającą jak próba zrobienia Eye of the Beholder, Ishtar bądź innych dungeon crawlerów z lat dziewięćdziesiątych znajduje się dużo dobrych i raczej nowoczesnych pomysłów.

To rozumiem przez retro grafikę.

Oczy niby nie bolą

Wersja mocno skrócona – zobaczyliście logo i jeden zrzut ekranu Legends of Amberland. Jeżeli wasz zmysł estetyki akceptuje bez zastrzeżeń taką grafikę, to możecie czytać dalej. Jak nie jesteście fanami pikseli w grafice, to też się nie krępujcie.

NAGŁY ATAK WONSZA ŻECZNEGO

W przypływie złośliwości można by powiedzieć, że twórcy gry zabrakło już pikseli na wygląd potworów. Nie wygląda to źle. Ale w moim odczuciu to najgorszy element wizualny w grze.

Jeżeli waszą reakcją na zrzut ekranu powyżej musielibyście cenzurować, to przestańcie czytać 🙂

W każdym innym przypadku bez wahania kontynuujcie.

Legends of Amberland to Bardzo Typowe Fantasy

Dla wielu sprawą bardzo istotną, a nawet przesądzającą o być, albo nie być gry, jest historia i świat przedstawiony.

W tym przypadku mamy coś ostatnio rzadko spotykanego, czyli bardzo typowe „high fantasy”. Dobrzy są dobrzy, źli są źli, czarne jest czarne i tak dalej.
W to wszystko wplecione są niewielkie śmiechostki, zadania dla małych dziewczynek, odrobina dystansu i tym podobne.

Legends of Amberland fabuła high fantasy
Bardziej dosadnie nie mogli podpisać tej sekretnej kryjówki?

Kiedyś bym napisał, że mnie takie klimaty się znudziły. Jednakże po tym jak w ostatnich latach nawet ratowanie bezdomnych dzieci w grach zaczęło mieć odcienie szarości, to z radością przyjmuję taki powrót do korzeni gatunku.

Gramy jako drużyna herosów wezwanych przez nadwornego czarodzieja i szukającego dla niego zaginionego i zapomnianego magicznego przedmiotu.
Czy można zacząć grę bardziej sztampowo? Niekoniecznie.
Czy to źle? Absolutnie nie.

Cywilizacja wkroczyła

Po przebiciu się przez retrostylistykę dostajemy bardzo nowoczesną grę.

Tło muzyczne, mimo iż proste, to nijak się ma do poziomu grafiki. Są to przyjemne nuty. Do tego bez odczuwalnego ograniczania się z powodu udawania wieloletniej gry. Niestety, brak oficjalnego wydania OST sprawia, że musicie się zadowolić muzyką z trailera wersji PC, która da wam osłuch odnośnie tego co może was czekać w grze.

Nowoczesność objawia się też przez umiejscowienie gry w otwartym świecie, który dość naturalnie się przed nami otwiera. Albo otrzymujemy sposób by ominąć niebezpieczeństwo, albo rośniemy w siłę dostatecznie by przestało ono być problemem.
Ewentualnie można tak jak ja, po przypadkowym trafieniu do ogrzej twierdzy. To było nim pojąłem jak działa w tej grze system rozwoju postaci – przebijałem się uporem, wyciąganiem pojedynczych potworów i odpoczywaniem na potęgę co dwie walki.
W pierwowzorach Legends of Amberland takich rozwiązań nie było.

Nawet więcej – w kultowym Eye of the Beholder (które sprawia wrażenie głównej inspiracji) nawet zadań pobocznych nie było. Tutaj jest ich dość sporo. Raz mniej, raz bardziej skomplikowane, ale są.

Mój dziennik w chwili gdy zacząłem pisać ten tekst

Dość szybko możemy odblokować system szybkiej podróży, dzięki któremu nie będziemy musieli analogowo biec z jednego końca świata na drugi. To się chwali i to się cieszy.

To nie są wszystkie ciekawe rozwiązania obecne w grze, ale o nich za chwilę, bo jest dla nich lepsze miejsce.

Bardziej na Switcha być nie mogło

To powyżej to ogólniki, które odnosić się będą do prawdopodobnie każdej wersji gry. Teraz kilka słów o tym jak gra korzysta z wszystkich możliwości konsoli.

O ile w grze nie ma miejsca ani na wykorzystanie HD Rumble, ani czujników ruchu, tak sterowanie w wersji switchowej Legends of Amberland jest pierwszorzędne. Klawisze są rozłożone bardzo wygodnie, co sprawia, że pomyłki się nie zdarzają i funkcje poszczególnych przycisków na padzie szybko zapadają w pamięć.

Legends of Amberland sterowanie

Ale, to i tak nic – cieszy pełne wsparcie dla ekranów dotykowych i dopasowanie wielkości elementów na ekranie do sterowania paluchem. A jeszcze lepsze jest to, że nie ma absolutnie żadnego problemu by sterować swobodnie korzystając z obu sposobów równocześnie. Ja sobie już wyrobiłem nawyk poruszania się gałką analogową, a obsługę reszty gry palcem.

Jest to o tyle mile widziane, że często spotykam się w grach z sterowaniem dotykowym, że pojedyncze pacnięcie ekranu wyłącza joy-cony z użycia i vice versa.

Rzadki przypadek przerażająco przystępnej gry

Nie jestem w stanie sobie przypomnieć gry bardziej przyjaznej dla gracza niż Legends of Amberland. Oczywiście mówiąc z perspektywy gatunku.

Gra posiada wmontowany pełny podręcznik tłumaczący rozgrywkę, od tworzenia postaci po interakcję z światem gry.

Legends of Amberland
Przykładowa strona z instrukcji

Jeżeli to za mało, to w trakcie gry, po naciśnięciu przycisku ZR otrzymujemy dokładny opis danej opcji, często wraz z szczegółami odnośnie mechaniki.

Naprawdę, są nawet cyferki

A jak komuś się nie chce (jak mi) bujać z tworzeniem całej drużyny od zera, to okazało się, że opcja „Szybki start” jest sensowna. Dostajemy wtedy pod kontrolę bardzo racjonalnie wybraną i zrównoważoną drużynę. Sam bym lepszej nie zmontował, na pewno nie na pierwszą próbę przejścia gry.

A w przypadku jakby ktoś się zagubił odnośnie aktualnego celu, to przy każdym odpoczynku dostajemy informację co musimy zrobić by posunąć naprzód główny wątek.

Legends of Amberland odpoczynek

Pomaga też polska wersja językowa. Zrobiona zresztą, razem z kilkoma innymi, specjalnie na potrzeby portu na Switcha. Jakby co radzę zapamiętać tę grę chociażby dlatego, że pokazuje, że jednak nie ma wielkich problemów z dodaniem polskiej wersji językowej do produkcji na tę konsolę. Problemy były deklarowane chociażby w przypadku Serial Cleaner czy Skyrima.

Jest też przystępna dla ludzi, którzy na grach zjedli zęby mleczne i część stałych. Zwykle takie osoby chcą grać, ale mogą mieć problem z znalezieniem więcej niż trzech chwil na to. Pomaga chociażby to, że walki są rozgrywane turowo (przez co w każdej chwili można odejść na chwilę od konsoli). Grę można zapisać w każdym momencie (co przy stylizacji na retro nie jest oczywiste). Wspomniana kilka akapitu wyżej szybka podróż również przyśpiesza rozgrywkę.

Królewski dekret

Oznajmia się, że Legends of Amberland jest grą godną uwagi i spędzania nad nią czasu.

Jeżeli ktoś lubi dungeon crawlery, nie przeszkadza mu anachroniczna oprawa graficzna, ani klimat fantasy w dość „klasycznej”odsłonie, to z czystym sumieniem polecam przygarnięcie gry. Szczególnie w wersji na Nintendo Switch.

Coś mi się podoba na tym zrzucie ekranu. No i w tym wpisie nie było suchara, to chociaż pustynię dam.

Nie wiem, czy moje odczucia wobec tej gry byłyby takie same, jakbym był uziemiony w trakcie gry przed monitorem. Jednakże w wersji „mobilnej” trudno jest mieć wobec tej gry jakiekolwiek poważne zastrzeżenia. Niepoważnych zresztą też.

Dlaczego więc miałbym wam nie polecić dobrego dungeon crawlera, jakim jest Legends of Amberland? To by zwyczajnie nie miało sensu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *