Legend Of Dungeon – lochy do zwiedzenia

Kontynuuje pielęgnowanie mojej fazy na gry ufundowane na Kickstarterze. Po Project Eternity, Torment: Tides of Numenera, visual novel Megatokyo i bardziej swojskich Mimsach nadszedł czas na małą rybkę, która w trakcie zbiórki rozrosła się do rozmiarów niewielkiego rekina. Z mieczem, bandą trzech kumpli i lochem do zwiedzenia. Przed wami przedpremierowa recka Legend of Dungeon !*

Legend of Dungeon - main menu
Legend of Dungeon – ale jakiego lochu, osohozi? o.O
*przedpremierowa w tym przypadku oznacza tyle, że zagrywam się w wersję beta, która była aktualna w chwili pisania tego tekstu. Premiera Legend of Dungeon jest za niecały miesiąc, więc pewnie niewiele się zmieni, ALE… nawet jeżeli, to najważniejsze bzdety są (albo i ich nie ma) i jest co oceniać.

 Od czego Legend Of Dungeon zaczęło?

Legend of Dungeon
W drodze na dno (lochu) i szczyt (chwały) !

Od wspomnianej już zbiórki na Kickstarterze. To właśnie na niej rozpoczęła się batalia o to, co teraz nazywamy Legend of Dungeon Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami, grupa magów pod sztandarem „Robot Loves Kitty” powiedziała do tłumu „Dajcie nam 5000 sztuk złota, a wyczarujemy wam loch, w którym będziecie zabijać potwory, umierać i mimo to chętnie do niego wracać”. Apel czarodziejów został wysłuchany, a złota zebrali znacznie więcej niż potrzebowali. W więcej niż jeden księżyc* zebrali ponad trzydzieści tysięcy złotych monet. Co z tym dobrem uczynili? O tym wam zapewne opowiem. Czy wyszło im coś godnego pamięci w równym stopniu jak pamiętane pewnie będzie „Project Eternity”? To ocenicie już sami, na podstawie mojej opowieści.

*księżyc to dawne określenie na miesiąc, trwał tyle, co jeden zmierzch od pełni do pełni, czyli 27,3 dni 🙂

Palnij trupka w lochu.

*zamyka księgę*. Wybaczcie, takie bajki, to nie u mnie, ja wam opowiem prawdę. Chociaż nie, lepszym określeniem będzie określenie to, że wam pokażę. Obserwujcie poniżej jak wygląda akcja!

Po tym krótki seansie jestem pewien, że wyrobiliście sobie pierwsze wrażenie o pobycie w tymże lochu. Legend of Dungeon nie jest grą skomplikowaną. Powiem wręcz, że cały jej urok tkwi w jej prostocie. Wszystko się kręci wokół klawiszy do sterowania, dwóch przycisków do wybierania przedmiotów, opcji skoku i ataku. Na co komu więcej opcji w trakcie zwiedzania lochu? Na nic, na dobrą sprawę.

Legend of Dungeon - ekwipunek le psychodele
Mam na głowie tort z świeczką… PROBLEM?

Prostota dopada każdy element Legend Of Dungeon. Również ekwipunku: wszystko co możemy na Siebie założyć to czapka/hełm/kapelusz/maska/inne dziwne nakrycie głowy. Oprócz tego bierzemy do dłoni miecz/pałkę/młot/różdżkę/inne narzędzie mordu  i wyruszamy przed siebie, na polowanie na skarby!

Nasz dzielny wojownik walczy w sposób prosty, ale skuteczny: ma dwa ataki, podstawowy oraz wzmocniony. Jak używamy tego drugiego? Skupiając swoją siłę! (albo jak kto woli przetrzymując klawisz). Wtedy uderzymy z wyraźnie większą siłą, która (zazwyczaj) powali naszych przeciwników jednym celnym ciosem!

W kupie raźniej!

Zwłaszcza, że Legend Of Dungeon już od początków swojego istnienia miało być wyzwaniem dla całej kompanii śmiałków. Maksymalnie może być ich czwórka. Loch w teorii da się przejść w pojedynkę. Ale w praktyce jest to mordęgą: gdy umrzemy, to stanie się to raz, a dobrze.

Podczas wspólnej wędrówki, to nie dość, że nasza „siła ognia” jest większa, to jeszcze gdy padniemy, to jest dla nas nadzieja: stajemy się duchem, który po tym, jak nasi przyjaciele pokonają dość dużo wrogów odrodzi się i znów będzie gotów do walki. Dodajmy do tego jeszcze niewiarygodną frajdę jaką będziemy mieli z walki u boku naszych zacnych kompanów.

Kolorowe światełka, brzdąkająca muzyczka…

Nie liczy się tylko to jak się walczy, tylko jak to wygląda i jakie melodie naszej epickiej przygodzie przygrywają. I tutaj chwała dla „Robot loves Kitty”,

Legend of Dungeon - efekty świetlne
Dużo… ŚWIECĄCYCH CZASZEK?

które powiem, że przekroczyło moje wszelkie oczekiwania. Sama grafika to niezwykle ładnie i starannie wykonany pixel-art. Tak z gatunku tych, które miast ranić oczy „kwadraturą”, sprawiają, że zadajemy sobie pytanie „to tak się da?”. Póki jesteśmy przy względach wizualnych: zupełnie nową jakość tej grze daje dynamiczne oświetlenie, które sprawia, że pikselowe postacie i lochy wyglądają jeszcze lepiej, niż powinny.

To teraz parę słów o muzyce: twórcy obiecywali, że tło muzyczne w Legend Of Dungeon będzie się zmieniać w zależności od napotkanych przeciwników, miejsca… Szeroko rozumianej sytuacji na ekranie. I to im wyszło, przyznaje szczerze, muzyka odpowiadała temu co się dzieje na ekranie: mrocznieje gdy wchodzi do ciemnego pomieszczenia, nabiera tempa w trakcie walki… Ten bajer im wyszedł. Chociaż i tak większą uwagę zwracałem na to jaka ta muzyka jest, niż na tą lansowaną wszędzie zmienność. David Dirig, który jest odpowiedzialny za muzykę (skąd o tym wiem? Spotykamy go w karczmie, na samym starcie gry) odwalił kawał dobrej roboty. Jakby ktoś wiedział gdzie można dopaść samą ścieżkę dźwiękową z gry, to niech da mi znać 

… i szara rzeczywistość

Dobra, wyjdźmy z tej bajki na chwilę, bo muszę popsioczyć na twórców. Albo na darczyńców. Albo na obu. Dlatego, że nie wiem kogo bardziej winić za to, że wyżej wspomniany multiplayer działa tylko lokalnie. Dokładnie to!  Chcesz grać z kimś? Musi siedzieć obok. Czyni to z Legend Of Dungeon świetną grę na imprezy (jeżeli ktoś ma jak podpiąć 4 pady pod PC/konsolę/toster (OUYĘ) ), ale w codziennym graniu sprawdza się tylko dla wielkich maniaków rogue-like’ów i prehistorycznych gierek z typu „obij im pyski”.

Aha, jakby ktoś myślał o zagraniu chociaż w dwie osoby na klawiaturze, to mam prośbę: pomyśl znowu. To byłby szczyt niewygody. Ale dobra, tyle jęczenia na teraz, wróćmy do bajki.

Czarodzieje dalej pracują!

Legend Of Dungeon
Ciekawe co będzie za tymi drzwiami..

Jednak loch, mimo intensywnej pracy magików z gildii magów „Robot Loves Kitty” dalej sprawia wrażenie dalej tworzonego. Mimo spędzenia w nim więcej niż paru godzin i przebrnięcia w nim samopas do 7 poziomu lochów,  to nie uświadczyłem między innymi obiecanych zwierząt do wytresowania. Czy jest to mój pech, czy może mój brak spostrzegawczości? Nie wiem, ale jeżeli się dowiem, to wam o tym opowiem w późniejszym terminie! Na ten moment, wiem, że w teorii jest możliwość odblokowania na przyszłość klas postaci z innym ekwipunkiem początkowym. Natomiast, jeżeli chodzi o wspominane już zwierzątka, to cały urok miał polegać na możliwości ich trenowania, tak by zbierały za nas łup i wspomagały w walce. Ale jak już wspomniałem, to albo mnie te bonusy skrzętnie omijają, albo starcze oczy już mnie mylą.

Na usprawiedliwienie dodam, że w „zapisie zmian”*, jakich magowie dokonują w lochach nie ma nawet najmniejszej wzmianki, ani o zwierzakach, ani o nowych klasach.

*chodzi o stary, dobry change log jakby coś. Dostałem takie cudo wraz z aktualną wersją beta gry.

To zacny ten loch, czy nie?

Loch zacny. Wystrój i akompaniament również. Jego zwiedzanie i mordowanie niemilców go zamieszkujących wciąga jak diabli. Jednak, nie będę krył faktu, że brak sieciowego trybu kooperacji może być dla tej gry nie tyle gwoździem do trumny, co wręcz wiekiem z zestawem mocnych wkrętów służących do zmontowania całości ze sobą. W trakcie gry wydawało mi się, że została ona od A do Z zaprojektowana do kooperacji, a nie każdy ma możliwość grania z kimś znajdującym się fizycznie obok. 

Dobra, rozpisuje się jak buc, ocena w jednym zdaniu: gra jest dobrze wykonania technicznie, gameplay jest prosty i jednocześnie wciągający, a kooperacja to świetna opcja. Gdyby nie ten brak internetowej współpracy przy podbijaniu lochów, to bym wręcz NAKAZAŁ dołączenie Legend of Dungeon do swojej kolekcji. A tak, to tylko ostrożnie sugeruje zastanowienie się nad kupnem 🙂

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Legend Of Dungeon – lochy do zwiedzenia"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
wpDiscuz