„Kursk”, czyli obraza matuszki Rossyji

My, Polacy, mamy jakiś wybitny talent do podpadania różnym nacjom. Zwykle Rosjanom. Teraz znów tak się stało. Czemu? Bo to właśnie nam wpadło do głowy by zrobić grę o katastrofie łodzi podwodnej Kursk.

Kursk

Wybrać takie wydarzenie? Po tak krótkim czasie? Nic dziwnego, że pojawiły się głosy sprzeciwu.

Co się stało?

Blisko dwa tygodnie temu firma Jujubee ujawniła projekt nad którym aktualnie pracuje.

Gra, o wiele mówiący tytule „Kursk” będzie, cytując twórców,

tytułem skierowanym do dojrzałego gracza oczekującego nietuzinkowej i ambitnej rozrywki, w której szczególny nacisk zostanie położony na fabułę i sposób prowadzenia akcji.

Trudno z tego wyciągnąć jednoznaczny wniosek na temat tego przedstawicielem jakiego gatunku będzie to gra. Gdy dodamy do tego anglojęzyczny opis z trailera, który będzie mogli zobaczyć poniżej,

The game will look at the tragedy of the submarine ship from a new angle and will combine first-person action with a heavy focus on a carefully crafted story and an engrossing gameplay.

to otrzymamy obraz przygodówki z widokiem pierwszoosobowej, która raczej nie będzie się nadawać dla młodego gracza. Zbyt ciężka i zbyt poważna. Nawet ja pewnie ją sobie odpuszczę.  Poniżej trailer, który twórcy ujawnili wraz z ogłoszeniem prac.

I w tym momencie zaczyna się główny temat wpisu – reakcje Rosjan na ogłoszenie prac nad tą grą.
Pod wspomnianym filmikiem pojawiła się olbrzymia fala negatywnych komentarzy odnośnie tej gry. Pomijając olbrzymie zagęszczenie [tooltip text=’Rosyjski alfabet z masą dziwnych znaczków niezrozumiały dla znacznej części świata’ trigger=”hover”]cyrylicy[/tooltip], to co bardziej sympatyczne komentarze proponują gry o masakrze pod Katyniem, rzezi wołyńskiej, 11 września w Nowym Yorku, czy też, ulubieńcu komentujących, katastrofie TU-154. „W końcu to też nie jest nic strasznego”.  Ewentualnie o Auschitz, na to też zdaje się być sporo chętnych.
Rosjanie starający się być mniej brutalni i złośliwi wobec twórców zwracają uwagę na to, że nie minęło jeszcze dość dużo czasu od tej tragedii. Że, ponownie cytując komentarze, „trupy jeszcze nie wystygły”.

To jednak nie wszystko. Prawda jest taka, że sprawa Kurska to nie tylko tragiczny incydent w historii nowożytnej Rosji. To także sprawa honorowa.

Bo z tym Kurskiem, to była pokręcona sprawa.

Powiedzmy sobie szczerze – Rosjanie chcą wiary w wielkość, cudowność i nieomylność swojego kraju oraz jego przywódców. To podobna cecha Rosjan jako narodu, jak to, że nie pragną oni typowej demokracji. Pragną władcy. Króla. Albo wręcz cara! Na przykład Władimira Pierwszego.
Sprawa Kurska pokazała coś kompletnie przeciwnego.

Krótki opis wydarzeń wokół zatonięcia okrętu podwodnego sprzed (tylko) piętnastu lat:
12 sierpnia o godzinie 8:51 w trakcie pierwszych od czasów rozpadu Związku Radzieckiego manewrów wojskowych, Kursk – okręt o reputacji niezatapialnego okrętu zdolnego bez większych problemów przeżyć uderzenie torpedy ładuje pocisk treningowy. Ma „zapolować” na okręt „Piotr Wielki”.
Potem nastąpiły dwie eksplozje – jedna, o sile 1,5 w skali Richtera i druga, dwie minuty później. Jeszcze silniejsza. Kursk poszedł na dno. Początkowo Rosjanie twierdzili, że to wszystko w odbywa się w ramach ćwiczeń, nie ma się czego bać, i tak w kółko.

Po tym, jak informacja o wypadku Kurska przedostała się poza rosyjskie siły zbrojne, to kraje całego świata: Stany Zjednoczone, Norwegia, Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Izreal – zadeklarowałyi gotowość do pomocy. USA zaczęło już nawet przygotowywać łódź ratunkową.
Rosjanie odmówili – Minister Obrony mówił, że akcja ratunkowa już trwa. Natomiast przedstawiciele rosyjskiej floty dziennikarzom, że akcja ratunkowa niedługo zostanie zakończona. Pal licho fakt, że jedynym obecnym na miejscu okrętem ratunkowym był przerobiony dwudziestoletni statek służący do przewożenia drewna.
Pięć dni później prezydent Putin zgodził się na pomoc Norwegów oraz Francuzów. Ci pierwsi dostarczyli wyspecjalizowaną łódź ratunkową, a ci drudzy ekipę płetwonurków. Jednakże, po takim czasie, dla marynarzy z Kurska, którzy przeżyli dwa potężne wybuchy, nie było już nadziei.
W międzyczasie działo się jeszcze kilka innych, ujmujących Rosji powodów do dumy, rzeczy. Siłowe uspakajanie rodzin marynarzy z Kurska (za pomocą środków uspokajających, niewiedza rosyjskich specjalistów pomagających przy akcji ratunkowej (Francuzi wiedzieli lepiej od nich jak się otwiera włazy ratunkowe) i tak dalej…
Nie prowadzę bloga o historii najnowszej, więc pozwolę sobie odpuścić dokładne opisywanie wydarzeń sprzed lat.

Sprawa Kurska jest dla Rosjan bolesna. Bije w podstawy ich narodowej dumy. Pokazuje upór władz, za który ludzie zapłacili najwyższą cenę.
Informuje o ich omylności. Nie taka ma być silna, wręcz potężna władza.
No i oprócz tego jest tragedią. Nikt nie będzie śmiał twierdzić, że śmierć 118 osób z powodu wybuchów, utonięcia i/lub uduszenia można nazwać czymś innym. Zwłaszcza, że mówimy o czymś zupełnie niespodziewanym. Kursk miał być niezatapialny. Był symbolem rosyjskiej marynarki wojennej. Niestety, bycie symbolem to czasem za mało. Jego załoga, za wyjątkiem dowództwa, to byli głównie młodzi marynarze, uczeni od początku do końca na tym okręcie. Ludzie z całym życiem przed sobą. Część z nich prawdopodobnie w wieku piszącego te słowa…

Tyle lekcji historii. Teraz zastanówmy się nad tym, czy będzie naprawdę jakiś powód do zdenerwowania w związku z grą „Kursk”.

Na dobrą sprawę nie wiem, czy jest o czym pisać.

Wiecie czym to jest spowodowane? Kursk ma być stworzony przez studio Jujubee. Spoko, też o nich ledwo co słyszałem.

Z jednej strony nie pokazali oni nic, co pozwoliłoby uwierzyć, że dadzą radę dostarczyć grę o takiej skali jaką obiecują. Ich dotychczasowe gry to miodne, ale niespecjalnie skomplikowane, gry na urządzenia mobilne. Najbardziej popularną z nich jest Flashout 2 – mobilna wersja futurystycznych wyścigów w stylu starego, dobrego Wipeouta.
Z drugiej strony, jak wynika z ich strony internetowej, ich ekipa składa się z weteranów branży. Działali wcześniej przy nikomu nieznanych tytułach, takich jak Wiedźmin 2, czy gry z serii Lego. Czyli, w teorii, potrafią działać przy czymś bardziej skomplikowanym. Tylko dotychczas tego nie pokazali.

Na ten moment jednak zalecam daleko idącą ostrożność, jeżeli chodzi o jakikolwiek entuzjazm wobec tej gry. Bo to nie byłby pierwszy, ani ostatni raz, kiedy obiecywane są graczom kwadratowe gruszki z wierzby rosnącej na wysypisku śmieci.

Czy jakoś tak.

 

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz