Google Stadia MOŻE zmienić gaming, ALE…

Co może pójść nie tak z Google Stadia?

Przede wszystkim – usługa może nie przyjąć się w USA w ich aktualnej sytuacji. Wersja skrócona – ostatnie zmiany prawne sprawiły, że dostawcy internetu tam mogą robić takie rzeczy, za które w Europie by były protesty, albo może nawet jakieś rzucanie koktajlami Mołotowa. Tam przechodzą nawet takie akcje jak limity danych przy stałych łączach.

Dwa twórców, którzy nie będą korzystać z gotowych silników wspierających Google Stadia, tworzenie gier na Linuksa za pomocą API Vulkan może być przeszkodą nie do przeskoczenia. Nieprzygotowanie odpowiednich narzędzie do pomocy znacznie zmniejszy ilość potencjalnych chętnych.

Wiemy jak w teorii mają działać i wyglądać gry na serwerach Google. W praktyce może jednak być trochę gorzej. Pokazuje to materiał Digital Foundry poniżej, na którym widać, że gry z dużą ilością ruchu mogą nie wyglądać bardzo niekorzystnie.

Wersja bardziej „statyczna” tutaj.

No i najważniejsze -przyszłość gamingu przyszłością gamingu, ale jak kasa nie będzie się zgadzać…
Żyjemy w świecie po pojawieniu się Epic Games Store, gdzie twórcom zabierane jest tylko 12% zysków z sprzedaży. Jak Google przesadzi, to niektórzy nawet po wzięciu pod uwagę, że wszyscy użytkownicy ekosystemu Google’a mogą być klientami, mogą zwątpić w sens swojej obecności na Stadii.

Google może wpaść na pomysł zabawy w Apple i ostatecznie NIE wprowadzić wsparcia dla sprzętu spoza swojej rodziny. Mało realne, ale ta część tekstu służy do czarnowidzenia.

No i zawsze pozostaje nam potencjalny element komediowy w postaci tego, że przyjdzie postęp technologiczny i nVidia czy Intel (który deklarował wejście na rynek kart graficznych) stworzą jakąś kartę graficzną, która zmniejszy atrakcyjność Google Stadia.

Przez chwilę się zastanawiałem w ilu krajach wymóg 30 megabitów na sekundę mógłby sprawić, że granie na serwerach Google byłoby niemożliwe. Okazało się, że względnie niewielu – z danych z serwisu SpeedTest.net wynika, że ~75 krajów powinno sobie dać radę z streamowaniem gier w Full HD.

Stadia logo
Chciałem się oprzeć pokusie wrzucania loga. Nie dałem rady :/

Podsumowanko

Mieliśmy już kilka podejść do streamowania gier. Gaikai, OnLive już nie istnieją. Za to Sony ma prężnie działające Playstation Now, a Microsoft coś szykuje.

Jednakże, powiedzmy sobie szczerze – Google to moloch takiej wielkości, że nadawałby się na antagonistę do Cyberpunka 2077. Jeżeli ktoś ma mieć wiedzę, środki i pomysł jak zrobić streaming gier z swoich serwerów do klientów docelowych, to oni.

Ja tylko mam nadzieję, że jeżeli im się uda, to nie skończą jako monopoliści, bo inaczej może się skończyć nieciekawie.

Ale o tym, czy są na to jakieś szanse przekonamy się pod koniec roku jak usługa trafi do ludzi. A my jako kraj pewnie się przekonamy za kolejny rok, bądź pięć.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że gdy Google Stadia trafi oficjalnie do Polski, to nie będą już potrzebne betatesty usługi, za które chciałbym już teraz podziękować graczom z USA i tej, najwyraźniej trochę bardziej, cywilizowanej części Europy.

2 myśli na temat “Google Stadia MOŻE zmienić gaming, ALE…”

  1. Podobają mi się plotki o tym, że stadia może być bezpłatną usługą – w sensie, że będzie jeszcze bardziej skuteczniej wyciągać dane z ludzi i wpychać nam reklamy. Ale co jest za free to jest za free, co nie? 🙂

    1. Jak na moje za mało realne. Google już teraz ma masę danych i nie wiem jak czyjeś preferencje growe miałyby pomóc w targetowaniu reklam. Ja jednak obstawiam abonament, albo jakąś formę płatności „od gry”.

      No i zwykle się mawia, że jak coś jest za friko, to klient jest towarem 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *