Fight Knight – rycerskie nawalanie z pieści z Kickstartera

Ostatnio mam szczęście do udanych gier polegających na klepaniu ludzi (i nie tylko) po twarzach. ARMS dalej zabiera mi znaczną część growego czasu, a teraz trwa zbiórka na Fight Knight.

Fight Knight
Can’t touch this!

Kolejny dziwny mariaż różnorakich gatunków, w którego centrum znajdują się pięści głównego bohatera.

Kim jest Fight Knight?

Najłatwiej opisać grę przez pryzmat głównego bohatera. Tytułowy Fight Knight to dawna żywa legenda wśród gladiatorów, która po długiej nieobecności powróciła, by zwiedzić tajemniczą Wieżę. Pojawiła się ona z dnia na dzień na odległej wyspie i zaczęła wypluwać z siebie monstra, którym ktoś musiał stawić czoła. Na miejscu przekonujemy się, że jesteśmy przeklęci i każda broń, którą dotkniemy się rozpada. Co więc nam zostaje? Walić z pięści wszystko co stanie przeciwko nam!

Fight Knight
Jeb!

Chwilami nawet bardzo dosłownie. Otwierasz drzwi? Walnij z pięści. Przełącznik? Piąchopiryna. Chcesz pogadać? Palnij mu by wiedział, że do niego mówisz.

Fight Knight
Żeby zagadać do alchemika musiałem co zrobić? Walnąć go 😀

Cały system walki polega nawalaniu z obu piąch, blokowaniu ciosów (najlepiej w ostatniej chwili, by przeciwnikowi się oberwało z riposty), unikaniu i używaniu specjalnych ataków (czyli wariacji na temat przytulania się do przeciwnika zaciśniętą dłonią). Oprócz tego musimy zwracać uwagę na przeciwnika i dość szybko rozeznać się w jego atakach. Bez tego otrzymamy łomot w trybie ekspresowym.

Z typowych dungeon crawlerów z minionego wieku gra odziedziczyła widok z oczu i eksplorację podziemi. W efekcie końcowym ma się wrażenie jakbyśmy grali w miks Legends of Grimlock, starusieńskiego Punch-outa, klimatu fantasy i 16-bitowej oprawy audiowizualnej. Przy czym część dźwiękowa jest świetna.

Gra, mimo tego, że w teorii jest kretyńsko prosta (przynajmniej na początku) to wciąga jak ruchome piaski i pożera czas. Moja pierwsza styczność zakończyła się stwierdzeniem „cholera, miałem pół godziny temu się położyć, znów zdechnę w pracy”.
No i zdychałem.

Samemu stań się jak Fight Knight

Co najważniejsze – nie musicie ufać mi na słowo – poniżej macie nagrany przeze mnie krótki gameplay, a pod nim zalinkowałem dostępną dla wszystkich wersję demonstracyjną gry.

Wiem, że jakość jest do kitu, ale niestety mam ograniczone możliwości. #DealWithIt

Tutaj wspomniane demo.
W chwili gdy piszę te słowa, to Fight Knight zebrał na Kickstarterze prawie trzy razy więcej gotówki, niż było potrzebne, by gra wyszła w sensownym terminie.
Nie ma żadnych dodatkowych celów, co twórcy tłumaczą tym, że mają już wykrystalizowaną ideę gry i nie chcą jej zmieniać. Nie mogę więc zaproponować wam innej zachęty niż dorzucenie się do bardzo przyzwoicie zapowiadającej się gry.

Co zresztą ja uczyniłem 😀

Fight Knight zbiórka

 

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz