Epic Battle Fantasy 4 – od przeglądarki, do Steama

Powiem wam szczerze, że dziwnie się czuje, pisząc recenzję gry, która z jednej strony jest nowa (i mam ją na Steamie od paru dni), a z drugiej strony, którą przeszedłem łącznie dwa razy, a teraz przechodzą po raz trzeci. No cóż, w przypadku Epic Battle Fantasy 4 jest to całkiem możliwe.

Epic Battle Fantasy 4

Z doświadczenia wiem, że wiele ludzi daży gry flashowe bezwarunkową nienawiścią. Takie osoby proszone są o ominięcie tego posta, jeżeli chcą dalej żyć w błędnym przekonaniu, że wszystko co zrobione w Flashu jest płytkie, nudne i nadaje się tylko na krótką przerwę między pisaniem jednego, a drugiego maila w pracy.

Epic Battle Fantasy 4 jest jedną z tych gier, gdzie recenzje piszę się dziwnie. Zwłaszcza, mając świadomość, że napisze się, że niemal wszystko z tego już było w grach RPG wszelkiej maści. Mimo to uważam jednak, że warto się tej grze przyjrzeć z bliska, a może nawet przygarnąć. Ale wszystko po kolei

Trochę historii

Na początek dobrze by było wytłumaczyć skąd się wzięła czwórka w tytule, mimo tego, że pewnie większość z was nie słyszała o tej grze wcześnie.
Jest to spowodowane tym, że poprzednie części gry nigdy nie wyszły z przeglądarki internetowej i były dostępne na takich stronach jak Kongregate, czy Armor Games.

Epic Battle Fantasy 4
Początki zawsze są skromne (to screenshot z EBF 4 jakby co)

Pierwsza część gry pojawiła się 2009 roku na portalu Newgrounds i została zrobiona przez jedną osobę: Matta Roszaka (anglik z polskimi korzeniami). Nie było to nawet RPG sensu stricte, to była seria walk w systemie turowym, gdzie można było walczyć m. in. z Zombie Goku z Dragon Balla. Takie gagi pojawiają się w tej serii notorycznie. Jednocześnie gra była de facto pozbawiona fabuły.
Następne dwie gry to była ewolucja: w drugiej części Mattowi zaczęła pomagać dziewczyna o nicku HalcyonicFalconX, która stworzyła ścieżkę dźwiękową do gry. Na tej jednej grze się nie skończyło, teraz HFX tworzy ścieżki dzwiękowe do wszystkich produkcji Matta.
Oprócz tego pojawiła się w końcu jakaś namiastka fabuły, przez co określenie RPG zaczęło do tej gry pasować. Jednakże dopiero trzecia część to było to: rozwój postaci, ulepszanie broni, świat do zwiedzania, opcjonalni przeciwnicy… To co RPG-owcy lubią najbardziej. To wszystko z dodatkiem specyficznego poczucia humoru. Efekt końcowy? Stworzenie gry Epic Battle Fantasy 4, która swoją premierę miała 10 marca 2013, a na Steam trafiła 25 lutego tego roku.

Trochę gameplayu.

Obraz przemawia tyle, co tysiąc słów, więc poniżej macie kawałek gameplayu, na nim będę bazował.

Epic Battle Fantasy 4
CO JEST NAJWAŻNIEJSZE W ŻYCIU?

Skojarzenie z Final Fantasy i innymi turowymi jRPG-ami jest jak najbardziej na miejscu. Po kolei, najpierw my, a potem przeciwnicy korzystamy z umiejętności/przedmiotów/klasycznego walnięcia po łbie, i tak aż do chwili kiedy jedna z stron padnie. Tutaj warto wspomnieć o tym, że przez wielość przedmiotów i przeciwników, które mają szansę na początku tury „cośtam zrobić”, często mamy wrażenie, że to nie jest zwykła walka, a regularna bitwa (z czołgami).
80% rozgrywki to są walki. W pozostałych 20% biegamy, gadamy z NPC-ami, wykonujemy zadania dla nich (z cyklu „Daj itemy”) bądź też zajmujemy się sprzętem i umiejętnościami. To jeden z smaczków i cech szczególnych tej gry, która wyróżnia ją na tle innych: do końca gry będziemy korzystać z całego zebrane przez nas sprzętu i wszystkich znanych umiejętności. No, chyba, że chcemy umrzeć: początkowe walki są proste niczym kostrukcja cepa i nawet kot biegający po klawiaturze da radę samemu je przejść. Potem zaczynają się schody, myślenie, kontrowanie umiejętności przeciwnika i wykorzystywanie jego słabości. To nie jest gra, dla ludzi, którzy przeklikują wszystko bez większej refleksji. A komplekcojonistów muszę ostrzec przed siadaniem do tej gry: wymaksowanie tej gry to zabawa na 40 godzin MINIMALNIE. Jakby co ostrzegałem.

Po części to, że będziemy ciągle korzystać z tego sprzętu, jest możliwość jego ulepszania: po każdej wygranej walce otrzymujemy przedmioty, dzięki którym polepszymy nasze bronie czy zbroje. Zwiększa to ich statystyki, szanse na losowe wydarzenia (nalot bombowy, ostrzał czołgów, szarżę kotka i inne). Podobnie mamy z umiejętnościami, na to by je odblokować lub udoskonalić wykorzystujemy punkty umiejętności, które dostajemy po masakrowaniu naszych przeciwników. Ciekawostką jest to, że sporo umiejętności możemy nauczyć jedną z kilku postaci z drużyny.
Dzięki temu możemy na przykład wybrać kto będzie zapasowym uzdrowicielem, albo kto będzie mógł zrzucać bomby atomowe na przeciwników.

Epic Battle Fantasy 4No właśnie… gotowi na poczucie humoru autora? Mały konkurs: do końca miesiąca – osoba, która naliczy w Epic Battle Fantasy 4 najwięcej odniesień do animców, gier video, seriali i innych tego typu dostanie ode mnie jakąś grę. Nie wiem jaką, jestem biednym blogerem, ale obiecuje, że będzie to coś dobrego.
Listę tychże, w postaci 4 stron formatu A4 zapisanego czcionką 9-ką możecie podesłać do mnie w dowolny sposób, byleby do mnie trafiło. I nie, mniejszych prac nie przyjmuje, bo tego i tak w tej grze jest o wiele więcej. Populacja pokemonów w tej grze została przetrzebiona do zera, tylko dlatego, że ludzie byli głodni.
Same postacie i ich rozmowy w trakcie gry też są kopalnią śmiechu. Czasem, czytając dialogi mam ochotę złapać się za brzuchu, ze strachu przed uszkodzeniami przepony. Oprócz tego zadziwiające jest to, jak w RPG-u z liniowymi dialogami, będącym czwartą odsłoną serii, można ukazać i opisać postacie tak, że możemy poznać i zapamiętać na długo szczególne cechy członków naszej ekipy.

Na osobny akapit zasługuje ścieżka dźwiękowa. Jest to kolejna gra, gdzie Matt Roszak robił grę, a za muzykę odpowiadała Halcyonic Falcon X. I po raz kolejny się popisała. W trakcie gry zwiedzimy wiele różnorakich miejscówek, i tak samo jest z muzyką.
Co każdą lokalizację dostajemy inny utwór. Niby wszystko to muzyka elektroniczna, ale każdy z utworów jest w innym, pasującym do lokalizacji stylu. Jest tylko jeden problem z muzyką: mogłoby się pojawić więcej melodii w trakcie walki, bo aktualnie są bodajże trzy. Przy ilości walk jakie staczamy, to dość szybko potrafią one spowszechnieć, co sprawia, że ich urok przemija, zastąpiony uczuciem „meh”. Ale, nie psuje to ogólnego wrażenia z gry, ani mojego zachwytu nad ścieżką dzwiękową jako całością. Poniżej możecie sami przesłuchać i ocenić:

Łyżka dzięgciu

Epic Battle Fantasy 4
W jednej chwili grasz w Poki, a w drugiej kot Ciebie bije łopatą… Ke?

Żeby nie było, Epic Battle Fantasy 4 NIE JEST grą pozbawioną wad. Ta najbardziej widoczną (a raczej słyszalną) są efekty dzwiękowe. Wszelkiego rodzaju ciosy, umiejętności i inne tego typu… sprawiają wrażenie lekko plastikowych. Dziwne określenie, ale czasem wydaje się adekwatne. Ale to mała trywialna pierdółka, do której można przywyknąć. Albo dać się wessać grze, wtedy się na to nie zwraca uwagi.
Większym problemem jest sprzętożerność: wiem, że w dzisiejszych czasach dwa rdzenie 2,0 GhZ wydają się być niczym, ale jak na grę z taką grafiką (bo to najwięcej mocy zawsze bierze), to mogłoby być lepiej. To jednak zwalam nie na autora, a na użyte narzędzia: Epic Battle Fantasy 4 jest przeportowany z flasha. AŁA.
Gameplayowo sensu stricte, tylko jedna rzecz mnie boli: brak dziennika/zapisów rozmów między postaciami. O ile poboczne questy są zapisane i wiemy komu co dostarczyć, to brak zapisu rozmów boli. Kilkukrotnie postacie dają „delikatnie aluzje” co do tego co należy dalej zrobić. Przypadkiem przeklikasz/nie zwrócisz należytej uwagi/kot przebiegnie po klawiaturze (to u mnie) i co? Przekichane, pobiegasz w kołko przez 10 minut nim zrozumiesz gdzie trzeba iść.

Trochę darmowości

No dobra, ale wiecie co w tej grze jest najlepsze? Nie tyle demo, co CAŁA gra jest do przetestowania za darmo w co najmniej trzech miejscach : Kongregate, Armor Games i na Newgrounds. Tak, dobrze widzicie: grę na kilkanaście godzin możecie mieć za darmochę, ale…

… tak naprawdę nie ma nic za darmo.

Epic Battle Fantasy 4
Najważniejszy jest dystans do siebie (i do Battle Mountain)

Możecie się wtedy przekonać, że przeglądarka internetowa nie jest najlepszym miejsce nawet dla rysowanego RPG-a. Epic Battle Fantasy 4 odpalone w przeglądarce zajmuje sporo miejsca w pamięci i niemal na pewno zmuli wam przeglądarkę. No i wymaga dostępu do neta by ją odpalić. No i oprócz tego narażamy się na przypadkowe usunięcie swoich zapisów gry. Mi się dwa razy zdarzyło, nie polecam.
[blockquote]Takie uroki Flasha, przykro mi.[/blockquote]
To teraz najważniejsze: co takiego kupujemy za te 12 dolarów?

  • Epic Battle Fantasy 4 z grafikami w wyższej rozdzielczości i efektami dźwiękowymi, których nie kompresowano do granic możliwości (kosztem ich jakości. Różnica jest widoczna na drugi/trzeci rzut oka). No i co najważniejsze: odpali się zawsze.
  • Battle Mountain – lokacja, w której walczymy z bardziej dopakowanymi przeciwnikami napotkanymi w trakcie gry. Oprócz tego znajdziemy tam tryb survivalowy (fale wrogów nas atakują, aż do momentu kiedy padniemy) oraz możliwość walki z bossami w ilości hurtowej. Na wypadek, jakby ktoś uznał, że potrzebuje dodatkowego doświadczenia, albo prawdziwego wyzwania.
  • Do wielu godzin normalnej rozgrywki dodany jest tryb NewGame+ (czyli startujemy z sprzęŧem i doświadczeniem z poprzedniej partii, ale wszyscy wrogowie zyskują na sile.
  • Pełny dostęp do Steamowych gadżetów, takich jak osiągnięcia czy trzymanie zapisów gier w chmurze.
  • Ścieżkę dźwiękową w formacie MP3 oraz tapetę na pulpit.

„Eeee.. mogę grać za free przecież.”

No faktycznie, możesz. Ew. możesz zapłacić za wygodę gry i za dodatkowy obszar, który sam w sobie może dać do kilkunastu (w zależności od ambicji) godzin gry. Już pal sześć wygodę i ogarnięcie techniczne gry. Przeliczając godziny gry na jej cenę wychodzi, że przy jednokrotnym przejściu gry (i olaniu pobocznych questów, New Game+, i Battle Mountain) jako speedrunner zlewający na dialogi (czyli pozbawiający się masy śmiechu) wychodzi niecałe 3 zł za godzinę. W nowym South Parku wychodzi jakoś 4 razy tyle.

Oprócz tego możemy sprawić, że następna gra nie będzie portem z przeglądarkowego Flasha, tylko czymś lepszym. To są dziewicze kroki autora w świecie gier, które się sprzedaje za dolary. Do tego wszedł tam z klasą i towarem godnym pochwał i poświęcenia mu wielu godzin. Nie tylko dlatego, że jest co robić. Głównie dlatego, że przyjemnie jest to robić. Jestem na tak! I wam też polecam. O TUTAJ! 

[blockquote]Jakby co gra, razem z dzwięcioma innymi jest dostępna w paczce Blink Bundle za niecałe 6 dolarów. Jak dla mnie okazja jakich mało, nawet jak za samo Epic Battle Fantasy 4 [/blockquote]

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Epic Battle Fantasy 4 – od przeglądarki, do Steama"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
T0lkingFish
Gość

Tak jak muzyka i humor w grze z pewnością by mi odpowiadał, tak cała reszta niestety nie. Może nie uważam, że wszystko we flashu trzeba spalić, ale grafika tych gier zawsze mnie odrzucała… Może kiedyś się zdecyduję, ale na pewno nie teraz…

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Styl graficzny autora jest specyficzny, to muszę przyznać 🙂

Jakby co gra jest teraz za 5$ razem z innymi tytułami w Blink Bundle, o! http://www.blinkbundle.com/

Reszta gier sprawia wrażenie wartych tyle co obiad miesiąc po zjedzeniu, ale może sam EBF będzie warty tyle co ta średnia pizza.

Demon_slasher
Gość

Możesz zapisać grę online.Pod warunkiem, że posiadasz konto na armorgames.com.

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Jasne, że tak. Ale to tylko jeden serwis. A co jak ktoś np. gra w wszystkie flashówki na Kongregate? :/

Demon_slasher
Gość

W tym przypadku nić nie zrobię, oprócz polecenia armorgames.com.

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Wiem o istnieniu Armor Games, ale mówię tylko, że niektóre osoby grają tylko na jednym serwisie i nie chcą się „rozdrabniać” 😉 Stąd moja poprzednia uwaga.

wpDiscuz