Drużyna – „wielcy niedocenieni”

Drużyna. To ona ratuje tyłek głównemu bohaterowi rzucając na niego zaklęcia leczące. To oni często pokazują mu dalszy kierunek podróży. Sprawiają, że wspina się on na wyżyny swoich możliwości, bądź je przekracza. Mimo to często są niedocenieni przez graczy. Ten wpis będzie dla nich wszystkich hołdem.

Drużyna - Neverwinter Nights
Często zapominamy jak ważni są nasi sprzymierzeńcy…

Ten wpis jest częścią 9. edycji Karnawału Graczy Blogerów, który mam zaszczyt prowadzić. 
I z przyczyn oczywistych jest PRZEROŚNIĘTYM SPOILEREM DO NEVERWINTER NIGHTS 2, PLANESCAPE TORMENT I BALDUR’S GATE 2. O wielu innych grach będą napomknięcia, ale raczej niegroźne. 

Drużyna jako drogowskaz

Drużyna jest wsparciem dla głównego bohatera, w to nie wątpi nikt. Czasem jednak, zamiast stać obok i bić się razem z nim sprawiają, że „życie” naszego bohatera zaczyna się toczyć innym torem. W Planescape: Torment możemy zostać złodziejem dzięki pomocy Anny. Dak’kon pomoże nam „poznać siebie” i stać się potężniejszym magiem (przy czym on by pewnie tego nie ujął w ten sposób). Vhailor pozwoli nam osiągnąć szczyt umiejętności machania bronią.

Za płytkie? Traya z Star Wars: Knights of The Old Republic 2 uczy nas tak jak mistrz uczy padawana. Tylko dzięki niej odzyskujemy pełnię naszych dawnych umiejętności. Ba! Rozwijamy się o wiele bardziej, niż przed „wygnaniem”.

Drużyna - Baldur's Gate 2
Ten rysunek nie ma nic wspólnego z drużynami, ani z Baldur’s Gate 2, ale i tak go uwielbiam – Rysunek z okładki „Magicznego Ognia” Eda Greenwooda.

Często to właśnie członkowie drużyny pokazują nam drogę, którą powinniśmy pójść, by mieć szanse na zwycięstwo. Czy to właśnie Jaheira nie pokierowała nas do slumsów w Athkatli, gdzie usłyszeliśmy „propozycję nie do odrzucenia”? A dzięki Zhjaeve w Neverwinter Nights 2 odkrywamy drogę do pokonania Wielkiego Złego.

Wszystko dzięki naszej Drużynie. Naszym sprzymierzeńcom.

Drużyna jako pomoc

Oczywiście, zawsze można być kolejnym z wielu maniaków, którzy Baldur’s Gate 2 przejdą elfim wojownikiem/magiem/złodziejem. Ale jeżeli podejdziemy do tego wyzwania normalnie, to sami nie przejdziemy gry. Potrzebujemy pomocy.

Ostatecznie w grach RPG na sprzęt elektroniczny kończy się na tym, ze jeżeli zbieramy sześcioosobową drużynę, jak w Baldur’s Gate, Icewind Dale, czy nadchodzącym Pillars of Eternity, to zawsze będzie tam złodziej, kapłan, mag i co najmniej dwie maszynki do mielenia wrogów za pomocą broni „klasycznej”.  Ostatnie miejsce zwykle zajmuje nasza postać, która jest, na dobrą sprawę, kim tylko chcemy by była. I to jest dobre.

Neverwinter Nights 2 - Drużyna
Ten art mnie prześladuje. Ale to dlatego, że wszędzie go ustawiam na tapetę

Dzięki drużynie nasza postać może być kim tylko chce, nawet w takim „typowym” zestawie. To samo w Neverwinter Nights 2, gdzie nasza wesoła kompania jest mniejsza o dwie osoby. Dalej, dzięki pomocy towarzyszy, możemy być kim chcemy i nie bać się, że szlag trafi nasze szanse na przeżycie.

Zresztą: nie musi to być pomoc „bezpośrednia”. W Devil May Cry 4, nawet wszechpotężny Dante rozbijający demony jedną ręką, kiedy drugą zażera się pizzą potrzebuje kogoś, kto podrzuci mu zlecenie na ubicie jakiegoś demona. A to, że potem w końcowym efekcie pewnie uratuje świat, to inna historia. A Liara T’soni w Mass Effect pomaga głównemu bohaterowi, prześladowanemu nazwiskiem Shepard, zrozumieć wizje w jego głowie.

Drużyna jako przygoda sama w sobie.

Jak już zauważyliście, uwielbiam odnosić się do starszych tytułów. Nie moja wina, że to one zapadły mi bardziej w pamięć. Ale wybaczcie: jak nie zapamiętać dążeń Edwina w Baldur’s Gate 2 do przemiany w licza (która ostatecznie kończy się przemianą w zupełnie inną „formę”)? Dążeń Valygara do zakończenia klątwy, która niszczy jego rodzinę niczym rak?
No dobrze, żebym nie był nudny: pamiętacie pojedynki naszej postaci z Star Wars: Knights of the Old Republic 2 z Handmaiden? Albo zemstę Jack z Mass Effect 2? Polowanie Thane’a Kriosa na swojego syna?

Mass Effect 2 - Drużyna
O Kriosie mowa…

Już widzicie do czego dążę? Nasza drużyna jest punktem ogniskowym dla wielu przygód, które bez nich byłyby niemożliwe. A wiele z historii, które poznamy jest na naprawdę wysokim poziomie. BA! Niektóre z nich potrafią przyćmić właściwy scenariusz.

I smutne jest to, że często traktujemy nasze drużyny jako coś zbytecznego. A spójrzcie: gdyby nie one, to nasze podróże byłyby o wiele płytsze. Nudne. Trudne. Na dobrą sprawę niegodne uwagi.

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz