Defender’s Quest – więcej niż kolejny tower defense.

Defender’s Quest: Valley of The Forgotten to jeden z tych tytułów, o którym chciałem napisać od dawna. Powody mogę rzucać niczym z rękawa: bo lubię ten gatunek, bo fabuła jest ciekawa, bo wciąga… ale dobrze, już przestaje. Głównie dlatego, że Defender’s Quest zasługuje na trochę więcej niż wymienienie wad i zalet od myślników. Na przykład na pełnoprawną recenzję.

Defender's Quest Main Menu, Tower Defense
Tak się zaczyna Zadanie Obrońcy (ale ten tytuł kretyńsko brzmi po polsku)

Na dzień dobry poinformuje, że wyjątkowo połamię swój zwyczaj uraczania was filmikiem z gameplayem na początku tekstu. Nie chciało mi się nagrywać pierwszych etapów (bo są stosunkowo nudne), a filmik z dalszych wymaga albo doświadczenia w graniu, albo podstaw teoretycznych by był zrozumiany 😉

Czym jest Defender’s Quest?

Jakbym chciał się bawić w opisanie gry jednym słowem, to zacytowałbym stronę gry (przynajmniej jej dawną wersję, z nowej ten cytat wyleciał :X), że jest to „efekt przespania się Final Fantasy Tactics z grą typu tower defense”.  Jakbym chciał, to w tym momencie mógłbym dać informacje gdzie jest, po ile i na jakie platformy i zakończyć tekst. To jednak trochę za mało, więc popiszę sobie trochę więcej na temat Defender’s Quest.

Gdzie ten Final Fantasy…

Final Fantasy Tactics objawia się tutaj w rozwoju postaci: każda postać po walce otrzymuje punkty doświadczenia, co obowiązkowo kończy się zdobyciem poziomu. Wtedy mamy do czynienia z klasykiem: statystyki takie jak wytrzymałość czy szybkość ataku idą w górę, a my dodatkowo otrzymujemy punkcik do polepszenia jakiejś umiejętności z drzewka naszej postaci. Każda postać należy do jednego z 6 typów, których tutaj nie wymienię by uniknąć spoilerów. No, oprócz tego mamy główną postać, która jest jedyna w swoim rodzaju i ma swój świat, swoje kredki i nie spotkamy raczej drugiej takiej osoby przez całą grę. Oprócz tego warto dodać, że jak na grę tower defense, to mamy do czynienia z bardzo dobrze napisaną i interesującą fabułą, o której będzie więcej później.

…a gdzie ten tower defense?

Ta rzecz jest najbardziej rozbrajająca: wspomniane wyżej postaci występują w Defender’s Quest w postaci wież obronnych. Stojących w miejscu, nie mogących się ruszyć wieżyczek. Rozstawiamy wokół ściśle wytyczonej trasy i pozwalamy nędznym kreaturą padać pod ciosami naszych mieczy, łuków i innych broni (nie)masowej destrukcji.

Defender's Quest Indie Tower Defense
Takie sobie miotanie błyskawic 😀

I teraz jest najlepszy moment, bym się rozgadał o mechanice w Defender’s Quest.
Primo: nie mamy żadnego wpływu na to jaką trasą pójdą wrogie nam bestie: pójdą one zawsze najkrótszą drogą od punktu początkowego (jednego z kilku, zazwyczaj) do naszej głównej bohaterki. Nie ma budowania labiryntów :X
Secundo: jak ubijamy przeciwników, to nasza główna bohaterka zyskuje punkty PSI. Punkty te są bardzo fajne. Pozwalają nam bowiem na ściąganie na pole bitwy bohaterów i inne miłe rzeczy.
Tercio: nasza główna bohaterka nie jest zwykłym kołkiem. Pomijając to, że jest jedyną nadzieją na zwycięstwo, to jeszcze może pomagać swoim „wieżyczkom” za pomocą powoli powiększającego się wraz z postępami w grze zestawu czarów. Oprócz dostarczania naszym przeciwnikom „szokujących doznań” za pomocą błyskawic, to możemy np. zwiększyć szybkość ataku naszych bohaterów.

Oprócz tego posiadamy możliwość ulepszania naszych jednostek, za wspomniane wyżej punkty. Każde ulepszenie podbija pasywne statystyki i oprócz tego poszerza repertuar ataków, jakie ma do dyspozycji dany bohater. Dodajmy do tego takie mechaniki jak rozbijanie pancerza, trucizna, zamrażanie, spowalnianie i podpalanie i otrzymuje całkiem przyzwoity poziom pokręcenia akcji. To wszystko sprawia, że mamy spory zakres możliwości i to właśnie praca nad jego pełnym wykorzystaniem jest największą atrakcją tej gry. Zwłaszcza, gdy polujemy na osiągnięcia Steamowe, wtedy mamy nie lada orzech do zgryzienia.

Grafika, dźwięki i inne bajery.

Teraz trochę bełkotu o względach audiowizualnych. Tylko tak symbolicznie, bo to trzeba zobaczyć, a nie przeczytać. Grafika w Defender’s Quest jest prosta, rysunkowa i daje po oczach pikselami przy naprawdę konkretnych rozdzielczościach. Jest jednak ładna, nie kaleczy wzroku i bardziej niż dobrze spełnia swoje zadanie. Ot, taki miły dodatek do gameplayu.
O muzyce w tej produkcji można z czystym sumieniem powiedzieć dwie rzeczy: świetnie pasuje do tej gry i jest jej PIEROŃSKO mało. Znaczy się, to jest zabawne: OST z gry zawiera 18 ścieżek, ale w samej grze nie jestem w stanie tego „wyczuć”. Ot, takie subiektywne, ale dość istotne doznanie z mojej strony. Nie ujmuje to jednak samej rozgrywce, więc tragedii nie ma.
W opcjach oprócz dostępu do typowych opcji jak ustawienia głośności dźwięków, grafiki, czy sterowania możemy również wyłączyć migoczące efekty (nie wyobrażam sobie, by u kogoś ta gra wywołała atak epilepsji, ale skoro nawet o to zadbali, to trzeba o tym wspomnieć), szybkość gry, czy wyregulować wielkość nagród po każdej walce (idealne dla osób niechętnych do grindu).

Dobra, zanim będziemy kontynuować, to zapraszam na seans gameplayowy. Jakby co informuje, że jest to zapis po WIELU godzinach grania. Gra ukończona na jednym poziomie trudności, niemal ukończona na drugim itp. itd.

Teraz Gameplay!

Defender's Quest Indie Tower Defense
Skąd znam tego gostka pośrodku?

Zobaczyliście jak wygląda gra w akcji, to mogę ją pochwalić i zganić w kilku miejscach. Najpierw nagany: Defender’s Quest jest powolne. Nawet z czterokrotnym przyśpieszeniem akcji niektóre etapy się po prostu dłużą. Inną wadą jest dość zróżnicowany wg. mnie poziom trudności poszczególnych etapów: zdarzają się sytuacje, że trzy plansze przechodzimy rozstawiając „wieże”, klikając start i idąc na obiad, by potem trafić na jedną, która przepali nam świetlówki w mózgu. Inną, dość irytującą sprawą jest fakt, że wiele atrakcji w tej grze (takie jak ulepszanie przedmiotów, zadania poboczne czy „dziennik” głównej bohaterki) jest dostępne dopiero w trybie New Game+, który się odblokowuje dopiero po przejściu gry. Oprócz tego uwaga techniczna: gra została stworzona w Adobe Air. Co to oznacza? Wymagania sprzętowe niewspółmierne do jakości gry (wywołane faktem, że Air SSIE) oraz problematyczność instalacji gry pod systemami z rodziny pingwinowatych (tj. Linux).

To teraz chwalimy: gra wciąga. Tak dość konkretnie. Pierwsze przejście gry zaliczyłem w jednym posiedzeniu, które przerwałem tylko po to by zrobić i zjeść obiad. Jest też bardzo przemyślana pod względem mechaniki i równowagi : każda klasa postaci ma swoje miejsce, swoje siły i słabości oraz przede wszystkim ma sens. Nie zobaczymy łucznika, który nagle wyciągnie miecz i zacznie łoić lepiej od doświadczonego rycerza, ani innych tego typu herezji.  Inną rzeczą wartą dłuższej wzmianki jest historia.

Defender’s Quest jako przykład funkcjonalnej fabuły.

To nie jest tak, że historia z tej gry jest niezwykle genialna i sprawia, że Planescape: Torment idzie do szafy się pociąć. Warto jednak oddać jej część, za dokonanie rzeczy trudnej. Defender’s Quest daje nam sensowne wytłumaczenie na fakt, że nasi bohaterowie (lub wieżyczki, jak kto woli) są przyspawani do jednego miejsca. Sprawia też, że wierzymy, że Azra (jedyny spoiler z gry, główna bohaterka) robi to co powinna. Tak czy siak, Defender’s Quest pokazuje, że gra nawet takiego typu jak tower defense może mieć sensowną fabułę, której mogłyby niektóre (mniej wyrafinowane) gry RPG zazdrościć.

Podsumowanie

Rozpisałem się jak maniak, to teraz się streszczę: Defender’s Quest jest ciekawym Tower Defensem, który z czystym sumieniem polecam każdemu fanowi tego typu rozgrywek i osobom, które wcześniej się od gier tego typu „odbiły”. Serio, ta gra jest dobra, warto dać jej szansę. Zwłaszcza, że demo jest dostępne zarówno w wersji online, jak i do ściągnięcia. Ot, na tej stronie. Zresztą, na ich stronie znajdziemy najlepszą (prawdopodobnie) ofertę kupna tej gry: za 15$ dostaniemy grę w wersji DRM-free, ścieżkę dźwiękową oraz klucz do Steama. Ewentualnie możemy się przyczaić na zniżki na GOG.com oraz Steamie.

Jeszcze inną opcją jest preorder drugiej części gry, o której wiemy tylko, że dzieje się w innym świecie, ma inny styl graficzny i zostanie napisana w innym języku programowania. Ale z tym polecam się wstrzymać, póki nie będzie więcej informacji na temat tej gry. Kredyt zaufania kredytem zaufania, ale pewność warto mieć 😉

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

12 komentarzy do "Defender’s Quest – więcej niż kolejny tower defense."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kamysto
Gość

Nie namówisz mnie na kolejny TD, ostatni miesiąc grałem w tramwaju łącznie ponad 10 godzin w Castle Defense. W przeszłości w inne, ale mniejsza o to. Ukończyłem wszystkie basic levele, bo byłem ciekawy co będzie na hardach, misjach i endless mode. Co było? To samo, dramat…

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

10h?comment image
Chcesz o czymś pogadać? XD Do tego ta gra nie ma wersji mobilnej, grałem w to ZAMIAST „normalnych” gier 🙂
Jak lubisz TD-ki, to chociaż demo wypróbuj 😀

Kamysto
Gość

Ja z PCetowych (w sumie to flash) cenie Desktop TD (nie mylić z Desktop Defender na FB) od http://old.casualcollective.com/ – w ogóle zajebiste gry tam są. Strona już się nie rozwija (polityka przejścia na facebooka…), ale ktoś tam jeszcze czasem grywa.

Na kompie inne rzeczy porabiam. Co najwyżej pograłbym w jakieś hity roku, z tym że większość mi nie pójdzie, chlip, chlip.

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Mi komputer na dobrą sprawę służy tylko do pisania, siedzenia na internecie i grania. I często Defender’s Quest zajmował mi czas, który miał być przeznaczone na pierwsze dwa z tych zajęć.

W Desktop TD też się sporo nagrałem, nie jesteś sam 😉

Piotr Wysocki
Gość

15 dolców to mimo wszystko sporo. Strasznie się po tej recenzji na grę nakręciłem, mam niesamowitą słabość do produkcji typu Tower Defense, a tu jeszcze elementy rozwoju postaci… mniam!

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Krok pierwszy: demo na Kongregate
Krok drugi: jeżeli się spodobało, preorder drugiej części – gorsza nie będzie i od razu się dostaje jedynkę w formie DRM-Free i kluczyka do Steam. 🙂

Miłego zagrywania się, ja już swoje ~50h ograłem, NA RAZIE starczy.

Piotr Wysocki
Gość

Wchodzę na stronę producenta, a tam miła niespodzianka – gra (ale tylko przez pięć dni) kosztuje niecałe 5 dolarów!!! 🙂

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Jeszcze lepiej xD A info podałem dalej na fanpage’u bloga i Twitterze, dzięki za cynk 😉

Piotr Wysocki
Gość

Za dolara grzech nie wziąć!
https://www.humblebundle.com/weekly

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

PARTY HARD, HUHU! 😀 JUŻ PODAJE DALEJ! 😀 Dzięki! 😀

2014-09-26 15:05 GMT+02:00 Disqus :

Tomasz
Gość

@sZANOWNY pAN rECENZENT: Kolego, naucz sie pisac poprawnie po polsku najpierw, moze, kiedys…

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Gorzej od ciebie pisać nie będę 🙂

wpDiscuz