Bij szkielety w rytm muzyki! – recenzja Crypt of The NecroDancer

Kiedy zobaczyłem Crypt of The NecroDancer po raz pierwszy, to moją reakcję można było oddać zdaniem „ojejku, no nie!”. Potem dostałem ją do zrecenzowania. A teraz zastanawiam się nad matą do tańczenia.

Crypt of The NecroDancer
Tańcz lub GIŃ!

Uwaga, jest to recenzja wersji alfa gry Crypt of The NecroDancer. Otrzymałem ją na kilka dni przed premierą. Jak (nie) zauważyliście – nie oznaczyłem w żaden sposób o tym w tytule. Mam do tego bardzo dobry powód, ale o nim na koniec.

Pierwsze wrażenia, czyli jak się impreza zapowiada?

Pierwsze 15 minut po odpaleniu gry spędziłem na próbach załapania do końca „jak to wszystko działa?”. Nie miałem styczności z grami rytmicznymi od kilku lat, więc tylko drapałem się po głowie i zastanawiałem jak to do końca działa. Potem odpaliłem tutorial i przeszło mi. Wszystko wytłumaczone jak na dłoni.

Przynajmniej jeżeli chodzi o podstawową mechanikę. Bo, jak się okazało, Crypt of The NecroDancer skrywa bardzo wiele niewiadomych na pierwszy rzut oka. Ale o tym przekonałem się dopiero po rozgrzewce. Sześciu pierwszych podejść do rozgrzewki. Jakoś tak. W trakcie pisania tego wpisu zrobiłem sobie przerwę i zagrałem jedną partię.

Wykorzystam ją, żeby wyrobić w was jakieś pierwsze wrażenie, nim przejdę do szczegółów.

Dobre beaty i niezły look!

Dobra, o co chodzi w tej imprezie? Główna bohaterka, Cadance, zeszła do tytułowej Krypty NekroTancerza by uratować swojego wujka, który tam zaginął. Po drodze odkrywa, że musi się dopasować do beatów i zrozumieć zachowania wrogów, jeżeli ma mieć nadzieję na przeżycie w złym i rozbrzmiewającym muzyką elektroniczną lochu.

Samą rozgrywkę obejrzeliście przed chwilą. Dlatego nie muszę się zagłębiać w wygląd grafiki. Ot, dobry, ładny, dopracowany pixelart. Zwrócono nawet uwagę na to, by zmieniać wygląd postaci (są inne niż Cadence, ale cii… za chwilę o tym) wraz z zmianą pancerza na inny. Jeżeli ktoś lubi pixelarty, to będzie zadowolony. A przeciwników stylu ni huhu nie przekonam, że to jest ładne, więc mogę sobie odpuścić. Podobnie jak wyżej wymienieni mogą sobie odpuścić tę recenzję, poczytajcie sobie o Call of Duty: Ghosts.

Jeżeli chodzi o muzykę, to trzy zdania.

  1. Nie lubię muzyki elektronicznej
  2. Muzyka w Crypt of The NecroDancer niewątpliwie taka jest.
  3. Lubię muzykę z Crypt of The NecroDancer.

Serio, podkład dźwiękowy w tej grze został wykonany pierwszorzędnie.  I skoro przydał do gustu takiemu zatwardziałemu antyfanowi tego gatunku muzycznego jak ja, to coś musi być na rzeczy. No i teoretycznie przypadnie każdemu do gustu. Poniżej próbka audio. Na dobrą sprawę ulubiony utwór, który dotąd miałem okazję odsłuchać w grze.

DANCE OR DIE IN THE CRYPT OF THE NECRODANCER!

Oprócz tego, co widzieliście na gameplayu powyżej gra ma jeszcze wiele innych możliwości. W holu „głównym” (bo nie przejdzie mi przez gardło określenie menu), możemy, ruszając naszą postacią, wybierać różne opcje. Pomijając wybór planszy w którą chcemy zagrać, możliwość wyboru innego trybu gry, czy zmiany postaci, mamy też inne możliwości.

Cieszą mnie drobne szczególiki w grze. W trakcie mojej rozmowy z Piotrem Iwanickim, powiedział on, że to właśnie drobne szczególiki potrafią sprawić, że gra będzie o wiele lepsza od swojej nieoszlifowanej wersji. Zmiana wyglądu postaci wraz z ubieraniem innych pancerzy, o czym chwilę temu wspomniałem. Fakt utraty głowy przez zranione szkielety. Sklepikarz w podziemiach śpiewający arie operowe do (pod warunkiem, że nie zmieniliśmy ścieżki dźwiękowej) muzyki w tle, gdy jesteśmy w pobliżu sklepu. To i wiele innych drobnostek sprawia, że w Crypt of The NecroDancer gra się świetnie. Że ta gra jest żywa. Mimo iż 90% napotkanych postaci to różne wariacje nieumarłych potworów.

Crypt of The NecroDancer
Tyle drzwi, a za każdymi masa możliwości :X

Nie chcę i nie będę zagłębiać się w mechanikę Crypt of The NecroDancer: podwoiłbym długość tekstu w ten sposób. Ale mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wszystko, co dotychczas wprowadzono jest przemyślane, sensowne, a nawet ZBALANSOWANE.

Grając możemy odnaleźć w lochach uwięzione w klatkach postaci. Uwolnimy je za pomocą wykopanych/wykupionych/znalezionych złotych kluczy. Każda postać zajmuje pokój w głównym holu i pozwala nam na coś. Możliwość obserwacji przeciwników poza grą (by się nauczyć ich zachowań), możliwość wykupywania ulepszeń dla znalezionych w lochach przedmiotów, nowych zaklęć, nowych grywalnych postaci…

O, to ostatnie jest szczególnie istotne. Już na początku gry mamy dostęp do dwóch postaci: głównej bohaterki, Cadence, oraz Barda. Jego cechą szczególną jest to, że nie musimy się poruszać do rytmu. Potwory się będą ruszać w tym samym momencie co my. Ułatwia to znacznie grę, ale pozbawia ją głównego motywu. Granie Bardem to taki tryb „niby jestem graczem, ale nawet Snake dla mnie bywa trudny”. Testowana przeze mnie wersja gry, ma jeszcze dwie postacie, które można odblokować przechodząc tryb „Hardcore”. Polega on na przejściu CAŁEJ gry na jednym życiu, bez ulepszeń, które mogliśmy wykupić w sklepie.  Dobrze, umiem grać. Grałem w Dark Souls. Ale od tego się na ten moment trzymam z daleka.

Oprócz trybu Hardcore mamy też tryb przeznaczony na maty taneczne. Jest skrajną przeciwnością trybu „Hardcore”. Łatwiejsi przeciwnicy, mniejsza ich liczba i dodatkowe udoskonalenia. Ale w zamian za to niecodzienny kontroler, więc…  Powiedzmy, że wychodzi na zero. No i grając na macie można się porządnie zmęczyć. Na pewno bardziej niż naciskając kursorki na klawiaturze.

DJ, co potrafisz?

Wiadomą i oczywistą jak dla mnie opcją w tej grze jest podrzucenie własnej muzyki. To co dostaliśmy w Crypt of The NecroDancer jest naprawdę świetne, ale, szczerze: ile można w zapętleniu słuchać jednej płyty?

Jeżeli chodzi o obsługę innych utworów, to gra się spisuje świetnie i bardzo sumiennie odczytuje i przetwarza podane mu pliki MP3. Mam pewien ból zadka o formę interfejsu, za pomocą którego wybieramy utwory. Jeżeli nie wrzucimy ich do katalogu z grą, to dokopanie się do muzyki na dysku może zająć epokę. I nie są one dostępne w ŻADEN sposób, w przypadku gdy mamy je na innej partycji. Rozumiem wierność stylowi graficznemu, ale w tym przypadku daje on kopniaka w jajka czemuś, co się nazywa funkcjonalność. Zresztą, zobaczcie na zrzucie ekranu obok, jak to wygląda.

A poniżej gameplay, w którym podpiąłem kilka piosenek z dysku twardego, by pokazać jak się gra przy innych utworach. I jak bardzo można sobie utrudnić życie wybierając zbyt szybki kawałek.

Crypt of The NecroDancer dance pad
No dalej, tańczymy! 😀

Wrócę do wspomnianej na samym początku maty. Crypt of The NecroDancer jest grą rytmiczną, w której tańczymy (i mordujemy niemilców wszelakich) w rytm muzyki. Jak wspomniałem wcześniej, sterowanie wykorzystuje tylko strzałki i ich kombinacje. Dzięki temu grą się będzie świetnie sterować za pomocą mat do tańczenia znanych chociażby z gry Dance, Dance Revolution. Wiem o tym ja, wiecie o tym już wy. Twórcy też. Nawet zorganizowali utrzymane w klimacie maty do tańca. Obok wrzucam zdjęcie, a zainteresowanych odsyłam tutaj. „Nędzne” 300$ ;-;

Jak wypadła impreza u NecroDancera?

Mimo tego, iż gra jest dostępna dopiero w wersji Early Access, to tego nie poczujecie. Jak się postaracie, to zobaczycie trochę grafik, które są tylko „zapchajdziurami” oczekującymi na porządne zastępstwo.

Usłyszycie czasem efekt dźwiękowy, który jest nie na miejscu. No dobrze. Ale w ostatecznym rozrachunku nie znaczy to nic, bo te niedoróbki wymagają celowego ich wypatrywania. Nikomu to nie zaszkodzi. No, MOŻE poza najbardziej skrajnymi perfekcjonistami i osobami zaciągniętych do gry wbrew własnej woli. W ich przypadku trudno zrozumieć brak dobrej woli.  A ja tymczasem naprawdę będę musiał jakąś matę ogarnąć. I wytłumienie podłogi, inaczej sąsiedzi mnie zakrzyczą.

W związku z tym: polecam każdemu, kto się nie boi trudnej w uczciwy sposób rozgrywki i posiada podstawowe poczucie rytmu! Gra jest od dzisiaj, 18:00 dostępna w ramach Steam Early Access. Fakt, faktem, swoje kosztuje. Ale Crypt of The NecroDancer jest tego warte. Jedyną wątpliwość jaką powinien mieć gracz, któremu się podoba pomysł jest nie CZY kupić i zagrać, tylko KIEDY. W związku z tym przestaje ględzić i zapraszam do tańca! Wszyscy do rytmu, JAZDA! 😀

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz