Crowdfunding inaczej

Dla odmiany będzie coś krótszego. I w nośnym temacie, jakim jest crowdfunding. Wszyscy wiemy, że platformy crowdfundingowe takie jak Kickstarter, IndieGoGo, czy Wspieram.to są, mają się dobrze i wspierają swoim działaniem wielu twórców gier. Ale dzisiaj chciałbym wam pokazać dwa przykłady twórców, którzy radzą sobie bez pomocy takich pośredników. W ich przypadkach crowdfunding wygląda inaczej niż w przypadku Project Eternityczy Cosmic Star Heroine

Futurama, Zelda, Link, Shut Up And Take My Money, Crowdfunding, Meme
Bo branie kasy jest zbyt oklepane.

Wielu z was pewnie się też zastanawia nad tym „po kiego grzyba męczyć się zabawą w crowdfunding całkowicie w własnym zakresie?”. Na to pytanie też się odpowie i do tego przy okazji poznania dwóch godnych wzmianki tytułów. Zacznijmy od bardziej swojskiego przykładu

Mousecraft

Mousecraft Crowdfunding
MouseCraft. Równie dobry jak inne „-crafty” 😀

Jest to dowód na to, że zabawa prehistorycznymi pomysłami połączona z odrobiną własnej inwencji może być diabelnie wciągające. Gra ta jest efektem wymieszania się leciwego Tetrisa (1984 rok) i niewiele młodszych Lemingów (1991 rok). Pomagamy lemingom (myszom) dotrzeć do mety (sera) budując im drogę (przez zrzucanie na planszę klocków z tetrisa). Proste? Proste. Dobre? Dobre

Mały offtop: pisząc te dwa roczniki poczułem się staro. BARDZO staro.

No ale dobrze, wróćmy do crowdfundingu: jego wyjątkowość w przypadku Mousecrafta objawiła się tym, że była ona bardziej wyprzedażą pod tytułem „Daj tyle kasy ile chcesz i możesz”. Co ciekawe, aż do niedawna żeby otrzymać klucz na Steama wystarczyło zapłacić jednego dolara. To, połączone z łatwo dostępną (założenie konta na stronie twórców zajmuje ok. 27 sekund, więc nie potraktuje tego jako przeszkody) wersją alfa gry sprawiło, że strumyk gotówki (aktualnie ponad 8500$) popłynął do twórców, co pozwoliło im tworzyć ten tytuł.

No dobra, ale co w tym wyjątkowego? Oprócz tego, że dawało się tyle, ile się uznało za stosowne, to dodatkowo można było wybrać na co pójdzie nasz „datek”. Do wyboru była (i w sumie dalej jest, sprzedaż dalej trwa) większa liczba i różnorodność tematyczna poziomów, stworzenie internetowego systemu wymiany i oceniania autorskich plansz, tłumaczenie Mousecrafta na inne języki oraz (mój osobisty faworyt) dodanie innych opcji wyglądu dla naszych lemingo-myszy.

Tak czy siak wiem jedno: mimo braku wielkiego pośrednika (Kickstarter), Mousecraft dzięki swojemu pomysłowi, wykonaniu oraz, wydaje mi się, że w pewnej części dzięki modelowi sprzedaży. zwrócił na siebie uwagę mediów. Kotaku, IndieStatik, Rock Paper Shotgun, pewnie jeszcze paru innych. Ba, czasem nawet jakiś trzeciorzędny bloger pozbawiony szerokiego zasięgu o nich wspomni swoim czytelnikom 😉

Po naszym przykładzie sukcesu crowdfundingowego poza wielkimi portalami przedstawiam wam przykład „zza wielkiej wody”.

Defender’s Quest 2

Defender's Quest 2 Crowdfunding
Nowy Defender’s Quest, HUHU!

Kilka słów na temat samej gry: jest to kolejna „edycja” niedawno zrecenzowanego przeze mnie Defender’s Quest. Czemu edycja, a nie część? Brak związków fabularnych: nowy świat, nowa historia, nowy styl graficzny, nawet nowy sposób zaprogramowania (zamiast przybitego Adobe Air będzie Haxe, którego wieloplatformowość jest legendarna). Jedyne co pozostało to idea gry (bohaterowie jako „wieżyczki”) i umiejętności twórców.

To teraz o ich sposobie finansowania. O ich powodach do olania Kickstartera wiemy bardzo wiele, głównie za sprawą posta na blogu Larsa Douceta, głównego twórcy Defender’s Quest 2 i jego „prequelu”. Żeby nie zmuszać nikogo do czytania dłuższego tekstu po angielsku, to przytoczę najważniejsze powody do pójścia własną drogą finansowania.

Najbardziej widocznym powodem jest wygląd Kickstartera. Zmusza on twórców  do zapisywania tego, co otrzymają w nagrodę za pomoc w ciasnym okienku obok ściany tekstu, która często jest w pewnej części powtórzeniem, co jest obok. W przypadku Defender’s Quest 2 to co i za ile się otrzymuje zostało wytłumaczone w prosty, wręcz kretynoodporny, obrazkowy sposób. Dopiero po kliknięciu „More details” witamy się z tekstem, który nam opisuje daną opcję wsparcia/przedsprzedaży. W przypadku Kickstartera często oprócz zbitych opisów słownych potrzebna była również tabelka z opisem tego co jest i za ile. Tutaj każdy „próg” jest opisany w pełni i sposób całkowicie od siebie niezależny.
Innym, bardzo dobrym powodem jest „upieczenie dwóch pieczeni na jednym ogniu”: w przypadku Kickstartera, po zakończeniu zbiórki trzeba się jeszcze namęczyć z dostarczeniem „dóbr” do odpowiednich osób. Tutaj zostało to rozwiązane szybko: każde „wsparcie” to zakup pakietu od Humble Store. Dzięki temu, twórcy Defender’s Quest 2 będą mogli się ograniczyć do podesłania gry/klucz Steam do ekipy od Humble Bundle, a oni zajmą się dystrybucją sami (za podobny „udział” jaki wziąłby dla Siebie Kickstarter).
Na sam koniec mała rzecz, ale cieszy: dzięki temu, że crowdfunding Defender’s Quest 2 odbywa się poza Kickstarterem, to twórcy nie czują się zobligowani do kręcenia filmiku, w którym będą oni gadać i opowiadać o przyszłej grze. Zamiast tego nakręcili krótki trailer (?) ich przyszłej produkcji, w którym nie widać ani nie słychać twórców nawet przez sekundę. Zamiast tego przemawia ich dzieło i czcionka Sans Serif (o ile dobrze ją poznaje).

Należy jednak podkreślić jedno: gdyby nie stworzyli oni wcześniej Defender’s Quest to z całej tej akcji nic by nie wyszło. Nie zmienia to jednak faktu, że w ich sytuacji taki, a nie inny sposób finansowania jest świetny i można powiedzieć z czystym sumieniem, że przebija pod względem organizacyjnym Kickstartera.

To nie są jedyne przypadki gdy twórcy przeszli obok crowdfundingu w postaci „zorganizowanej” nie zwracając na niego uwagi (niech dowodem na to będzie pierwsza rzecz, jaka przyjdzie mi do głowy, czyli Starbound). Postanowiłem jednak dopaść i opisać te dwie produkcje, bo pokazują one w jaskrawy sposób zalety „bycia indie” również względem portali służących do finansowania społecznego.

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz