ARMS wymiata

W jeden weekend miałem okazję testować zarówno Overwatch, jak i ARMS. Trochę lipa, bo w tych dwóch dobach znalazłem niewiele czasu na granie. Ten poświęcony ARMS był bardzo dobrze spożytkowany.

ARMS loading screen
Taki prosty ekran ładowania, a takie szaleństwo za sobą kryje

Dawno się tak nie spociłem. Nie musiałem, ale po chwili chciałem.

O co chodzi w ARMS?

ARMS jest nowe IP Nintendo stworzone specjalnie na potrzeby Nintendo i kolejna po serii Smash Bros bijatyka przez nich stworzona. Całość rozgrywki kręci się wokół walk w różnych formatach między wojownikami z sprężynowanymi rękoma. Pozwala to im na bicie się po twarzach z większego niż zwykle dystansu. W efekcie końcowym otrzymujemy bijatykę z elementami strzelanki TPP (w końcu trzeba tą pięścią jeszcze trafić). Oprócz tego jest możliwość dania innej „broni” na koniec każdej ręki, co daje olbrzymie możliwości modyfikowania stylu gry. Tyle z teorii.

Poniżej serwuje wam filmik na YT z kanału GameXplain, który pokazuje jak ARMS wygląda w praktyce. Przy okazji zobaczycie też jak wygląda w tej grze sterowanie ruchowe, czyli „coś o czym warto wspomnieć”.

Jak to wychodzi w praniu?

ARMS wymiata. O ile cała walka jest w teorii prosta i opiera się na atakowaniu jedną z dwóch pięści bądź „chwytaniu” przeciwnika, tak po dodaniu poruszania się w trzech wymiarach, bloków i uników całość zyskuje zadziwiającą głębię. O ile można tutaj COŚ osiągnąć klikając przyciski na oślep, tak dość szybko trafia się na kogoś, kto się stara grać mądrze i wyciera Tobą podłogę.

ARMS warmup
W trakcie rozgrzewki przed meczem możemy powyzywać się na ziutkach trzymających tarcze, na których brakuje tylko słów „tu mnie palnij”

Największym zaskoczeniem dla mnie jednak jest to, że sterowanie ruchowe jest w ARMS czymś więcej niż bajerem.
Jest pełnoprawnym i skutecznym sposobem kontroli w bijatyce. Musiałem podkreślić to ostatnie słowo, bo o ile przywykłem do tego, że sterowanie ruchowe w grach Nintendo zwykle trzyma poziom, tak nie spodziewałem się sukcesu w przypadku tak żywej rozgrywki.

Fakt faktem – niektóre rzeczy przy tej metody kontroli wymagają czasu, by do nich przywyknąć (chodzi głównie o poruszanie się postacią i blokowanie). Ale po uwaleniu dwóch, trzech meczy „ogarnięcie” przychodzi samo, nawet w przypadku bardzo silnej odporności na tutoriale zawarte w grze. Jednakże, jeżeli ktoś będzie chciał, to może grą sterować w bardziej klasyczny sposób. Nie wiem co prawda po co, ale tradycjonaliści też będą mogli wypróbować ARMS.

Oprócz tego dobrze jest też wiedzieć, że ARMS zawiera MULTUM trybów gry, które opierają się na możliwościach jakie dają sprężynowe ręce i styl walki prezentowany w grze. Nim opublikowałem ten wpis miałem okazję osobiście rozegrać kilkanaście partii siatkówki, zarówno samemu, jak i w duecie. Oprócz tego potwierdzone jest granie w kosza (gdzie punkty zdobywa się przeciwnikiem) i atakowanie celów na czas.

ARMS volleyball
Oto ninjownik skubany grający w siatkówkę

Pomijając właściwy gameplay, nad którym się rozpływam i którego nie umiem do końca opisać słowami innymi niż „biorę preorder gdy tylko dostanę wypłatę”, to muszę jeszcze jedną rzecz pochwalić od Nintendo i zaapelować w duchu do wszystkich twórców gier z trybem wieloosobowym o podpatrzenie lobby z ARMS.

ARMS lobby
Tak wygląda granie z „randomami” w ARMS przez internet

Patrzymy jak gra nas miesza z innymi graczmi i przydziela tryby gry (w trybie gry, który testowałem nie było możliwości wybrania konkretnego typu meczu). Jeżeli zakończymy mecz wcześniej, to z poziomu lobby widzimy jak współgraczom idą ich rozgrywki (niestety nie da się na szybkiego włączyć podglądu meczu).

Na koniec zostawiam sobie najlepsze, czyli technikalia.
Powiedzmy sobie wprost – Nintendo Switch nie ma wielkiej mocy. Ale mimo to ARMS wygląda dobrze i działa płynnie niezależnie od tego co się dzieje. W trakcie meczy liczba klatek na sekundę wynosi 60 bądź 30 w zależności od ilości graczy i nie ma tendencji do spadania. Jakbyście chcieli dokładniejszą analizę, to spece od Digital Foundry jak zawsze zrobili robotę.

Adnotacja do wpisu

Informacja natury technicznej: całość tekstu powstała na bazie testów nazwanych „ARMS Global Testpunch”. Nintendo udostępniało wszystkim posiadaczom Switcha grę na kilka godzin każdego dnia weekendu by przetestować wytrzymałość serwerów, a graczom dać obadać grę. Fajne rozwiązanie, bo przynajmniej nie ma szans na brak graczy.

Powyższy wpis potraktujcie jako minirecenzję. Gra, którą testowałem przez weekend będzie prawie na pewno tą samą, którą dostaniemy za kilka tygodni na premierę. Sugeruje to chociażby to, że Nintendo już rozesłało klucze recenzenckie do dziennikarzy.

ARMS kody testowe
Jeden z wielu przykładów latających po internecie

Dlatego też, na bazie moich aktualnych doświadczeń, mogę powiedzieć wam już teraz, że ARMS to jest gra na którą warto czekać i, że przed premierą raczej nie nastąpi nic, co mogłoby ten fakt zmienić.

Ale tak czy siak – po premierze spodziewajcie się pełniejszej recenzji, gdzie zagłębię się w temacie grania w trybie single player, sensowności bardziej abstrakcyjnych trybów gry, czy też temu czy ARMS będzie się nadawał na pijackie imprezy, tak samo jak 1, 2, Switch. A może będzie to hit pokroju nowej Zeldy?

O tym się dowiemy już niedługo, bo 16. czerwca. Prawdopodobnie 18. zacznę pisać, bo będę miał dość dużo materiału zebranego! 😀
A na pożegnanie filmik, który mój znajomy nagrał w trakcie ogrywania ARMS u niego:

 

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz