Pingwiny z Madagaskaru – pstryczek w nos dla Disney-Marvel?

Ja albo mam już jakieś kompletne schizy, albo twórcy filmu Pingwiny z Madagaskaru chcieli, przy okazji robienia animowanego filmu akcji, pośmiać się z swojej największej konkurencji.

Pingwiny z Madagaskaru.
Rico, Skipper, Kowalski i Szeregowy meldują się do wpisu o swoim filmie!

Ciekawi tego i pozostałych wrażeń z filmu? Klik,klik!

Pingwiny atakują!

Już od czasów Madagaskaru, pierwszego filmu z pingwinami wśród bohaterów, pingwiny skupiały na sobie swoją uwagę. Może nie były głównymi postaciami, ale i tak skradły serce publiki. Pingwiny same w sobie są świetnymi zwierzakami, lubianymi przez 90% populacji ludzkiej. A gdy do tego są tajnymi agentami, szkolonymi (przez samych siebie) do zadań specjalnych? Jeszcze lepiej!

Penguins of Madagascar

Stali się na tyle popularni, że Pingwiny z Madagaskaru dorobiły się trzech sezonów własnego serialu animowanego. No i własnego filmu, o którym dobrze by było, jakbym w końcu coś napisał.

A jacy oni byli słodcy, kiedy byli mali 😀 Normalnie cud, miód i orzeszki.

-I-ll-take-that-action-penguins-of-madagascar-37669559-1275-717

SZEREGOWY!

Tyle dygresji o głównych bohaterach, bo nigdy tego wpisu nie skończę.

Sam film? Jest lekką i przyjemną animacją. Początek filmu opowiada o tym, jak nasza czwórka wspaniałych wystrzeliwuje się z cyrku do Fortu Knox po to by… dostać się do jedynego w okolicy automatu sprzedającego chrupki serowe. Bo w końcu kogo obchodzi jakieś zakichane złoto? Pingwiny w pełni profesjonalnie obezwładniają ochronę i stają przed swoim celem.  I to właśnie ten moment, kiedy plany się psują i zaczyna się prawdziwa akcja filmu.

Bo pod względem tego co się dzieje, to Pingwiny z Madagaskaru są niczym filmy Hitchcocka – zaczęło się od trzęsienia ziemi (no, o dość niewielkiej mocy), a dalej jest jeszcze ciekawiej. Jeżeli akcja cichnie, to tylko po to by być zastąpiona przez jakiś zabawny dialog. Czy to w drużynie, czy też z jedną z kilku postaci drugoplanowych.

Pod względem technicznym do filmu przyczepić się nie da. Porządnie zrobiona animacja, bez fuszerek. Ścieżka dźwiękowa, kojarząca się filmami szpiegowskim. Jej szczególną cechą jest to, że wyłącznie JEST. Jakbym się nie postarał, to bym jej nie wychwycił. Tło idealne. I nic poza tym.

Nie spodziewajcie się głębokich przemyśleń, wybuchocepcji, ani innych wabików widocznych w innych filmach. Tutaj ma być śmiech. I okazji do niego znajdziecie na seansie co nie miara. No i jego wielką zaletą Pingwinów jest to, że można bez strachu zabrać całą rodzinę na seans. Od dzieciaków, po babcię.

Tyle na temat filmu, a teraz chwila na odrobinę śmiechu z motywów pokazanych w filmie. Osoby uczulone na spoilery mogą już się z tym wszystkim pożegnać.

Cuchnie mi tu Disneyem i Marvelem.

Żeby nie robić z gęby cholewy, to powiem wam skąd wrażenie o podśmiewywaniu się z konkurencji wśród studiów animacyjnych. W związku z tym, że gify pokazujące dane momenty są nie do zdobycia, to musicie mi uwierzyć na słowo. Do premiery wersji DVD.

Wizerunek głównego złego.
Główny zły, spotkany już w pierwszych scenach filmu mówi o sobie, że jest znany jako „Doktor Oktawiusz, genialny naukowiec, filantrop, milioner”. Z tego rozumiem pominęli playboya tylko z powodu grupy docelowej filmu?

Albo dlatego, że połączenie słów „playboy” i „ośmiornica” wywołałoby niepożądany skutek.

Pingwiny z Madagaskaru

Objazd kamerą na koło.
Długi, kilkukrotny, pokazujący po kolei wszystkich bohaterów. Kojarzy wam się to z jakimś filmem?

W Pingwinach mamy to samo. Z tą różnicą, że kamera obraca się wokół pingwinów „dopóki nie dopiszą im punktów lansu”. Huczę!

Żółwik.
Big Hero 6 zapadło mi w pamięć z wielu powodów. Niewątpliwie jedną z nich jest „żółwik”, który w wykonaniu Baymaxa wyszedł komicznie. Jeżeli ktoś nie wierzy/nie pamięta, to poniżej ma filmik.

Post użytkownika Big Hero 6.

Pod koniec Pingwinów z Madagaskaru główne postacie poboczne (bo inaczej nie mogę ich określić) idą sobie do przodu, z wielkim wybuchem za plecami i robią „żółwika”. Dokładnie w ten sam sposób. Szkoda, że wybuch zagłuszył oczywiste „balala” w wykonaniu niedźwiedzia.

Scena na koniec
Mamy już napisy końcowe, pojawiły się pierwsze nazwiska, a tu słyszymy nagle, że będzie scena w trakcie napisów. Wcześniej tego nie grali. No, chyba, ze sami-wiecie-u-kogo.

Tyle motywów potrafię wymienić teraz, trzy dni po seansie. Pewnie było tego więcej.

[divider type=”thick”]

Podsumowując: Pingwiny z Madagaskaru to świetna animacja dla całej rodziny. Iść, oglądać i śmiać się. A jeżeli wasz poziom geekowatości jest wystarczająco wysoki, to pośmiejecie się za dwóch. Jeżeli chcecie akcji, to też ją dostaniecie. Bardziej wciągającą niż w niektórych filmach akcji.

Przy czym to ostatnie nie tyle świadczy dobrze o Pingwinach, co źle o kinie sensacyjnym.

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz