Jak było na Guardians of the Galaxy?

Zajebiście. Macie iść na Guardians of the Galaxy w tej chwili. Natychmiast. Nie marnujcie czasu. Nieważne jak ciekawie piszę, to film i tak będzie lepszy od mojej pisaniny.

Bogowie, od Apolla do Zeusa, dalej to czytasz? No dobrze, to powiem tobie czemu powinieneś rezerwować bilet do kina. Ale wiesz o tym, że nie musisz tego czytać, ale za to powinieneś iść do kina?

Guardians of the Galaxy
Guardians of the Galaxy w pełnej klasie

Idź do kina na Strażników Galaktyki. No dalej!

Ehh… Uparte stworzenie.

Proporcje przede wszystkim

Proporcje są istotne w wszystkim. W grach, muzyce, gotowaniu, wykorzystywaniu czasu jaki mamy z życia… Ba, nawet drużyna w grach cRPG rządzi się proporcjami.

W Guardians of the Galaxy proporcje akcji i spokoju są idealne. Śmiechu i wzruszeń również. Rzadko kiedy oglądam filmy, w trakcie których potrafię dostać skurczu przepony z śmiechu, by jakiś czas potem odpierać atak ninja obierających mi cebule tuż pod nosem.

Jak ich nie zapamiętać?

Ekipa „Strażników” wypala się w pamięci. Tego się nie uniknie. Widzimy tyle zapadających w pamięć scen z ich udziałem, że nie da rady inaczej. W tym filmie nie ma scen, w których nie przywiązujemy się do postaci. Widzimy ich szczęśliwych, smutnych, wkurzonych, narąbanych, pobitych i widzowie raczą wiedzieć jakich jeszcze. Mamy okazję poznać ich lepiej, niż niektórych naszych „znajomych”.

Takiej bandy charakterników nie sposób nie lubić. I to jest główna siła tego filmu. Nie historia. Nie efekty. Ekipa.

Guardians of The Galaxy
Wiesz co oni robią? Idą spuścić tobie łomot. Chyba, że już poszedłeś na film 🙂

Powrót do przeszłości.

Niby mamy 2014 rok, a ja się czuję jakbym oglądał Indianę Jones’a. Albo inny „stary, dobry” film przygodowy. Tylko, że z nowoczesnymi efektami, w wysokiej rozdzielczości i dźwiękiem tak bardzo surround, że potem idąc po ulicy masz wrażenie, że w kinie audio było bardziej realne.

Ten film ma dla mnie jakiś taki „retrowaty” klimat. Przypomina czasy, kiedy nikt nie czepiał się o braki w logice filmów. O to, że na dobrą sprawę główny zły powinien zabić bohaterów 5 scen temu.
Czasy, kiedy sprzęt działał wbrew przeciwnościom losu. Gdy przyjaźń była w stanie pokonać każdą przeszkodzę. W których styl (a w tym przypadku szeroko rozumiana zajebistość) był ponad wszystko inne.
Ehhh… piękne, zwyczajnie piękne.

W budowaniu tego klimatu bardzo pomaga jeden z najważniejszych przedmiotów występujących w filmie. Nie chodzi o żadną broń masowej zagłady. Chodzi o zwyczajny magnetofon. A w nim kaseta, podpisana „Zajebisty mix, cz.1”. Kto nie zna, niech pozna, albo pożałuje.

W swoim czerpaniu z dawnych nie sięga jednak do takiego stopnia, by być „retro” w takim stopniu by odstraszyć widzów, którzy nie pamiętają (albo nie chcą pamiętać) dawnych czasów. Oni tego nie poczują. Zamiast tego obejrzą kawał naprawdę świetnego filmu.

„Guardians of the Galaxy to takie Star Warsy. Ale lepsze”

Tak opisywałem ten film mniej geekowatym ludziom jeszcze przed polską premierą. Wiecie, trailery, internet i człowiek może pół filmu ogarnąć nim trafi do kina.

Guardians of The Galaxy
Sudowoodo i Rocket Zigzagoon – ktokolwiek zna autora niech da znać. Szukałem nawet na azjatyckich stronach.

Po seansie muszę sprostować: James Gunn przygotował coś, co uśmierciło we mnie wszelkie chęci do przypomnienia sobie jakiejkolwiek z części sagi George’a Lucasa. Może i Ronan The Accusser nie jest tak charyzmatycznym złym jak Lord Darth Vader. Ale Peter „Star-lord” Quill, Gamora, Rocket Raccoon, Drax i Groot biją na głowię wszystkie postaci z filmowych Gwiezdnych Wojen.

W sumie, jest to trochę śmieszne: jak patrzę na poprzednie filmy tego reżysera, to… aż się nie chce uwierzyć, że coś tak udanego zostało zrobione przez niego. JPDL, ale chlapnąłem. Jak słusznie zauważył Ichabod w komentarzach, moja wiedza o filmach Gunna jest spaczona. JAK MOGŁEM ZAPOMNIEĆ O SUPER? :< Zwracam honor, przepraszam i żałuje za grzechy :X

Czemu uparłem się na porównywanie do tej akurat marki? Bo wierzę, że Guardians of the Galaxy ma szansę na osiągnięcie podobnego stopnia kultowości. Życzyłbym mu tego, ale… ten film moich życzeń nie potrzebuje. W internecie już rządzi.

A ten obrazek z boku? By nikt się nie pieklił, że w wpisie nie ma słowa o grach. Proszę, pokemony 🙂

A teraz bądź łaskaw, przestań przeglądać internety i IDŹ NA DOBRY FILM. Tak, mam na myśli Guardians of the Galaxy. Z premedytacją wyłączyłem nawet „polecone wpisy” poniżej, by nic Ciebie od pójścia do kina nie odciągnęło. SIO!

Dalej to czytasz? W takim razie opowiem tobie suchar, który dostałem od Pawła Tkaczyka:
Wiecie jak się nazywają ochroniarze w sklepach Samsunga?
Guardians of the Galaxy!

To teraz, skoro już sprawiłem, że wam sucho, to idźcie do kina i kupcie sobie colę do seansu 🙂

 

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

12 komentarzy do "Jak było na Guardians of the Galaxy?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Marcin Jankowski
Gość

Do Star Wars (starej trylogii) bym jednak nie porownywal. Star-Prince, moze faktycznie troche podobny do Hana Solo, Grunt podobny do wlochatego kompana kapitana Sokola. Ale…to dwa odrebne filmy, tak samo dobre. Inne universum, choc Kaczor Howard pod koniec u kolekcjonora mnie rozwalil na lopatki.

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Kwestia gustu. Po jednym filmie jestem bardziej przywiązany do postaci niż po całej trylogii połączonej z toną nostalgii. Skoro tak mam, to coś jest na rzeczy.

No cóż… teraz przynajmniej Disney nie ma jak się przywalić do tego, że Kaczor narusza ich prawa autorskie 😉

Marcin Jankowski
Gość

Ja do Chewiego, chyba zawsze bede przywiazany (mowi to czlowiek, co ma wlasnie z nim koszulke na sobie). Mnie w Straznikach, chyba podobala sie najbardziej nostalgia do lat 80-tych. Podobalo mi sie tez wywazenie postaci, nie bylo przykladowo: Jestem Star Lord i jestem najwazniejszy. Az chyba siegne po komiksy. SW nadal wygrywaja designem statkow kosmicznych, mimo kostki rubika w GoG.

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Nie sięgaj. Uczeń przerósł mistrza, naśladowca pokonał pierwowzór. W komiksie Star-lord to odpowiednik „gwiezdnego gliniarza”. Do tego nie został porwany, a został „zgarnięty” przez obcych gdy pracował jako astronauta w NASA.

HELL NO.

Collected Man
Gość

Kaczor Howard to najlepszy żart Jamesa Gunna w tym filmie. Wszyscy spodziewali się sceny związanej z Avengers bądź Antmanem a tu Kaczor 🙂

Marcin Jankowski
Gość

U mnie niestety duza czesc sali nie zrozumiala. Malo kto pamieta kacze kung-fu.

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Dziwisz się? XD Trochę inna epoka 🙂

Paweł Tkaczyk
Gość

Dzięki za wspomnienie 🙂

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Emmm… nie ma za co ^^”’ Jakby nie patrzeć suchar na miejscu 🙂

Ichabod
Gość

„W sumie, jest to trochę śmieszne: jak patrzę na poprzednie filmy tego reżysera, to… aż się nie chce uwierzyć, że coś tak udanego zostało zrobione przez niego.”

Masz oficjalnie w mazak jak tylko Cie spotkam. >:(

Pozdrawiam, ichabod,
Wielki fan Slither i Super

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Ale… Lolipop. Ale…

ZARAZ? SUPER JEST JEGO?!?!!?

Już, odszczekuje :X

wpDiscuz