Dożyłem kolejnej dobrej adaptacji gry.

Jak wychodziłem na seans Detektywa Pikachu, to spodziewałem się, że będę szczęśliwy dlatego, że zobaczę sobie trochę pokemonów w realistycznej wersji. I tyle, koniec frajdy.

Plakat detektyw pikachu

Nawet nie wiecie jak bardzo lubię się czasem mylić.

Ale i tak pokemony skradły show

No, ale i tak zacznę od samych stworów.

Detektyw Pikachu pod względem wizualnym będzie, dla większości ludzi, filmem wybitnym. Wszystkie Pokemony, które występują w filmie, wyglądają tak dobrze, że trudno będzie uwierzyć, że niektóre z nich pojawiły się po raz pierwszy ponad 20 lat temu. Osoby odpowiedzialne za zaprojektowanie i późniejsze zaanimowanie realistycznych wersji tych stworów zasługują na medal, albo chociaż na podwyżkę.

Spójrzcie na tego słodkiego szczura:

Detektyw Pikachu Pikachu

Albo na tego rastaziomeczka, którego część z was nie skojarzy pewnie, bo pojawił się w późniejszych grach:

Detektyw Pikachu Ludicolo
Jakby co nazywa się on Ludicolo

Ewentualnie mój absolutny hit: Bulbasaur, który przez moją dziewczynę i kilka innych osób pozostanie do końca życia „zielonym Szczerbatkiem”:

Bulbasaur Zielony Szczerbatek
Niepodobny do Szczerbatka?

Żeby było zabawniej, to jedyny prawdziwy zgrzyt jaki w Detektywie występuje dzieje się na samym początku filmu. Lekki szczękościsk wywołany przez pierwsze minuty na całe szczęście bardzo szybko ustępuje na rzecz widoków miasta zamieszkałego przez ludzi i Pokemony.

Wizualnie ten film zwyczajnie robi widzowi dobrze. Nie ma co drążyć tematu.

Detektyw Pikachu – historia ponownie opowiedziana?

Pod względem fabularnym film jest przerażająco udaną adaptacją. Zwłaszcza, gdy myślimy tylko o tych growych.

Zwykle powstają one tak, że reżyser i scenarzysta ma tytuł gry, dwa-trzy zdania odnośnie jej z Wikipedii bądź opisu producenta a resztę napierdziela by było fajnie.

W przypadku Detektywa Pikachu jest inaczej – film użycza z gry takie ilości motywów fabularnych, że osoby, które ukończyły grę na 3DSa będą czuły się jak w domu. Jednocześnie zmiany w stosunku do pierwowzoru są na tyle znaczące, że fani raczej nie będą mieli powodów do przysypiania w sali kinowej.

Detektyw Pikachu Kawa
KOFFEE!!!

Dzięki temu udało im się stworzyć film, który pod względem historii powinien w jakimś stopniu zaskoczyć każde o nawet osobę, która wyłączyła konsolę na kwadrans przed wyjściem na salę kinową. Już za to należą się brawa w jakiejkolwiek formie.

Oczywiście osoby wyczulone na wszelkiego rodzaju klisze będą jęczeć i to bardzo głośno jęczeć, bo nie ma tutaj nic odkrywczego. Syn szuka ojca, rodzina oczywiście po przejściach, wszyscy z bagażem błędów życiowych… Ale takiemu widzowi chyba się nie dogodzi już niczym, więc trudno mi to traktować jako typową wadę.

Sprawa rozwiązana

Choćbym nie wiem jak bardzo się starał napisać coś innego o filmie na który poszedłem, to nie daję rady. Chyba dokonuje zbyt dobrej selekcji na etapie kupowania biletu do kina.

Detective Pikachu Zielony Szczerbatek
Przerwa techniczna na animowanego zielonego Szczerbatka

Jeżeli znacie Detektywa Pikachu z ekranu konsol, to powinniście iść po to, by zobaczyć bardziej emocjonującą wersję wydarzeń i popatrzeć na stwory wyglądające równie dobrze jak wasze zwierzaki domowe.
W sytuacji gdy przed zobaczeniem trailera nie mieliście bladego pojęcia o istnieniu takiej gry, to tym bardziej powinniście iść – film, zarówno pod względem wizualnym, jak i fabularnym warty jest czasu i pieniędzy poświęconych na seans filmowy.
Jeżeli cała wasza znajomość Pokemonów ogranicza do biegania za dzieciakiem, który gra w Pokemon GO, to możecie iść z nim na seans – on się ucieszy, wy zobaczycie jak te stwory wyglądają i jak Pokemon GO (bądź jego następca) będzie wyglądać za 20 lat.

Tak właściwie, to trudno jest mi wyobrazić sobie jakąś grupę, której jednoznacznie bym ten film odradzał. Chyba nie ma. W związku z tym życzę miłego seansu, czy też „smacznego” 😀

 Charizard Smacznego

Chciałem napisać coś spoilerowego na stronie 2. ale doszedłem do wniosku, że nie ma zbytnio czego. Jak zmienię zdanie/przetrawię seans, to się pochwalę.

P.S – jakby co ta poprzednia dobra adaptacja gry to był Warcraft. Ubita ziemia do pojedynków jest w komentarzach pod wpisem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *