Lista powodów przez które serial o Geralcie z Rivii może nie wypalić (tak bardzo jak chcecie).

Internet zalała fala wiedźmińskiego podekscytowania serialem współtworzonym przez Netflix. Ludzie głoszą, że czeka nas absolutny hit. Ludzie to głupcy i za wcześnie ferują wyroki.

Mads Mikkelsen Wiedźmin
Z braku lepszych materiałów, będą randomy – tutaj przykładowo wizualizacja Madsa Mikkelsena jako Geralta

Zawsze musi się pojawić jakiś buc, który będzie im mówił, czemu ich entuzjazm nie ma sensu i że mają się uspokoić. W tym odcinku serialu znanego jako „życie” tę rolę odgrywam ja.

Reżyseria to jedna wielka niewiadoma.

Tomasz Bagiński to, Tomasz Bagiński tamto.

Ludzie gdzieś się pogubili i zapomnieli, że powstające dzisiaj seriale zwykle mają kilku, a w skrajnych przypadkach kilkunastu reżyserów. Taki House of Cards miał w ich w pierwszym sezonie siedmioro, a w skali dotychczasowego serialu około dwudziestu.

Nie wiadomo ile będzie odcinków w pierwszym sezonie. Wiadomo jednak, że Tomasz Bagiński będzie reżyserem „co najmniej jednego odcinka w sezonie.” No i okej – jeden odcinek będzie dobry. A reszta?

Zresztą, przy tego typu produkcjach reżyser jest zredukowany do roli nadzorcy swojego poletka. Dlatego też o wiele ważniejsza tutaj będzie rola producentów, którzy będą czuwać nad tym, by wszystko działało dobrze i nie rozchodziło się w szwach. W tym względzie wiemy jedynie, że „producentami wykonawczymi” będą:

  • Tomasz Bagiński (Platige Image)
  • Jarosław Sawko (Platige Image)
  • Sean Daniel (Sean Daniel Company)
  • Jason Brown (Sean Daniel Company)

Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że takie stanowisko może oznaczać właściwie wszystko. Trzymanie pieczy nad procesem powstania filmu, ale jako taki brak uczestnictwa może oznaczać równie dobrze siedzenie na planie i rzucanie wymownych spojrzeń, jak i prośba do reżysera by codziennie podesłał co najmniej 20 snapów z dnia zdjęciowego.

Amerykanizacja.

Wiele osób zapytanych co jest takiego fajnego w Wiedźminie mówi, że jest to jego „słowiański urok”. Jest to pewno uproszczenie, ale każdy kto miał styczność z książkowym/growym Geraltem będzie wiedział o co chodzi.

Będzie trudno go zachować w świetle tego, że kręcony będzie po angielsku, pod dowództwem anglojęzycznych reżyserów i niemalże na pewno całość będzie grana przez takich samych aktorów.

Tomasz Bagiński i ta część załogi, która będzie bliżej zaznajomiona z materiałem źródłowym będzie miała BARDZO wiele pracy by serialowy Wiedźmin był odczuwalnie „naszym” Wiedźminem.

O typową amerykanizację pokroju „on ma w książce dwuręczny miecz, ale to wygląda do dupy – dajcie mu katanę. Katany są cool.” się nie martwię. Głównie ze względu na twórców. Chciałem tu wrzucić fotos z pierwszego serialu wiedźmińskiego, gdzie Geralt z czarną brodą walczy kataną, ale nie ma nigdzie fotosów z tego w ludzkiej jakości.

Seriale Netflixa ostatnio dostawały w dziób.

Sam fakt, że Netflix daje budżet i trzyma jako producent pieczę nad produkcją nie oznacza z automatu sukcesu, który zdominuje wszechświat.

Żeby nie szukać za daleko: ostatnie dwa seriale stworzone w koprodukcji z Marvelem nie należały do najbardziej udanych. Tak jak Luke Cage był przyjęty troszkę chłodniej od poprzedników, tak Iron Fist został uniwersalnie objechany, zarówno przez fanów, jak i krytyków „zawodowych”.

Te dwa seriale bardzo pasują mi jako przykłady, bo Wiedźmin będzie podobnych do nich – będzie od całej obsady wymagać niecodziennego podejścia, innego niż od typowych filmów akcji, czy seriali kostiumowych, czy czegokolwiek innego. Inaczej serialowemu Wiedźminowi będzie grozić utrata „esencji”, co skończyłoby się powstaniem Kolejnego Generycznego Serialu Fantasy.

CD Projekt Red nie ma ŻADNEGO związku z serialem…

Wiele opinii w internecie głosi, że skoro udało się stworzyć wspaniałą kontynuację przygód Geralta w formie dwóch gier (pierwszego Wiedźmina pomińmy, delikatnie mówiąc nie pasuje do tezy), to z serialem nie będzie problemu.

Fajna teza, ale pozbawiona sensu, skoro żadna z osób pracujących nad Wiedźminem 3 nie będzie miała przyjemności pracować przy serialu Wiedźmińskim*. Zamiast tego nad filmem będą pracować na pewno wspomniani wyżej ludzie, a wspierać ich swoją wiedzą na temat wiedźmińskiego uniwersum będzie Andrzej Sapkowski. Fakt faktem, ten pan jest burakiem, ale podejrzewam, że nie znajdzie się nikt lepszy do tej pracy.

Dlatego też, litości – nie mówcie, że „skoro wątek Krwawego Barona dali radę zrobić tak dobry, to z adaptacją książek do formy serialu też dobrze zrobią”. Bo może i dadzą radę, ale nie dlatego, że wcześniej to zrobili.

*Pomijam sytuację, kiedy ktoś z CD Projekt Red zmienił miejsce pracy. Ale pół studia do Platige Image raczej nie trafiło, więc…

..przez co serial nie ma praw do tytułu „The Witcher”.

Niby malutka bzdura, ale jeżeli nie nastąpi porozumienie między CD Projekt Red a Platige Image/Netflix, to nie powstający serial nie będzie mógł się nazywać „The Witcher”. Czemu?

Wiedźmin 3
W ramach przypomnienia – tak wygląda Wiedźmin 3

Bo CD Projekt Red ma wyłączne prawa do znaku towarowego, który tak brzmi. Może więc być tak, że na Netflix.pl serial będzie się nazywał Wiedźmin, a za granicą będzie musiał się nazywać „White Wolf” czy też inaczej. Wywoła to zamieszanie zarówno wśród fanów gier zza granicy, jak i wśród zwykłych oglądających, którzy będą słyszeć o powiązaniach z książkami i grami, a potem będą mieli trudność w powiązaniu wszystkiego ze sobą.

No dobrze, co to zmienia?

Najlepsze jest to, że nic. Ta lektura miała na celu uspokojenie waszych dzikich wyobrażeń na temat tego serialu. Przeraża mnie podekscytowanie i olbrzymie oczekiwania wobec tego serialu, kiedy nic nie zapowiada by był on pogromcą Gry O Tron, na którego internauci starają się go wylansować.

Szczerze wątpię by z serialowego Wiedźmina wyszło coś złego. Gwarantami jakości niech będzie chociażby sam Tomasz Bagiński, który jak dotąd nie dał rady zrobić czegoś złego w swojej karierze.
Oprócz tego ludzie z Sean Daniel Company mają na koncie bardzo dobry serial i, jak twierdzą krytycy, świetną adaptację książki w formie serialu „The Expanse”. Znają się więc na adaptowaniu cudzych historii do innego medium.
Wszystkiemu będzie się przyglądać Netflix, który będzie chciał zwrot z inwestycji i Andrzej Sapkowski, który prawdopodobnie bardzo dobrze pamięta poprzedni serial z Geraltem w roli głównej. Jestem bardziej niż pewien, że skoro będzie wpuszczony na plan zdjęciowy, to nie pozwoli on na powstanie kolejnego koszmarka pokroju filmu z 2001 roku i serialu z 2002.

Nie chcę jednak, by ktokolwiek czekał na bezwarunkowego zwycięzcę wszystkich możliwych serialowych nagród.
Na serial, który sprawi, że Metacritic i spółka zacznie wystawiać średnie pokroju 101/100. Ten jest wybitnie mało realny. A przy takim nastawieniu nawet naprawdę dobra produkcja będzie sprawia wrażenie byle czego. A na co to komu? Już lepiej mieć realne oczekiwania i być zaskoczonym, niż spodziewać się serialu dziejów. Bo „Wiedźmin”, Bagiński, Sapkowski i Netflix.

Dlatego też czekajmy – ale nie udawajmy, że wiemy co z tego wyjdzie.

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz