Castlevania od Netflixa – o taką adaptację nic nie robiłem!

Kiedy się dowiedziałem, że Netflix szykuje adaptację serii Castlevania, to musiałem się zainteresować. Kiedy dorobiłem się dostępu, to musiałem obejrzeć. Po tym go już miałem seans za sobą, to reakcja mogła być tylko jedna.

Castlevania 1
Trzymajcie się mocno!

Nie wiem jaka będzie wasza na serial Castlevania, ale moja jest poniżej.

Kilka słów wstępu

Serial od Netflixa jest adaptacją wiekowej (1989 rok – premiera w Japonii) gry Castlevania III: Dracula’s Curse. Na tyle, na ile to oczywiście możliwe i sensowne.

Sama historia powstania serialu jest dość kręta i długa – zaczęło się od sugestii nakręcenia pełnometrażowego filmu w 2007 roku, a potem, jakąś dziwną drogą, doszło do dzisiejszej sytuacji, jaką jest wypuszczenie czterech, około dwudziestopięciominutowych odcinków.

Oprócz tego zmieniła się (prawdopodobnie) stylistyka. Podejrzewam, że początkowym założeniem był film autorski. Netflix natomiast zaserwował nam animację w stylu typowego japońskiego Anime. Wygląda to świetnie, ale o tym za chwilę.

Piękno przelanej demonicznej posoki

Większość akcji dzieje się w kraju ogarniętym niemalże otwartą wojną przeciwko demonom. To widać i to bardzo dokładnie – tła są wykonane świetnie, zarówno w świetle dnia, jak i w mrokach katakumb.

Animacje mnie zachwyciły. Tak jak „typowe” sytuacje nie zostały doprowadzone do jakiegoś wybitnego stanu, tak wszelkiego rodzaju sceny akcji wywołują częsty opad szczęki i chęci na więcej.

Castlevania
W chwili gdy to zobaczycie, to szykujcie się na najlepszą scenę akcji w sezonie

Jeżeli chodzi wykreowanie postaci (tu było dużo do zrobienia, bo gra na NESa z 1989 roku zaszaleć nie mogła w tym zakresie), to jest dziwne połączenie sztampy i realizmu. Mamy postać poszkodowaną przez życie i innych ludzi, co wywołało zgorzknienie, wredotę, chęci do picia dużej ilości alkoholu oraz notorycznie bluzganie.
Mamy dobrotliwą, chwilami wręcz naiwną czarodziejkę.
Mamy postać, która powinna być zła, ale się zmieniła z przyczyn osobistych.
No i oczywiście jest też postać, która pokazuje, że władza wypacza, a władza absolutna wypacza absolutnie.
Sztampa, sztampa i jeszcze raz sztampa. Tylko tutaj dwa ale – dość powierzchowna i nie zakłócająca odbioru całości.

Potrafiłem w internecie znaleźć narzekania na ilość krwi, flaków, przemocy i innych tego typu. Nie ogarniam tego – demony i inne bestie z piekła rodem miałyby szerzyć śmierć i zniszczenie w sposób czysty?  Nie każdemu się to musi podobać, to fakt. Ale pisanie, że to nie pasuje tutaj, jest pozbawione sensu.
Podoba mi się również ten jeden moment, kiedy demony okazują… wdzięczność? To chyba najlepsze określenie.

Okazjonalny zgrzyt mechanizmu

Oczywiście nie mogło być tak, że Castlevania od Netflixa będzie czymś idealnym. Skoro nawet Warcraftowi, z Blizzardową manią pilnowania wszystkiego co ich jak tylko to możliwe, się nie udało, to w tym przypadku też musiało być kilka zgrzytów.

Castlevania 3
Będę strzępił twarz na błędy, tak samo jak ten demon strzępi twarz w animacji

Jest to o tyle śmieszne, że tak jak chwilę temu chwaliłem animację, tak teraz muszę się do niej przyczepić.
Synchronizacja ust z wypowiedziami ust aktorów okazjonalnie przestaje istnieć.
Tak jak główne postacie poruszają się niezwykle płynnie i „szczegółowo”, tak postaciom epizodycznym zdarza się wyglądać dość nienaturalnie. Całość sprawia takie wrażenie, jakby każda z postaci miała swój dedykowany budżet na animację i choćby zabrakło pięciu dolarów by coś wyglądało dobrze, to nikt nie mógł znaleźć drobnych w kieszeni.
W normalnej sytuacji miałbym takie przypadki gdzieś, gdyby nie kontrast jaki tworzą w porównaniu do, chociażby, scen akcji.

No i, tutaj lekki spoiler, całość się kończy w takim momencie, że człowiek sobie jedno konkretne pytanie – „GDZIE JEST DRUGI SEZON?”


Jeżeli ktoś chce obejrzeć serial Castlevania, to serdecznie polecam ten link. Jak macie opłacone Netflixa, to starczy kliknięcie. Jak nie… to kiedyś trzeba zacząć.

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz