Ktoś zamawiał piankowy miecz świetlny? (Idealny do względnie bezbolesnych pojedynków!)

Chcieliście się kiedyś bić na miecze świetlne? A może tak jak ja połamaliście jakąś plastikową tandetę w trakcie pozorowanej walki? Jeżeli tak, to LEDSaber może wam wpaść w oko.

LEDsaber. Miecz świetlny. Jedi
The Force is strong in this one!

Albo nabić wam sińca na ramieniu, jeżeli ja pierwszy dostanę to w swoje ręce. Wziumzium, ZIUM! Chop – chop!

Wytrzymałe, świecące

Wiecie jaka jest zaleta piankowej broni? Że jest wytrzymała i trudno jest zrobić komuś nią krzywdę. No, chyba że ktoś będzie uparcie chciał wykonać pchnięcie w oko. Kojarzycie te wszystkie atrapy mieczy świetlnych wyglądających jak jarzeniówka wkręcona w rękojeść? Fajnie się świecą, fajnie się nimi macha… Ale na tym fajność się kończy.

W tym momencie należy zadać sobie pytanie – czemu nikt nie próbował połączyć zalet obu tych urządzeń i stworzyć efekciarską, ale jednocześnie funkcjonalną broń treningową? Niedawno okazało się, że W KOŃCU ktoś na to wpadł. Dowodem filmik poniżej, a w jego wyniku wpis, który właśnie czytać.

Przyznajcie, wygląda świetnie.

Bajeranckie

Z przyczyn prawnych cały projekt nazywa się Calimacil Foam LEDsaber.
Słówko „lightsaber” w nazwie gadżetu mogłoby wywołać zbyt wielkie zainteresowanie ze strony koncernu Walta Disneya. No cóż, słówka słówkami, ale oczy mówią swoje.

W najbardziej wypasionej wersji od miecza świetlnego LEDsaber różni się głównie tym, że nie przecina wszystkiego jak leci. Reszta jest – efekty dźwiękowe, całkiem intensywne światło, użyteczność bojowa. Jak się przywali mocno, to zaboli. Może nie jak baseballem, ale jednak! Do tego ten wygląd. Pozwoliłem sobie skompilować wygląd wszystkich dostępnych (na ten moment) modeli LEDsaber. Na jednym zdjęciu. Viva la GIMP!

LEDSaber, treningowy miecz świetlny

Jakby ktoś się zastanawiał, to ten ostatni chcę jako prezent świąteczny. Pal licho, że przypomina bardziej katanę niż miecz świetlny.
A może dlatego mi się tak podoba? Kto wie.

Twórcy z firmy Calimacil oferują multum opcji – od piankowego miecza świetlnego bez najmniejszego śladu elektroniki, po wytrzymałą, świecącą na niemalże dowolny kolor, wydającą z siebie dźwięki niemalże żywcem wzięte z filmu replikę miecza świetlnego, którego wszelkiego rodzaju Obi-Wany, Skywalkery, czy Meetry Sulik by zazdrościły.

Chwalą się oni wyjątkowością swojego projektu – sami stworzyli półprzezroczystą odmianę pianki przepuszczającą światło. Od zera wykonali projekt czujnika ruchu i kontrolera oświetlenia ledów. Zaprojektowali, a potem wykonali rękojeści. Chciałoby się wręcz powiedzieć, że na ten moment są to „robótki ręczne”, które dopiero dzięki wsparciu ludzi mają trafić do bardziej masowej produkcji.

Przy czym, biorąc pod uwagę, że w chwili gdy to piszę zebrali oni niecałe 100 tysięcy kanadyjskich dolarów. Potrzebowali ich jedynie 50 tysięcy. A zbiórka potrwa jeszcze 12 dni i wszystko może się zdarzyć.
A plany na zagospodarowanie dodatkowych pieniędzy mają bardzo ambitne: swobodne zmienianie kolorów, więcej wzorów świecenia się ledów, modyfikowanie dźwięków miecza, czy też, jak dla mnie potencjalny hit – tryb pojedynku, w którym posiadacze dwóch mieczy walczą między sobą na punkty.
Jakby to była broń średniowieczna, to napisałbym „MAGIA!”. A tak, to jestem zmuszony napisać „MOC!”.

Drogie jak cholera

Czas na łyżkę dzięgciu.

Kogo ja oszukuje – cysterna będzie tutaj bardziej adekwatna. Dam wam teraz trzy linijki tekstu na to, byście mieli czas na zgadywanie ile taka zabawka może kosztować.
Ktoś poza mną bawił się tak, że biegał po podwórku z patykiem i lał się z innymi dzieciakami, również z patykami? Powiedzcie mi proszę, że nie jestem anomalią. Świetnie się bawiliśmy. Wszystko przez jakiś serial z rycerzami, taką fantasy wersją Power Rangers. Potem, gdy się podrosło (troszkę) zabawę się udoskonalało – wymyślało się jakieś ataki, znaki i inne dziwne rzeczy. Było fajnie.
Wyobraźnia działała na pełnych obrotach – jak gość na przeciw mówił, że leci kula ognia, to obraz się sam pojawiał nad głową. No… A tymczasem dzieciaki teraz będą mogły sobie pobiegać z pełnoprawnymi, względnie bezpiecznymi mieczami świetlnymi. TYLE RADOŚCI!

Za:

  • 130 C$ (~388 PLN) – piankowy miecz świetlny bez podświetlenia, efektów dźwiękowych i innych elektronicznych bajerów. Dostępny w kolorach czerwonym i niebieskim. Fani Mace Windu, Yody i Qui-Gon Jinna muszą radzić sobie sami.
  • 225 C$ (~672 PLN) – podświetlany przy „krawędzi” miecz w kolorze niebieskim bądź czerwonym.
  • 275 C$ (~821 PLN) – „typowy” miecz świetlny z podświetleniem całego ostrza na czerwono lub niebiesko.
  • 375 C$ (~1120 PLN) – miecz z podświetlaną „krawędzią” i możliwością regulowania koloru/wzorów na ostrzu/jasności przez Bluetooth.
  • 425 C$ (~1278 PLN) – jak powyżej, tylko podświetlony jest cały miecz.
  • 450 C$ (~1342 PLN) – wersja „full wypas” z podświetleniem krawędzi. Dodane są pełne efekty dźwiękowe przy walce. Oczywiście kolor ostrza i inne są regulowane.
  • 500 C$ (~1417 PLN) – „prawdziwy” miecz świetlny. Regulowane podświetlenie, efekty dźwiękowe i +1000 punktów lansu na dzielni.

W tej sytuacji przekonałem się jak bardzo mało zarabiam. Meh. Kit, kiedyś będę tyle zarabiam, że powiem „wyjebane, chce mieć świetlny”. I kupię. Zobaczycie!
Yhm, kogo ja oszukuje? Chyba tylko siebie 😀

Jeżeli jesteście zainteresowani to tutaj jest strona zbiórki, gdzie może zostać swoje ciężko zarobione pieniądze. 

Do następnego wpisu!

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz