Nieogarnięcia, czy oszustwa? Faile polskiego crowdfundingu.

Poniższy wpis nie będzie opowiadać o zbiórkach, które nie zebrały środków. Zacząć zbiórkę i zebrać 3% każdy potrafi. Zebrać 100%, a potem nawalać – to jest coś!

Porażki crowdfundingu
Zródło: Flickr

Zasługującego na reprymendę. I na pamięć. Głównie po to, by inni nie popełniali tych samych błędów. Bo na potrzeby wpisu przyjmujemy, że mamy do czynienia z błędami, a nie próbą odymania na gotówkę. W przypadku wszystkich opisanych niżej akcji takie wypowiedzi się zdarzały.

Nie sugeruje, że któraś z zbiórek jest próbą oszustwa, bądź czymś zbliżonym. Każda z nich jednak zapracowała na kontrowersje i padła ofiarą takich oskarżeń. Czy słusznie? Czas pokaże.

A tymczasem… na dywanik!

Źle – The Mims: Beginning

Uwaga – gra została wydana, wyszła z Early Access, została połatana i jest sobie do kupienia na Steam. Zapraszam i polecam.

Wersja skrócona historii: grupa trzech chłopaków zbierała na robioną przez siebie od zera grę indie.

O The Mims: Beginning pisałem i dużo i zwykle dobrze. Ale w tej chwili muszę udzielić im reprymendy. Niezbyt mocnej, ale jednak zasłużonej.

Chłopaki zebrali 6385 złotych na Wspieram.to i 8403 dolarów na IndieGoGo. I wzięli się do dzieła. Zaczęli pomału iść do przodu i robić swoje. Niestety, przeliczyli się – terminy podane podczas obu zbiórek okazały się być, delikatnie mówiąc, nierealistyczne. W chwili kiedy to piszę mamy 24 kwietnia 2016 roku. Według zbiórki na Wspieram.to premiera gry miała nastąpić w październiku 2013 roku. No cóż… pierwszy wspólny i w pełni samodzielny projekt. Jakoś się da radę zrozumieć. Zwłaszcza, że wspierający byli regularnie informowani.

Tak jakby – chłopaki w natłoku pracy zapominali o regularnych meldunkach odnośnie stanu pracy. Zwykle schemat wyglądał tak:
start pracy nad nową wersją -> poinformowanie ludzi -> długa (miesiąc do pół roku) przerwa w komunikacji -> poinformowanie kilka dni przed premierą wersji -> nowa wersja -> powrót do pracy i ciszy.
Za każdym razem, kiedy się robiło się cicho, to budziły się demony i nikt nie wiedział co się dzieje. Pojawiały się wątpliwości. A po co? Wystarczyło częściej informować ludzi zainteresowanych tematem. Przerwy w komunikacji długości wrzesień 2015 – luty 2016 nie pomagają.

Spokojne były jedynie osoby, które w niedokończoną (gra została przez twórców udostępniona wspierającym na Steam Early Access) produkcję ciągle grały. One widziały regularne łatki do gry. Osoby czekające na pełną wersję gry siedziały natomiast jak na szpilkach. Pomogłoby częstsze informowanie za pomocą wszystkich dostępnych kanałów komunikacji – z niezrozumiałych dla mnie przyczyn możliwość informowania wspierających przez aktualizacje na Wspieram.to nie były używane. A szkoda, bo to by w wielu przypadkach rozwiało wątpliwości. Dla osób, które miały styczność z crowdfundingiem zagranicą, strona projektu to pierwsze miejsce, gdzie się szuka informacji o przebiegu prac nad projektem.

Morał z tego taki, że nie wolno siedzieć cicho. Nawet jak się pracuje w pocie czoła, by zdążyć w ludzkim terminie. Swoją drogą – dostałem od twórców nieoficjalną datę premiery. Ale siedzę cicho, by nie wywoływać bugów z lasu.

Tragedia – Replika Smoczej zbroi z filmu „Dracula Untold”

Wersja skrócona: Othien, cosplayerka, zbierała na stworzenie repliki zbroi z jednego z najgorszych filmów o Draculi, jakie kiedykolwiek powstały. Sam pancerz natomiast był niczego sobie, więc poszedł w obroty.

Dziwne jest to, że filmik z zbiórki został wykasowany z YT

Pierwszy minus. Jakby co link nie był wzięty z powietrza, tylko z strony zbiórki na Wspieram.To

Krótki harmonogram:

  • 27 grudnia 2014 – koniec zbiórki. Sukces, zebrane 2954 złotych, potrzebne było 2600.
  • Pyrkon 2015 bądź event o zbliżonym terminie (czyli kwiecień 2015) – planowana premiera stroju
  • Dwa tygodnie po Pyrkonie 2016 – dalej brak stroju.

No dobrze… poprzednim razem dostawaliśmy powody by się nie czepiać – twórcy, mimo iż nieregularnie, to jednak coś mówili i coś dostarczali. Tutaj natomiast docierające do mnie sygnały mówiły o ciszy. Zacząłem więc szukać. Strona zbiórki na wspieram.to? Brak aktualizacji, ani edycji opisu zbiórki z nowym terminem.
To sobie pomyślałem „pewnie olała Wspieram.to i zamiast tego napisała na fanpage’u na Facebooku. W końcu to tam siedzą jej fani”. Przejrzałem więc wszystkie wpisy stamtąd. Zacząłem od 21. kwietnia 2016 roku, kiedy się zainteresowałem tematem, i poleciałem w przeszłość, aż do 27 grudnia, kiedy zakończyła się zbiórka.
Nic. Zero. Null. Nani mo. Brak najmniejszej wzmianki o opóźnieniach. To jest ten moment, kiedy ja zacząłem się zastanawiać czy to aby nie jest wałek. Postanowiłem więc zapytać się samej zainteresowanej.
Efekty rozmowy następujące:

  • przyczyny opóźnienia? Osobiste. To nie wnikałem. Każdy ma prawo do własnego życia.
  • kto wie? Ekipa Wspieram.to. „… z czego już skrupulatnie wytłumaczyłam się załodze portalu”. No cóż. Informowała, to udało mi się potwierdzić.
  • kiedy reszta się dowie?  „Wszyscy wspierający zostaną poinformowani w najbliższym czasie przez email”.
    Fanpage? Nie. Strona projektu na Wspieram.to? Nie. Mail, w który nie będą miały wglądu osoby interesujące się zbiórką? Czemu nie.
  • kiedy zobaczymy zbroję? „Zbroja zostanie ukończona do końca wakacji, przed moim wyjazdem na studia.”
  • kiedy wspierający otrzymają nagrodę? „Nagrody dotrą do końca maja.”

Zero. Null. Nani mo. Tym razem razem w charakterze oceny za komunikację.
Wyjdę na kogoś z problemami z zaufaniem, ale biorąc pod uwagę efektowny brak informacji w wcześniejszym terminie… tylko mi coś tutaj nie pasuje?

To jest niewątpliwie jedna z tych zbiórek, której trzeba się przypatrywać. W imię zasad.

Szczecińska masakra piłką do metalu – Franko 2

Wersja skrócona: twórcy kultowej gry Franko: The Crazy Revenge z 1994 roku wracają i zbierają pieniądze na zrobienie kontynuacji.

Dla wielu gra dzieciństwa. Dla lokalnych patriotów powód do dumy (zrobiona i opowiadająca o Szczecinie). Po tym jak trafiła na wspieram.to z ambitnym celem wysokości niemal trzydziestu pięciu tysięcy złotych, to szczerze wątpiłem w sukces, ale dałem swoje „trzy grosze”. A tak dokładnie to dwadzieścia złotych. Ostatecznie się udało, i 21. marca zakończyli zbiórkę. Zebrali na niej niecałe trzydzieści dziewięć tysięcy złotych.

Dema do dziś nie widziałem na oczy i tylko dzięki temu, że mam ciekawość dziesięciu normalnych osób dowiedziałem się o tym w miarę normalnym czasie. Cała reszta dowiedziała się po ponad dwóch latach, że, gra zaczęła powstawać dopiero po zbiórce, że lipiec 2014. roku jako data premiery to jakaś chora pomyłka…

Tutaj też nawaliła komunikacja. Wersja oficjalna głosi, że przez jakiś czas po zakończeniu zbiórki twórcy Franko 2 w wyniku wewnętrznych niesnasek nie mieli dostępu do oficjalnego fanpage’a gry. W tak zwanym międzyczasie Mariusz Pawlak, czyli „ten, dzięki któremu mieliśmy pierwszego Franko” zaczął na swoim profilu (na początku pod nazwą Worldsoft Dev) wrzucać informacje na temat postępów.
Na tyle na ile się orientuje, to dostęp do fanpage’a Franko 2 twórcy mają od grudnia 2015 roku. Od tamtego czasu opublikowali jeden post i okazjonalnie się odzywaj w komentarzach. 14 kwietnia obiecali „niedługo obszerniejszy materiał pytania/odpowiedzi”. W chwili kiedy to czytacie mamy 26 kwietnia.

Ludzie czekają i mają nadzieję. Bo niektórzy już dostają pełnoprawnego pierdolca. Inni zwyczajnie czekają na obiecaną im grę.

GDZIE JEST MOJE FRANKO 2? D:

„Honorowa” wzmianka – Secret Service

Wersja skrócona: ja pierdolę. Po prostu poczytajcie to, to i to.

Przyznaje się – Secret Service trafiło tutaj tylko po to by przypomnieć w jaki sposób NIE przeprowadzać zbiórki i się do niej NIE przygotowywać.

Przykład jak robić to dużo lepiej. – Kij w Dupie: Tom drugi.

Nie potrafię napisać wpisu bez pozytywnych akcentów. Dlatego też przedstawiam człowieka z powodami do dumy, którego rozwiązywanie kryzysu okołozbiórkowego powinno trafić do podręczników crowdfundingu. Przed wami… KIJ W DUPIE! A konkretnie drugi tom komiksu sieciowego z takim tytułem.

W związku z tym, że tutaj drama umarła dawno temu i w bardzo prosty sposób, to pozwolę sobie opisać pokrótce jak to było.

Ideą było zebranie kasy na wydanie komiksu. Gotówkę zebrano, do tego z olbrzymią (251% potrzebnego budżetu) nawiązką. Wszystko miało iść zgodnie z planem.

Miało. Zaczęły się opóźnienia. Komiksy trafiły do ludzi później, niż miały. Potem pojawiły się opóźnienia w dostarczaniu reszty nagród.

Nikt Konrada „Koko” Okońskiego nie wyzywał od oszustów i skurwysynów. Z bardzo prostego powodu – jak tylko coś się psuło, to informował i przepraszał. Społeczność przyjęła do wiadomości, zrozumiała i grzecznie czekał.

Bo powiedział. Nie owijał w bawełnę. „Mówił jak jest”. To naprawdę jest proste. A jakie skuteczne! Normalnie cud, miód i orzeszki 🙂


Powód, dla którego ten wpis zaistniał

Zastanawiacie się pewnie po co zgromadziłem te zbiórki w jednym miejscu.
Powodów jest kilka.

Wiadomo, człowiek uczy się na błędach. Zwykle własnych, ale zawsze można spróbować uczyć się na cudzych. Z powyższych przypadków wynika jedno – komunikacja jest najważniejsza, zarówno w trakcie, jak i po zbiórce. Ludzie potrafią wybaczyć naprawdę wiele. Ale tylko wtedy, jak wiedzą co się dzieje i czemu się dzieje. Jest szansa, że ten wpis trafi do kogoś, kto zechce swój pomysł zrealizować z pomocą crowdfundingu. I wtedy taka osoba będzie mieć jedną z najważniejszych lekcji za sobą.

Czemu akurat te zbiórki? Pomijając kryterium pt. „Niestety jest się do czego przywalić” jest jeszcze jedno – odnośnie każdego z nich otrzymałem zapytania od ludzi. Od „Jaśku, co się dzieje z tą zbroją?” w przypadku Othien po „Jebany oszuście, przez Ciebie dałem na nich pieniądze i chuja widzę, a nie grę” w przypadku Mimsów. Cóż… Teraz już znacie odpowiedzi?

Najistotniejszym powodem jest jednak coś innego – sytuacje takie jak powyżej trzeba nagłaśniać. Crowdfunding jest cudownym narzędziem, pozwalającym na realizację wielu świetnych pomysłów, które w normalnej sytuacji nie miałaby najmniejszej szansy wyjść z etapu „pobożnych życzeń”. A każda akcja, która jest w jakimkolwiek stopniu szemrana, niestety wpływa na opinię narzędzia.
Ludzie, którzy naprawdę chcą coś osiągnąć, są do tego przygotowani i potrzebują jedynie odrobinę naszej pomocy mogą tej pomocy nie otrzymać, bo ktoś kiedyś odwalił fuszerkę. Mam nadzieję, że ten wpis skłoni osoby rozmyślające jak oszukać ludzi za pomocą crowdfundingu do zaniechania. No i oczywiście mam cichą nadzieję, że inne osoby podchwycą temat i będą na swój sposób pilnować tego, by przyglądać się akcjom, które nie toczą się tak, jak powinny.

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz