ZPG – RPG Edition

Ostatnio nie mam chęci, ani weny by bawić się w komentowanie różnych, co ciekawszych rzeczy ze świata gier. A jest tego naprawdę wiele: pożegnanie domu aukcyjnego w Diablo 3, słowa Gabena Newella na LinuxConie (co w połączeniu do odliczania na stronie Steam daje ładny efekt pt. STRZEŻCIE SIĘ, STEAMOWA KONSOLA NADCHODZI), psychodeliczną sprzedaż GTA 5 i WIELE innych. A to wszystko dlatego, że gram. Ale nie bez powodu… RPG samo się nie ogarnie!

Otóż, nie tylko przed komputerem da się grać. Powiem więcej: dawna, dawno temu, gdy komputery były czymś z legend, żyły sobie gry RPG. Polegały na tym, że każdy z graczy tworzył sobie postać i później ją odgrywał. Nieważne, czy to był elf,krasnolud, mag, kapłan, paladyn, gość z cybernetyczną ręką, czy kolejna wariacja na punkcie „Mad Maxa”.

Oprócz zwyczajnych graczy był sobie taki koleś. Miał on wiele imion. Jednak najcześniej z nich było używane miano „Mistrza Gry”. To on tworzył i opowiadał historię, w której znajdowali się gracze. On był ich światem: kiedy rozmawiali z wieśniakiem, to Mistrz Gry się w niego wcielał. Kiedy któryś z graczy mówi, że podchodzi do pomnika przy drodze, to Mistrz go opisuje. Gdy postaci gracza robi krzywdę ork z wielkim toporem, to Mistrz Gry mówi jak wielka to krzywda. Tak oto wyglądały gry RPG. Potem może poświęcę na ten temat trochę więcej czasu, już jako mniej „blogowy” wpis.

Wyglądały? Pfff… Dalej wyglądają. Wbrew tego, co można by podejrzewać, to są one nadal wydawane i trzymają się dobrze. Ja osobiście, w momencie kiedy piszę te słowa oraz kilka dni wcześniej, szykowałem się do roli MG. Moim głównym problemem było wymyślenie ciekawej historii (vel rozróby) w którą mógłbym władować postacie, które u mnie grają.

W sumie, to fajnie by było, jakbym napomknął w co takiego gram. Otóż, aktualnie męczę system RPG-owy zwany Dungeons & Dragons. Fani cRPG-ów dobrze kojarzą nazwę: na bazie tego systemu powstała seria Icewind Dale. dwie części Baldur’s Gate, obie części Neverwinter Nights, Planescape: Torment, Świątynia Pierwotnego Zła i cały stos starszych tytułów, których nie dam rady wymienić nawet jakbym próbował.

No, ale wracając do mojego grania ostatnio: miało ono jasny cel. Znalezienie natchnienia do stworzenia historii. I o tym właśnie będzie ten wpis. Pamiętam, że niektóre osoby, z którymi niegdyś grałem były bardzo zdziwione, jak pomysł na zadania brałem z Sacred, „panną w opałach”  wyglądała jak dziewoja reklamująca Dungeon Siege, a główny zły miał naleciałości z smoka wawelskiego (żarł na potęgę, gracze ostatecznie go otruli). Tym razem, szukając natchnienia zacząłem skakać z gry na grę, aż do osiągnięcia skutków. Efektów nie zdradzę, JESZCZE, ale pokażę skąd można czerpać pomysły. Przerazicie się, ale może sami skorzystacie.

A, i jeszcze jedno: wybierałem gry, o których planuje, prędzej czy później, coś napisać. Strzeżcie się 🙂 I niech was nie przerażą screenshot: jaki sprzęt do grania, taka jakość screenów.

Neverwinter jest jedną z dwóch gier MMO RPG bazowanych na Dungeons and Dragons, ale jako inspiracja do historii w „klasycznej” grze RPG się nie nadaje. Ale motywy stamtąd są przaśne i rozruszały odrobinę moje neurony.

Stary dobry Dungeon Siege… gra odpowiedzialna za najdłuższy maraton bezsenności w moim życiu. Esencja biegania po lochach. Gra innowacyjna pod wieloma względami. Przykład tego, że stare może być jare nawet przy EBF (efektownym braku fabuły). Mógłbym tak pisać długo (I TO ZROBIĘ), ale dobrze: idziemy dalej!

Brutal Legend ma niewiele wspólnego z stereotypową grą RPG. Ma zbyt pokręcony świat, by dało się w niego łatwo wczuć, na zbyt pokręcony gameplay by dało się to zaklasyfikować jako zwyczajne rpg i ma Jacka Blacka jako głos, co sprawia, że (przynajmniej u mnie) występują trudności z utożsamieniem się z postacią. Ale za to się pośmiałem, a to jest też ważne w trakcie myślenia, prawda? 😀

A teraz największy brainfuck: nie wiem jakim cudem kogoś do stworzenia dobrej historii może zainspirować Cywilizacja 5. Ja jednak pobawiłem się w life-(a może RPG-)hacking i po ustawieniu wspomnianych w poprzednim wpisie modów, to… powiedzmy, że byłem świadkiem tylu dziwacznych sytuacji w grze, że musiało to we mnie obudzić uśpione pokłady kreatywności 🙂

Szukałem też pomysłu na jakiegoś NPC-a (postać, którą w grach RPG odgrywa Mistrz Gry. Takie tło), który zapadłby w pamięć i nie musiałby być przedstawiany graczom 25 razy. Próbowałem odnaleźć inspirację w Dust: An Elysian Tail, ale ostatecznie skończyło się na archeologii: wydobyłem z prastarych zapisków postać, którą swego czasu grałem i to właśnie ona stanie im na drodze. Oj, będą mieli zdruzgotane psychiki…

Dobra, to się wytłumaczyłem jakoś z mojego ostatniego niebytu. Ale co wyszło? Że przez to że gram, to nie piszę o graniu… Ojoj, tak dużo do ugrania/napisania, a tak mało czasu :X

No dobra, tyle przerośniętego ogłoszenia, w prezencie zostawię wam doprawdy zacny kawałek ścieżki dźwiękowej z gry. Ale taki naprawdę dobry, wiecie, 11/10 + znaczek jakości + aprobata szefa wszystkich szefów. Miłego słuchania i do przeczytania, następnym razem czegoś konkretniejszego! I pamiętajcie: zawsze możecie zasugerować temat następnego posta i polubić fanpage na FB by być na bieżąco z moją pisaniną 😉

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz