Nie wiem czy płakać po Expanded Universe… Że niby Star Wars przepadło?

Disney ogłosił, że wszystko co nie jest filmem kinowym ani serialem animowanym Clone Wars zostaje wyrzucone z kanonu Gwiezdnych Wojen. Cały Expanded Universe wylądował w „koszu”.  Fani krzyczą o marszu z pochodniami. Chociaż częściej pojawia się pomysł wykonania „Rozkazu 66”. A ja? Jakoś nie potrafię zacząć płakać.

Star Wars: The Force Unleashed
Powiem wam szczerze, że cieszę się, że tego pana wywalili z kanonu. Tutaj łzy są. Ale szczęścia

Pewnie jakiś wpływ na ten fakt ma to, że książki, komiksy i gry z (już) niekanonicznych Gwiezdnych Wojen dalej będą wydawane. Co prawda pod szyldem „Legendy”, ale będzie dostępne. Nie zmienia to jednak faktu, że ja (i liczne grono innych osób) niechybnie uroni łzę nad ostatecznym pozbawieniem ich marzeń o filmie kinowym na bazie gier z serii Jedi Knight, albo dziejących się w czasach Knights of The Old Republic. Nie doczekam się animowanej ekranizacji książek o admiralu Thrawnie, nie doczekam się wojny z Yuuzhan Vongami w postaci gry. Ale dalej nie jest mi smutno. Dlaczego?

Czemu Star Wars: Expanded Universe zostało wyrzucone z kanonu?

Od kiedy właścicielem LucasArts jest Disney, to wiadomym było, że Gwiezdne Wojny wrócą po raz kolejny do kin. Wyobrażmy sobie jak wyglądałby film, który musiałby trzymać się wszystkich wymysłów, które powstały w ramach Expanded Universe w ciągu ostatnich trzydziestu pięciu lat. Wyobraziliście sobie? To wam zazdroszczę, bo mi się spalił móżg. Przed stworzeniem scenariusza trzeba by poświecić setki albo tysiące godzin na badanie dziesiątek tysięcy tworów.

Tak będą wyglądać nowe wydania książek z (już nie kanonicznych) Gwiezdnych Wojen
Tak będą wyglądać nowe wydania książek z (już nie kanonicznych) Gwiezdnych Wojen

I tutaj powód, dla którego nie mogę zacząć płakać: 35 lat twórczości w ramach Expanded Universe by działało niczym smycz i kaganiec na reżysera, scenarzystę i ogólnie na całą część ekipy poświęconej tworzeniu nowej historii. Gdyby to jeszcze trzymało stabilny, wysoki poziom, to okej, płakałbym. Powiem więcej: rozpaczałbym. Ale, w ogólnym rozrachunku nie mam nad czym: znaczna część dzieł stworzonych w ramach Expanded Universe nie zasługuje na pamięć ani branie pod uwagę. W związku z tym, jedyną rzecz, jaką naprawdę mam za złe Disneyowi to jego bezwzględność: w końcu to CAŁOŚĆ trzydziestu pięciu lat twórczości pisarzy, twórców komiksów i gamedevów poszła w diabły. W tym, moim zdaniem (szykujcie blastery do rozstrzelania) lepsza od filmów kinowych linia fabularna gier z cyklu The Old Republic, która nie zawadzałaby twórcom w tworzeniu dalszej historii oraz nie odstaje od niej (chyba, że w pozytywny sposób) poziomem.

Na dłuższą metę jednak cieszę się, że EU zostało „porzucone”. Zresztą, to porzucenie zdaje się być określeniem na wyrost. Kanon, nie kanon… Czy to w jakiś sposób wpłynie na mój odbiór „Dziedzica Imperium”? Albo „Star Wars: The Old Republic”? Pfff… w poważaniu mam jak to nazwą. Dobra historia pozostanie taką, niezależnie od tego czy będzie przez jakiegoś tam ważniaka uznana za obowiązującą. Bardziej od samej „dekanonizacji” boli mnie to napisałem wyżej: nie dostanę Revana,  Kyle’a Katarna, Wielkiego Admirała Thrawna ani też Mary Jade w wersji kinowej. Jednocześnie rozumiem, że jeżeli Disney chce stworzyć coś zrozumiałego dla szerszej publiki, to musi zacząć od znanych filmów kinowych. Wzorowanie się na mało znanych (gdy pomyślimy o całej populacji, która wie czym są „Gwiezdne Wojny”) książkach im nie pomoże.

Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Epizod VII nie będzie zwykłym skokiem na kasę, tylko będzie czymś, co dotrzyma pole dotychczasowym częściom sagi. To, że film się sprzeda, to wiadomo: wystarczy zobaczyć, co się stało z Marvelem, po tym jak został on „przygarnięty” przez firmę założoną przez Walta Disneya. Ale czy będę ten film oglądał z takim zaangażowaniem, jak dawne epizody? Wygląda na to, że dożyje tego, by poznać odpowiedź na to pytanie.

Bonusik na pożegnanie: informacje o Star Wars: Epizod VII.

Znany już (znaczną?) część obsady.. Trochę znanych twarzy jest: Harrison Ford, Carrie Fisher, Mark Hamill, Anthony Daniels, Peter Mayhew, i Kenny Baker. Oprócz tego mamy trochę nowych nazwisk na scenie, John Boyega, Daisy Ridley, Adam Driver, Oscar Isaac, Andy Serkis, Domhnall Gleeson i Max von Sydow. Czyżby nowe główne postaci? Bo chyba nie chcemy oglądać o walce Harrisona Forda z chorobami wieku dojrzałego? 😉 No i oprócz tego mamy to zdjęcie.

Star Wars Episode 7 Cast
Zdjęcie trzyma klimat?

P.S Proszenie o mój adres zamieszkania w celu wysłania mi bomby/listów z pogróżkami spotka się z negatywną reakcją.

Do następnego przeczytania, mam nadzieję, że tym razem bez zbędnych przerw w „nadawaniu” 🙂

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Nie wiem czy płakać po Expanded Universe… Że niby Star Wars przepadło?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Aramandur
Gość
Myślę, że lepszym rozwiązaniem dla wszystkich byłoby „wcielenie” przez Disneya najbardziej znanych i wartościowych (KotOR <3) historii oraz postaci do oficjalnego kanonu, a całą resztę mogliby potraktować tak, jak potraktowali teraz całe EU. I nie byłoby problemu z natłokiem wątków, do tego często ze sobą sprzecznych. Co do filmu to od zapowiedzi mam mieszane uczucia. Niby jest Abrams, który jakieś doświadczenia w kwestii sci-fi zdobył przy Star Treku, jest stara obsada (no właśnie, stara, w życiu bym nie pomyślał, że zobaczę Hana Solo w tym wieku), jest Williams (imo jedyny pewny plus)… i Andy Serkis (!?). Mimo tego jakoś mi… Czytaj więcej »
Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość
To byłoby świetne rozwiązanie, jakbyś nie brali pod uwagi tego, że są fani, „fani” i FANI Gwiezdnych Wojen. Precyzując: wyobrażmy sobie, że moje marzenie się spełnia: KOTOR-y i seria Dark Forces stają się kanonem, reszta ląduje spłukana w kiblu. Disney zaczyna mieć problemy z krzykaczami, którzy mówią „Katarn to płytkie gówno, Thrawna byście zostawili!” albo „Ej, a co z młodymi bliźniakami Solo? NIE WYBACZĘ WAM”. To rozwiązanie, które zastosowało Disney ma jedną, niewątpliwą zaletę: oszczędzili czas i energię potrzebną na dokonanie wyborów, które by ich nie skazały na malkontenctwo. Ja też niezbyt wiem co myśleć. Czekam, i tyle mi pozostaje.… Czytaj więcej »
wpDiscuz