Rozumiem nauczycieli, niestety

Zmęczenie, niedocenienie i częsta pogarda uczniów. A jednak dalej uczyli. Dzięki nim wyszedłem na ludzi. Postanowiłem napisać kilka słów o swoich nauczycielach. Wtedy może łatwiej będzie zrozumieć czemu na strajk nauczycieli reaguje tak jak to robię.

Nauczyciele Królik wielkanocny Strajk
W związku z tym, że nie mam własnych zdjęć do zilustrowania tego wpisu, to ratować mnie będzie Pixabay i spółka.
Image by Gerhard Gellinger from Pixabay

Zwrotem „cholera, czemu dopiero teraz?”

Dziecko podwórka i szkoły

Jako dziecko spędzałem wśród innych dzieci (i starszych) Bardzo Dużo Czasu. Można powiedzieć, że byłem pełnoetatowym dzieckiem podwórka. Dużo graliśmy, gadaliśmy, jak to dzieciaki.

Z tą drobną różnicą, że moja okolica była… nie mogę powiedzieć, że nieciekawa – bywają gorsze miejsca od centrum Szczecina. Ale powiedzmy, że, przykładowo, posiadanie znajomego z klasy w podstawówce który palił fajki (tak na serio, nie dla lansu) było tylko troszkę nienormalne. Wywoływało nie szok, a co najwyżej uniesienie brwi.

No właśnie, przez to, że przebywałem na podwórku, to z jednej strony się dobrze bawiłem, a z drugiej byłem bombardowany „silnie umiarkowanymi” wzorcami, pokroju ziomeczków (w czwartej klasie SP) chodzących na fajki i chipsy – mieli na to nawet jakąś nazwę szyfrową, ni cholery nie pamiętam jej już. Znając moje szczęście któryś przeczyta i mi przypomni.

Plac zabaw, strajk nauczycieli i inne bzdury do dodania w
Nie miałem czegoś takiego na podwórku, ale zdjęcie mi się spodobało.
Photo by Hudson Roseboom on Unsplash

No i w kontrze do tego miałem szkołę. Moją rodzinę oczywiście też, ale w ostatecznym rozrachunku wychodzi na to, że z nimi spędzałem stosunkowo mało czasu. Więc ten wątek może wytnijmy. Zwłaszcza, że ma być o nauczycielach.

Takich jak pani Lucyna. Była wychowawczynią mojej klasy przez 3 lata podstawówki o ile mnie pamięć nie myli.
Nie besztajcie mnie, i tak mam wyśmienitą pamięć tego okresu.
No, do klasy u pani Lucyny właśnie chodziłem z masą takich gagatków jak opisane powyżej ziomeczki. Wszyscy wyrośliśmy na ludzi. Nie dlatego, że się jakoś udało. Dlatego, że pani Lucyna się starała. O ile ja byłem dość odporny na jakieś dziwne „akcje” podwórkowe (tj. sprawiałem mniej problemów niż typowy dzieciak z swojej okolicy), tak jednak było co prostować. Ze mną również zresztą

Oczywiście, potem też były problemy. W późniejszych latach zaczynałem dokazywać, robić głupie rzeczy i wtedy też mojej rodzinie przydała się pomoc w postaci ogarniętego wychowawcy, który pomagał rozwiązywać problemy, które powstawały w szkole. No i które przynosiliśmy z podwórka często. Kilka akcji było naprawdę konkretnych, podejrzewam, że jakby działy się dzisiaj, to mogłyby trafić nawet do lokalnej prasy. Mniej drastyczne było rozdzielanie bójek, rozwiązywanie problemu narąbanych samorobnym winem uczniów czy zgadywanie jakim cudem wszystkie klasy z danego rocznika odpowiedziały identycznie na sprawdzianie z matematyki.

Zresztą, nie tylko wychowawcy starali się zrobić z nas ludzi. Do dziś pamiętam jak pani Agnieszka, nauczycielka biologii, po tym usłyszała z ust czwartoklasistów kilka bluzgów skierowanych wobec dziewczyn z klasy (tak, „znak interpunkcyjny” na k też tam był) urządziła nam małe piekło w postaci serii lekcji pt. „Jestem grzecznym mężczyzną”.
Zaraz potem mieliśmy blok lekcji o dojrzewaniu, to dowiedzieliśmy się, że mężczyznami dopiero będziemy, ale zachowywać się jak takowi możemy zacząć już teraz 😀
Żeby nie było – przeklinania (przynajmniej u mnie) nie wyrugała. Ale na pewno zainspirowała mniej drastyczne i bardziej przemyślane wykorzystywanie.

Na całe szczęście nie trafiły, bo kilka osób mogłoby mieć spierdzielone życie już na start.

Ale, tak jak mówię – ciężką pracą nauczycieli, zarówno wraz z, jak i w opozycji do rodziców, udało nam się wyrosnąć na ludzi i wszyscy z mojej problemowej klasy i podwórka, o których mam jakiekolwiek pojęcie są dobrymi, „ogarniętymi” ludźmi.

Nauczyciele po nauczaniu

Niektórzy mogą uważać, że nauczyciele, których opisałem powyżej po prostu wykonywali swoją pracę. No i wiecie co? Macie rację. Tylko oni się starali by ich praca miała efekty. Zawsze mogli zachować się typowa biurokratyczna patologia – uwaga do dzienniczka, kilka słów do rodzica i fajrant.

Ale co z tymi przypadkami, które starają się zrobić coś więcej? Nauczycielom nikt nie płaci za robienie zajęć dodatkowych, ani zajęć wyrównawczych, chyba, że są one przeprowadzane w ramach obowiązkowej liczby godzin. Ale to zjawisko zwykle dramatycznie rzadkie. Oprócz tego trzeba:

  • przygotować sprawdziany (często te dodane do podręczników są takie, że lepiej jakby ich nie było)
  • sprawdzić prace pisemne (sprawdziany, rozprawki, kartkówki i inne tego typu)
  • przygotować materiały do zajęć (jeżeli chce się prowadzić chociaż trochę ciekawe lekcje)
  • bawić się w inne biurokratyczne bzdury, które pewnie zmieniły się 4648325689 razy od kiedy ostatnio gadałem o tym z jakimś nauczycielem

Kto normalny po czymś takim by jeszcze chciał siedzieć w szkole? Na całe moje szczęście tacy nauczyciele zdarzali się w moim życiu, dzięki czemu jestem jaki jestem.

RPG Nauczyciele, GTM
Wbrew pozorom ta grafika ma sens w tym wpisie.
Image by Coco Zinva from Pixabay

Pan Maciej był spoko ziomem. Nauczyciel angielskiego, który miał poważny problem z prowadzeniem lekcji dokładnie według podręcznika. Uważał, podobnie jak my, że materiał tam był często nudny. W efekcie czego na lekcji mieliśmy dużo dygresji od tematów z podręcznika, w miarę regularne ćwiczenia z rozumienia z słuchu… W sumie tutaj przystopuje. Na jego lekcjach poznałem Blind Guardiana. Na przykładzie tej piosenki:

Do dziś ulubiony zespół, uwierzycie? A to było w szkole podstawowej.

Ale okej, dobry gust muzyczny Macieja był zbiegiem okoliczności i tak właściwie nie mogę za to go chwalić. Ale za to, że mu się chciało już muszę. Po każdym sprawdzianie podchodził i omawiał błędy, jeżeli było co omawiać. Jeżeli było tego dużo, to pisał dokładnie co jest nie halo, a jak ktoś nie rozumiał, to zawsze mógł podejść i poprosić o wytłumaczenie. A jak ktoś, jak ja (musiałem) miał dobry wynik, to miał napisanego soczystego piątala na sprawdzianie, napis „You rock” albo „Good job” i czasem jakiś rysunek zrobiony na szybko długopisem. Nigdy nie zgadniecie co ile osób chciało rysunek na sprawdzianie i nagle się zajarzyło, że wystarczy się trochę pouczyć by go dostać. To serio działało.

Zresztą – Maciej nie tylko starał się w trakcie lekcji. Między nimi i po nich też się starał. Mógłbym długo opowiadać o tym jak prawie wygrał konkurs na dynię Halloweenową, albo o tym jak dziwnym trafem lepiej uczył fizyki od dedykowanego nauczyciela. Wspomnę natomiast o tym jak udało mu się zorganizować klub RPG w szkole, czym prawdopodobnie odmienił życie co najmniej kilku osób. A już na pewno kilku zaraził na stałe bakcylem. Siedzieliśmy, razem, po godzinach. W SZKOLE! Czujecie to? Z własnej woli. Do tego jeszcze woźni nas lubili, bo nie zostawialiśmy syfu w szkole.

Do tego w efekcie ubocznym ćwiczyliśmy kreatywność, uczyliśmy się wspólnego (Maciej, jako nasz dyżurny MG dbał o to by to było koniecznością) rozwiązywania problemów, a niektórzy z nas pracowali ogólnie nad tym by się otworzyć na tyle by grać. I dawali radę! Tyle dobra wynikającego z chęci do siedzenia po godzinach i spędzaniu czasu z grupą… w szczytowym momencie dziesięciu dzieciaków.

Nauczyciele tak zaangażowany jak Maciej to skarb. Ale teraz zaczyna się przypał: wiecie jak skończył? Z tego co mi wiadomo, to z mojej szkoły poleciał, bo zabrakło pieniędzy na etat, a w pierwszej kolejności żegnano „świeżaków”. W kolejnej spędził trochę czasu. Ale potem pojawiła się Unia Europejska i opcja „emigracja zarobkowa do UK”.
Kontakt z Maćkiem utrzymywałem przez długi czas. Kiedy ostatnio miałem okazję z nim pisać, to mówił, że trochę niefajnie się czuje z składaniem kartonów do wysyłek, ale że przynajmniej za to godnie płacą. Nie musiał się martwić o godne życie. Czy praca dawała satysfakcję? Niezbyt. Ale satysfakcja jest trochę mniej istotna jeżeli chodzi o przeżycie.

Zasłużony strajk

Takich nauczycieli jak pan Maciej miałem potem jeszcze wielu.
Panią Anię, w której kółku teatralnym pojawiłem się trochę z rozpędu i zostałem (na kilka mniejszych ról).
Pana Jarka, historyka którego dało się słuchać i który uświadomił nas jak bardzo można mieć przerąbane w ruskim czołgu.

Przestaje wypisywać, bo przypominam sobie tego więcej, niż jest tu miejsca.

Gdy pomyślę o tym jak bardzo moi nauczyciele mieli na mnie wpływ, to rozumiem to, że strajkują. Spójrzmy na to co się działo w ostatnim czasie:

  • porąbana, krytykowana przez nauczycieli, decyzja o posłaniu sześciolatków do szkoły, w sumie bez żadnych istotnych zmian w programach nauczania
  • jeszcze bardziej porąbana decyzja o likwidacji „na dzikim spontanie” gimnazjów. Tutaj nauczyciele też, delikatnie mówiąc, wyrażali dezaprobatę. Jak nie przeciw pomysłowi likwidacji, to przeciwko formie likwidacji
  • po rozpoczęciu rozmów odnośnie podwyżek dostali oszałamiające 5% podwyżki zarobków brutto. W rzeczywistości dało to około 3%, a przekładając na normalne sumy to wychodzi w najgorszym razie coś koło 50 złotych. Łał. Życie im się odmieni.

Ludzie, którzy kształtują społeczeństwo, którzy wykonując dobrze swoją pracę realnie zmieniają świat na lepszy (bo powiedzmy sobie szczerze – świat byłby lepszy, jakbyśmy nie byli otoczeni głupcami) zarabiają psie pieniądze, ich zdanie jest ignorowane. Już bez tego strajk byłby zrozumiały.

Ale, do kurwy nędzy, dni, a może nawet godziny po tym jak przedstawiciele związków zawodowych nauczycieli usłyszały, że w budżecie państwa nie ma na dla nich kasy, to na mównicę wyszedł „naczelny wódz” kraju i powiedział, że da 500 złotych na każdą krowę i 100 złotych na każdą świnię w gospodarstwie.

Powiem tak – trochę mi wstyd w tym momencie było za nauczycieli. Rozumiem chęci zachowania honoru i bycia ludzkim w trakcie strajku. Ale po takich nowinach powinni zwiększyć swoje żądania i zacząć strajk co najmniej od palenia oponami i dziennikami pod sejmem. Ale nie, dalej się trzymają:

  • 1000 złotych podwyżki
  • zwiększenie wydatków z budżetu państwa na oświatę
  • zmian w systemie oceny pracy nauczycieli
  • zmian w ścieżce awansu zawodowego nauczycieli – od września 2018 nauczyciele muszą pracować kilka lat dłużej by awansować
  • dymisji Anny Zalewskiej, czyli dowodu na istnienie magii – tak wiele spierdzielić w tak krótkim czasie bez magii się nie da

Tekst zacząłem pisać dzień po starcie strajku, a nauczyciele dalej nie odpuszczają. To dobrze. Mimo iż ludzie cierpią – przechowalnia dla dzieci zamknięta w końcu, więc masa osób ma zniszczone plany. Gimnazjaliści żyli w strachu, że ominą ich egzaminy. Maturzyści żyją w strachu, że nikt im nie zakończy roku szkolnego, więc nie podejdą do matury. Lepszego okresu na protest z tego co się orientuje nie było.
Rozumiem ludzi, którzy są przez to wkurzeni. Ale gniew trzeba kierować w odpowiednią stronę – nauczyciele walczą o godny byt i godną płacę za bardzo odpowiedzialną i męczącą psychicznie pracę. Swoje postulaty przedstawili dawno temu. Dali naprawdę dużo czasu na negocjacje.

Ale to aktualna „kasta rządząca” najpierw ignorowała temat, potem rzuciła kontrpropozycję w postaci ochłapów (wspomniane 5%), a ostatecznie chyba pomyślała, że ujdzie im to płazem, bo „przecież nie zaprotestują na chwilę przed egzaminem gimnazjalnym, co nie?”.

Więc kiedy będziecie się wkurwiać na to, że wasz plan dnia jest zniszczony przez dzieci w domu, to okazujcie to nie splunięciem na widok nauczyciela, a przy urnie i wyborach.
Ale przede wszystkim zapamiętajcie jedno: kiedy jest źle i wszyscy mają to w dupie, to czasem trzeba po prostu strzelić focha i zrobić strajk. Im boleśniejszy, tym skuteczniejszy. O tym wszyscy gadają, więc chyba działa.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że coś zdziała!

Potrzebny strajk

Zgodnie z sugestią dodatkowy akapit podsumowujący na szybko czemu ten strajk i ta podwyżka jest potrzebna.

Nauczyciele to gatunek wymierający – średnia wieku wśród nich wynosiła w 2018 roku 42 lata. Liczba chętnych, z powodu zarobków, jest żenująco niska. Z tego powodu obstawiam, że średnia prędzej wzrosła, niż zmalała.

Bez podwyżki zawód nauczyciela nie będzie nikogo interesował. Kasjer w Lidlu, na start, na normalnej umowie i pracy na jedną zmianę, a potem „wywalone” jest spokojnie w stanie zarobić tyle samo co nauczyciel dyplomowany. Czyli taki po kilku dobrych latach pracy i z odpowiednim wykształceniem. Powiedzmy sobie szczerze – trzeba być szaleńcem, w negatywnym bądź pozytywnym tego słowa znaczeniu, by się zatrudnić jako nauczyciel przy takich realiach.
Ale każde szaleństwo dobiega końca, jak nie z wypalenia, to z zwyczajnego pierdolca na myśl o tym, że się nie pojedzie na wakacje, bo kasy zabraknie.

Tak długo jak praca nauczyciela będzie kiepsko opłacana, tak długo jakość nauczycieli będzie dyskusyjna. Mało chętnych, mały wybór, większa szansa na to, że jakiś sadystyczny nauczyciel się prześlizgnie, przez co przy okazji kolejnego protestu znów będę czytał, że „nie, bo nauczyciele to chuje bez duszy”. Oczywiście, macie racje.
Nie ma zawodu, w którym nie znajdziecie przedstawiciela, który nie jest bezdusznym ćwokiem, któremu bardzo chętnie byście przerobili twarz na kebaba.

Oraz poza tym: odrobinę sprawiedliwości do diabła! 1700 złotych na rękę to licha kasa dla kogoś, kto kształtuje młode umysły, odpowiada za ich zdrowie w trakcie zajęć, nie ma urlopu na żądanie, musi zwykle samemu organizować materiały do szkoły i tak dalej. To jest zwyczajnie złe i żenujące. Serio nie czujecie, że coś tu nie gra jak to czytacie?
W Szczecinie są fast-foody, które oferują lepsze warunki pracy, zarówno płacowe jak i pozapłacowe.

To nie jest dobry kraj dla nauczycieli. Dla wielu innych grup zawodowych zresztą też. A bez porządnej oświaty trudno będzie to zmienić. Chociażby dlatego, że wyborcy nie będą w stanie przeprowadzić bardzo prostej selekcji negatywnej.

Pozostaje nam tylko patrzeć, czy coś się zmieni i dopilnować, by jak najszybciej uniknąć sytuacji, w której strajki będą potrzebne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *