Przygoda (tak jakby) freelancera

Zgodnie z obietnicą serwuje trochę dłuższe wyjaśnienia mojej nieobecności internetowej z kilku ostatnich dni. Jako, że wiem, że tłumaczenie się to trochę mało, to oprócz tego w prezencie załączam plany na przyszłość i „kwiatki” z pracy. Meh, a trochę tego było.

Najpierw przyczyny: pojechałem na Pyrkon. Wejściówka, przejazd w obie strony, wikt i opierunek trochę wyniosły. Świetnie się bawiłem, ale mój portfel odczuł syndrom BiU (bólu i upokorzenia).
Mogę wręcz powiedzieć, że gdy potem spojrzałem na stan swoich finansów, to obudziłem się z ręką w nocniku. No cóż, przyznaje, nie byłem przygotowany – spaliłem wcześniej trochę swoich oszczędności. Efekt końcowy? Panika, desperackie szukanie zarobku i inne tego typu.

W ramach mojego polowania na pieniądze trafiłem na stronę Freelancer.com. Ot taka zabawna strona, gdzie ludzie szukający zleceń mogą wejść, przejrzeć zlecenia, zaproponować swoją stawkę za jej wykonanie, i tak aż do szczęśliwego zakończenia jakim jest odbiór efektów pracy i opłacenie osoby, która ją wykonała.
2 godziny zajęło mi uzupełnienie profilu, „wystrzelanie” się z dostępnych dla mnie zgłoszeń do zadań i oczekiwanie na przyjęte zlecenie. I tutaj zaczyna się koszmar.
Początkowo zlecenie miało polegać na przepisaniu w ciągu 5 dni 60 zeskanowych stron tekstu, z plików GIF do zwykłych notek notatnikowych, poprawiając tylko najbardziej oczywiste błędy (takie jak znaki zapytania zamiast pierwszej litery wyrazy). Zaproponowałem stawkę, dopisałem informację, że zaczynam jak tylko dostanę informację, że zostałem wybrany do zlecenia i SRU. Kwadrans potem zacząłem ustalać szczegóły. Jak się potem okazało, kolesiowi zależało na tym, by te 60 stron zrobić w JEDEN DZIEŃ. Dobra, pośmialiśmy się z niego, popisaliśmy, zrobiłem jedną stronę by pokazać jak mi to idzie (jak się za chwilę okaże zostałem odymany) , po czym ustaliliśmy: 120 stron, 6 dni. No i dobra, podesłał mi pliki źródłowe, po czym się rozeszliśmy, w tym ja spać (całość się działa o 23:00) .

Od rana zaczęła się zabawa: okazało się, że strona „testowa” jaką robiłem miała jakoś 1/3 tekstu, co te, które dostałem w zleceniu. No cóż, to było do przewidzenia. Ostatecznie skończyło się to tak, że siedziałem po 10-12 godzin dziennie przed laptopem i przerzucałem ten tekst z zdjęć do plików TXT. Ciągła, odmóżdżająca, (bez)umysłowa praca na pewnie nie wpływała dobrze na moje samopoczucie, ani też zdrowie psychiczne. Przez kilka ostatnich dni chodziłem z miną, która by była godna Grumpy Cata i z nastrojem zaiwanionym jakiemuś seryjnemu samobójcy.

Nie wywołała to jednak sama praca: niestety, nawet najbardziej bezmyślnych czynności nie potrafię wykonywać z pominięciem mózgu. Przez to, przez ostatnie kilka dni naczytałem się takiej ilości bzdur, że dziwi mnie fakt, że jeszcze jakiekolwiek informacje do mnie dochodzą. Poniżej kilka kwiatków z skanów (jak się okazało większość tych tekstów jest ogólnodostępnych w internecie, więc nic mi się nie stanie, jak zacytuje kilka dziwnych rzeczy):

  • „Pray much, for prayer is one of the most essential duties. Without it you cannot maintain a Christian walk. It elevates, strengthens, and ennobles; it is the soul talking with God. Do not think you can cease your efforts or vigilance for a moment; you cannot.” – niektórzy amerykańscy kaznodzieje wyrażnie zapomnieli o tym, że Bóg ponoć dał ludziom wolną wolę. Meh
  •  „Harun Yahya is well-known as the author of important works disclosing the imposture of evolutionists, their invalid claims, and the dark liaisons between Darwinism and such bloody ideologies as fascism and communism. ” – potem jeszcze lista jego prac, tam 8649 książek poświęconych „wielkości Islamu”. I jako ewolucjonista czuje, że moje uczucia „religijne” (naukowe) zostały zranione, gdzie mogę to zgłosić? ^^”’
  • nie chce mi się tego znowu kopiować, ale przygody „madame d’Artagnyn” walczącej z złą „cardinales Richelieu”. BOŻE MOJE BIEDNE OCZY.

Także, wiecie… Potrzebuje czasu na odzyskanie w pełni sił umysłowych po czymś tak mało wdzięcznym i niszczącym resztki mojej psychiki. Przede wszystkim muszę pograć, poczytać, posłuchać muzyki… Ogólnie porobić coś, co nie jest przerzucaniem tekstu z jednego pliku do drugiego. No i odebrać pieniążki za zadanie.

To teraz trochę podziękowań:

  • Dwóm osobom, za pomoc z tym przeklętym zleceniem. Musiałbym się dłużej z tym męczyć, a tak to mam ten koszmar już z głowy.
  • Czterem osobom, które okazały szczodrość i rzuciły mi trochę pieniążków na Paypal. Dziękuje! BARDZO dziękuje! 😀  Odezwę się do was jakoś na dniach, bo mam do was interes 😉 Jeżeli chcecie iść w ich ślady i postawić mi kawę/hosting w ZenPudełku/przedłużenie domeny, to zapraszam tutaj.
  • Adrianowi von Zieglerowi (którego jako jedynego wiem, że mogę wymienić z imienia i nazwiska). Skubany tworzy świetną muzykę i udostępnia ją na YT. Akurat w dzień, kiedy zaczynałem pracę, udostępnił on dziesięciogodzinną składankę muzyczną. Tak, dobrze myślicie, jeden odsłuch = jeden dzień pracy.

Na koniec najważniejsze: plany na najbliższe posty, w kolejności (niemal) losowej.

  • wpis na Karnawał Graczy Blogerów. To się pojawi jakoś chwilkę po weekendzie, muszę zregenerować do końca mózg nim się za to wezmę
  • recenzja Half Minute Hero: The Second Coming. Deklaruje wstępną podjarkę
  • opis pewnego świetnego moda do Jedi Knight: Jedi Academy
  • artykuł o grze, która jest tworzona przez wszystkich, ale nie przez samych twórców.
  • Jeżeli uda mi się odessać od Diablo 3, to może coś o nim?

To by było na tyle. Ja się dość ostatnio napisałem, teraz muszę się zająć innymi rzeczami. Dlatego też… do przeczytania! 😀

P.S Osoba, która się bawi w „wolny zawód” powinna przed podpisaniem umowy na pilne zlecenie złożyć pisemne oświadczenie o nieposiadaniu zwierząt domowych. Ale to taki lekki offtop 🙂

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz