PRZEŻYŁEM! – wrażenia po Rock In Szczecin – Folk Edition

Dobra, ogarnąłem się w końcu po Rock in Szczecin, więc mogę troszkę się rozpisać. Tym razem bez jakiś fajnych obrazków, mam nadzieję, że jakoś to przeżyjecie. Za to będzie dość dużo Youtube’a. I znowu dział ogłoszeń na koniec.

Rock In Szczecin
Szczecin rockował!

Jeżeli lejecie na wszystko co nie jest związane z grami, to śmiało możecie przewinąć pierwszy fragment.

Jak było na Rock In Szczecin?

Jednym słowem? Bosko. A rozpisując się troszkę bardziej: dawno nie byłem na tak długiej i ŻYWEJ imprezie. „Folk Edition” zobowiązuje: nasłuchałem się muzyki, które na co dzień nie słucham (lubię ciężkie brzmienia, ale folkrockowe zespoły nie są standardem na mojej playliście). Zresztą, mam wrażenie, te zespoły brzmią na żywo o wiele lepiej niż na nagraniach studyjnych. Tak, wiem, wśród prawdziwych muzyków jest to raczej standard, ale w tym przypadku jest to podniesione do kwadratu. Szkoda tylko, że oberwałem z kopniaka w kolano na dobry początek imprezy, przez co pogo i inne tego typu atrakcje mnie ominęły.

Warto głównie wspomnieć o Węgrach z zespołu Dalriada, który na tej imprezie usłyszałem po raz pierwszy. No cóż, chwilę po koncercie szczerze tego pożałowałem i za pomocą Spotify naprawiam ten błąd. Do tego polując na ich muzykę dowiedziałem się, że byli oni nominowani do reprezentowania Węgier na Eurowizji w 2013 roku. Nic dziwnego, że Węgry nie mogą doczekać się zwycięstwa, jak zamiast takiego zespołu wybierają jakąś kompletną hałę 😛

Nie będę krył, że na Rock In Szczecin poszedłem głównie dla zespołu Alestorm. Nie żałuje tego w najmniejszym stopniu: mimo tego, że zaczęli oni grać po tym jak byłem już kompletnie zmechacony poprzednimi zespołami, to gdy oni się rozkręcili, to ja się nakręciłem. Ogólnie, to cały ich występ cuchnął klimatem. Osoby złośliwe informuje, że nie mam tu na myśli potu. To jak zespół się zachowywał na scenie… to trzeba zobaczyć na własne oczy, bo opisać to nie sposób. Do tego frontman zespołu postanowił na sam koniec rzucić się w publikę, przywitać się z bliska z fanami i zaprosić na afterparty, gdzie można było się z nim i resztą zespołu napić. Ja z moją lubą się nie załapaliśmy: za mało gotówki. Już wystarczająco ograbi mnie Poznań Game Arena :< A tutaj macie porcję dobrej pirackiej, folkowej muzyki.

Poznań Game Arena – The Game

Wszystko potwierdzone, na bank będę na Poznań Game Arena. Mam nocleg, wejściówka załatwiona eony temu, bilety na pociąg kupuje jutro. Czyli tym, którzy się pojawią mówię „do zobaczenia”. Tym, którzy czekają na relację mówię „do przeczytania”. I ogólnie, mam taki wstępny plan: w trakcie PGA, jeżeli czas i możliwości pozwolą, to rozruszam swoje konto na Twitterze. Jeżeli ktoś pragnie być na bieżąco, to możesz wstępnie zacząć mnie stalkować na Twitterze. Nie piszę za wiele, więc nie zawalę wam konta, obiecuje. Jakby co, to link macie tutaj

Do czasu mojego powrotu z PGA będzie obowiązywać cisza w eterze. Wiecie, studia, dom, koty… Taka sytuacja. 

Potem wszystko wróci do tzw. normy. Czyli tekstu tygodniowo jako takie małe minimum. I skoro już przy ogłoszeniach jestem, to gra Cosmic Star Heroine zebrało fundusze na to by zostać stworzona. Trzy razy hurra! z okazji tego, że mamy szansę na porządnego RPG-a na początku przyszłego roku!

Oprócz tego chciałem jeszcze się pochwalić tym, że gram w Path of Exile by się przygotować do wersji 1.0, ale mój laptop nie pozwala mi na moje plany. Tak samo zresztą jak mój dostawca internetu, który zamienił mi grę action-rpg na pokaz slajdów w Powerpoincie (200 ms opóżnienia w takiej grze to EPOKA).

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz