Pierwsze, drugie i trzecie wrażenie z Neverwinter: Shadowmantle.

Wczoraj wyszedł nowy, drugi już dodatek do Neverwinter, zatytułowany Shadowmantle. Wiadome jest to, że czekałem na niego od BARDZO dawna. Doczekałem się, dopadłem w swoje łapy i teraz mogę na szybko podzielić się wrażeniami. Ale to tak mega szybko, bo poziomy same się nie wbiją.

Neverwinter: Shadowmantle Logo, Neverwiner, MMO
Logo jest, dodatek jest, wrażenia poniżej

I uprzedzam: screeny są do kitu. Ale są!

Hunter Ranger w praktyce

Neverwinter: Shadowmantle Hunter Ranger
Shotgun snajperski w trakcie przygotowania od wystrzału

Pierwsza rzecz po zalogowaniu? Tworzę przedstawiciela nowej klasy Hunter Ranger. Obowiązkowo jest to mroczny elf z długimi białymi włosami („cześć Drizzt!”)Po rozpoczęciu gry (jpdl, ile razy ja tę planszę widziałem, to ja nie wiem :X) pozbierałem swoje klamoty, odbębniłem „na automacie” tutorial i zająłem się właściwą grą. Wiecie, wykonywanie questów, bieganie po mieście, przeglądanie dostępnych umiejętności. Tego typu pierdoły. Łącznie dałem radę pograć klasą Hunter Ranger około 1,5 godziny. Kilka pierwszych wniosków z grania w Neverwinter tą klasą postaci:

  • przez pierwsze 10 poziomów Hunter Ranger jest PRZEPAKOWANY. Jest antytezą słowa „zbalansowanie”. Potem zaczynają się pojawiać schody, głównie za sprawą podskoczenia punktów życia przeciwników
  • walka wręcz jest i długo pozostanie jedynie miłym dodatkiem do odstrzelania przeciwników za pomocą łuku. Jest niezwykle efekciarska, ale jest znacząco mniej efektywna od ostrzału maszynowego z łuku.
  • do zapamiętania: umiejętność Split Shot działa jak shotgun. Im bliżej przeciwnik jest i im mniejszy obszar ostrzeliwujemy.
  • zaliczyłem niezłe zdziwienie na widok, że Hunter Ranger walczy parą broni, które nie są koniecznie mieczykami. Jak dotąd miałem w swoich rękach dwa sztylety i parę toporków. Te ostatnie wyglądają świetnie (a będą dwa długie miecze? 😉 )

W dużym skrócie: wszystko ładnie, pięknie, przywalić się mogę w tym przypadku tylko do dwóch rzeczy: mogli popracować nad tym nieszczęsnym balansem postaci i TA KLASA POWINNA BYĆ OD POCZĄTKU W GRZE. No, tyle o łowcy

OGIEŃ!!! – czyli Master of Flame w Neverwinter.

Neverwinter: Shadowmantle Master of Flame
Zaraz komuś słońce spadnie na głowę?

Jako maniak wszystkiego co płonie nie mogłem przeboleć tego, że mag (Control Wizard) w Neverwinter nie posiadał dostępu do zaklęć ognia w dowolnej postaci. Nic tylko mróz, błyskawice i magiczne pociski. NUDA. Ja chcę z przeciwników robić ognisko. A teraz nie tyle chcę, co wręcz MOGĘ robić z nich ognisko. A to wszystko dzięki podklasie Master of Flame. Zresetowałem mojego maga na 45 poziomie, rozłożyłem umiejętności od nowa (20 minut roboty, WAAAAGH) po czym poszedłem palić i mordować przeciwników. Aktualnie są to wilkołaki, więc było co podpalać. I jak efekty zabawy?

  • W przypadku Master of The Flame rzucanie zaklęć musi być przemyślane. Przy poprzedniej podklasie można było zaklęciami dość bezmyślnie spamować, a przeciwnik padał. Tutaj też tak można, ale jak rzucimy dobre kombo, to przeciwnik padnie trzy razy szybciej
  • Porada dla już grających, czyli dobra kombinacja dla Master of The Flame: Scorching Burst, Fanning The Flame i na koniec spamujemy Chilling Cloud, by cel naszego ataku ciągle płonął. NA NIEBIESKO! 🙂
  • Granie Mistrzem Ognia ma sens tylko wtedy, jak ktoś sobie na sobie uwagę potworków. BARDZO mile widziany jest towarzysz w postaci Guardian Fightera, albo chociaż jakiś NPC z umiejętnością skupiania na sobie uwagi wroga. Inaczej nie będziemy mieli łatwo z szerzeniem masowej destrukcji

I jedna smutna uwaga na koniec: animacje ataków są przydługie. Ale w przypadku maga to chyba nie problem, w końcu on rzuca zaklęcia. Machanie mieczem może być szybkie, ale zaklęcia? To zupełnie inna para butów.

Artefakty, towarzysze i inne bzdety.

Oprócz tego w oczy rzuciło mi się kilka nowych rzeczy.

Najbardziej widocznym motywem jest wzrost wagi kompanów w wersji NPC:  oprócz pomagania nam, gdy są przywołani, to za sam fakt posiadania „gotowego do wezwania” towarzysza otrzymujemy bonusy. Jeszcze jeden powód by zbierać i kupować towarzyszy.
Oprócz tego szykuje się też przaśna minigierka, w której będziemy nabijać doświadczenie, kasę i runki swoim kompanami. Taka gra paragrafowa, jeżeli ktoś jeszcze pamięta co to jest. A jak nie pamięta, to ciocia Wikipedia chętnie pomoże.
Oprócz tego są artefakty, które nosimy ze sobą i rozwijamy karmiące je runami (których zazwyczaj więcej wypada, niż się używa). Dzięki takiej diecie dają one coraz większe bonusy i pozwalają na używanie zdolności aktywnych. Jak mi jakiś wpadnie w ręce, to będzie bardziej wylewny w tym temacie.
A, i najważniejsze: każde konto, które istniało przed wydaniem dodatku otrzymało jeden darmowy reset postaci. Przydatna rzecz, biorąc pod uwagę, że wszystkie klasy postaci w Neverwinter dorobiły się dodatkowej podklasy. Ja swój reset wykorzystałem do ogarnięcia maga 🙂

Dobra, idę AFK nim wpadnę w szał growy. Jakby ktoś chciał zagrać, to zapraszam po 18:00. Polujcie na Elkantar [email protected] Ewentualnie wypatrujcie ześwirowanego mrocznego elfa podpalającego wszystko na niebiesko, na jedno wyjdzie 🙂

 

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Pierwsze, drugie i trzecie wrażenie z Neverwinter: Shadowmantle."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Ablabla
Gość

Całe Neverwinter jest liniowe i nudne. Powtarzalne i zbyt mało zróżnicowane. Tak tak, wiem, że takie są MMO, że Foundry pozwala graczom urozmaicać grę, że pitu pitu. Ale grając w to miesiąc po wydłubaniu zakapiora na 60 poziomi zdobyciu eventowej świni – nie chce mi się w to grać.

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

No cóż, to że każde MMO takie jest, to sam napisałeś. Co w takim przypadku pozostaje? Próbować i szukać czegoś co przyciągnie na dłużej. W moim przypadku jest to Neverwinter, w twoim przypadku może to być Rift, Aion, czy inny Lord of The Rings Online 🙂

Ablablabla
Gość
Jasiek, Pograj sobie w Defiance. Osobiście mnie chwilowo urzekło. Poza tym, jest robione w czasie rzeczywistym na podstawie serialu. Znośnego serialu. I wcale nie ma wysokich wymagań, by grało się całkiem miło wizualnie. Co też jest w pewnym sensie wyznacznikiem grywalności w dzisiejszych czasach. A z tych które wymieniłeś wyżej jedynie LOTRO wystaje nieco ponad poziom. I też już tam się nadłubałem na milion sposobów… Z racji tego, że mam fazę na MMOFPS, czekam na Nether. Albo inaczej, czekam aż się zdecyduję wydać te 115 zeta na grę, której jeszcze nie odpalę -.-‚ Jak mnie namówisz, to podeślę Ci guest… Czytaj więcej »
Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

Ja tam się MMOFPS boję i za nimi nie przepadam. Chociaż powiem, że Nether bym chętnie wypróbował (jakbym miał na czym). Ale biorąc pod uwagę, że mój sprzęt do grania nie dźwignie nawet Borderlands 1, to wątpię bym szybko to wypróbował.

I tak jak ty masz fazę na MMOFPS, tak samo ja sobie wkręciłem fazę na Neverwinter. Mimo tego, iż według twojej teorii nie powinienem chcieć tego w ogóle odpalać: zobacz sobie zrzuty ekranu powyżej 😉

A tutaj dowód wkręcenia się w grę:comment image to oczywiście nie są wszystkie godziny 😉

wpDiscuz