(Które) Muzeum Gier? Ja już nie ogarniam

Piękny początek dnia. Ot, kolejny dzień, kiedy miałem mieć spokój od wszystkiego. Ale nagle z FB przyszło coś, co wywołało u mnie idealne zmieszanie. INFORMACJA O POWSTANIE MUZEUM GIER. I tu pojawia się haczyk. A tam gdzie pojawia się haczyk, tam pojawiam się ja. Bo sprawa wymaga dokładniejszego przyjrzenia się.

Muzeum Gier
Tak to wygląda w Niemczech, jak będzie wyglądać polskie Muzeum Gier?

WIEM, MAM LAGA. Ale potrzebowałem się przespać z tą całą akcją by napisać co o tym myślę.
Rozwalimy chronologię i zaczniemy od niedawnych wydarzeń: niedawno (dwa dni temu?) Arkadiusz Kamiński znany też jako Dark Archon ogłosił, że stronka ARHN.eu (której tenże jest rednaczem) będzie tworzyło wirtualne muzeum gier. Poniżej macie ten komunikat, w formie postu na FB:

Dark Archon jak zawsze pokazał dość jasno i klarownie co myśli o innych projektach podobnych do tego ogłoszonego przez swój portal. Szkoda, bo wspomniane konkurencje projekty mają prawo czuć się oskarżone. Bo jak inaczej nazwać „puste obietnice i zbędne kombinatorstwo”? Ale o tym za chwilę.

Najpierw muszę napisać jedną rzecz wprost: jako gracz, który do dziś uważa, że jego hobby jest uważane za gorsze od *tu wstaw dowolną dziedzinę kultury/popkultury* podpisuje się wszystkimi czteroma kończynami pod każdym działaniem, którego realnym skutkiem może być poprawienie opinii „szarych ludzi” o grach komputerowych. Na tej samej zasadzie popieram wirtualne Muzeum Gier, które ARHN.eu ma zamiar tworzyć „w najbliższym czasie”. Jednak, muszę w tym momencie zadeklarować dodawanie dziegciu do tej beczki z miodem.

Niewiele wiadomo, więc niewiele mogę skomentować. Ale jedną rzecz muszę od razu objechać: wirtualne muzeum gier nie pomoże zbytnio w postrzeganiu przez „laików” gier jako coś lepszego niż fabryki morderców i sposobu na spędzanie wolnego czasu niewiele lepszego od najebywania się w rowie. Większość osób, które trzeba do tego przekonywać zleje na muzeum, które nie jest fizycznym budynkiem, albo je otwarcie wyśmieje. Tak czy siak, cel nie zostanie osiągnięty w ten sposób. Jedyną rzeczą, jaką może osiągnąć stricte wirtualne przedsięwzięcie tego typu, to popularyzacja i poszerzenie wiedzy o historii gier wśród osób, które JUŻ SIĘ TYM INTERESUJĄ.

Ale powiedzmy sobie szczerze: muzeum gier na popularyzować gry. Czyli przekonywać nieprzekonanych. Dlatego wstępnie cały projekt w moich oczach jest trochę pozbawiony sensu. Takie NOPENOPENOPENOPE, NOPE, jakby to krzyczała pewna gwiazda Youtube’a.

Druga rzecz, która mnie zabolała, to ta lekko skryta wrogość wobec innego projektu, na którym ARHN.eu, mówiąc delikatnie, wzoruje się. Chodzi mi konkretnie o Muzeum Gier Wideo.

Muzeum Gier Wideo – biedna sylwetka

Projekt, którego aktualna nazwa tak brzmi jest „in progress” co najmniej  od września 2012 roku i z tego co mogę prześledzić na internetach, to ma już za sobą długą drogę od „zróbmy muzeum” do założenia oficjalnego stowarzyszenia. Po drodze odbyły się co najmniej dwie zbiórki za pomocą platform crowdfundingowych. Pierwsza odbyła się na początku tego roku, na stronie PolakPotrafi.pl i zakończyła się niepowodzeniem. Podobnie zresztą jak druga na platformie Wspieram.to.

<offtop>Pokazuje to jak małą „moc” ma aktualnie finansowanie społecznościowe w Polsce. Temat na osobny tekst jest.</offtop>

Ale okej, teraz przejdźmy do aktualnych realiów. Projekt po drugim niepowiedzeniu jest teraz w stanie uśpienia, a osoby odpowiedzialne za tą imprezę tworzą stronę Gamedium.com, która ma być połączeniem serwisu o grach z możliwością nauki języków obcych. Idea brzmi zacnie, więcej nie można powiedzieć, bo otwarte testy zaczną się dopiero w przyszłym roku, a aktualnie zamiast strony projektu straszy komunikat o zablokowaniu strony.

Nie można więc powiedzieć, że odstraszeni brakiem gotówki zapadli się pod ziemię i nic nie robią, jak sugeruje to pan Kamiński.

What does the Jasiek say?

Po tej krótkiej sylwetce muszę przejść do trybu pociskania: drogie ARHN.eu, jeżeli twierdzicie (bo głos redaktora naczelnego = głos portalu), że zorganizowanie muzeum gier jest proste, to czemu jeszcze go nie macie? Aktualnie wasze muzeum gier to ogłoszenie na stronie, że coś takiego powstaje. Zero materiałów, zero NICZEGO. Królestwo Kononowicza. Dobra, to było wredne z mojej strony, wiadomo: chcecie narobić zamieszania wokół strony, by na wieść o pierwszych konkretach serwery wam nie wyrabiały.

Inną sprawą jest fakt, że waszym celem nie jest propagowanie gier jako dziedziny sztuki, jak to zapewnia rednacz. Waszym celem jest sława i chwała z udanego przedsięwzięcia. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że prowadzicie działania zupełnie bez współpracy z osobami, które wcześniej rozpoczęły działania oraz to, że już w pierwszych informacjach na temat waszego projektu wbijacie szpilę waszej „konkurencji”. Jeżeli celem jest „dobro ogółu” (w tym przypadku graczy i ich rozrywki) to sensowną drogą jest współpraca, a nie konkurencja. Bawiąc się w własny projekt jedynie udowadniacie, że wasze intencje nie są tak czyste, jak mogłoby się wydawać.

Cel ponoć uświęca środki. Ja osobiście uważam, że jest to prawda. Jednak w tym przypadku wątpię, by korzystanie z niepowodzeń innych (ekipy Muzeum Gier Wideo), których cel jest teoretycznie ten sam co wasz (promowanie gier jako równorzędnej rozrywki i dziedziny sztuki) miało jakikolwiek sens. No, chyba, że kierują wami bardziej egoistyczne pobudki.

Żeby nie było, tak jak napisałem na początku: kibicuje obu przedsięwzięciom i jeżeli zobaczę dla siebie pole do popisu, to chętnie im pomogę. Mam tylko nadzieję, że nie będziecie żyć niepowodzeniami innych, tylko skupicie się na wykonaniu obranych przez was za cel misji. A marzenia o wielkim wspólnym dziele idę spuścić w klozecie. Na podstawie takiego startu pozwolę sobie przestać w nie wierzyć. A szkoda, bo współpraca pozwala tworzyć rzeczy piękne…

15 myśli na temat “(Które) Muzeum Gier? Ja już nie ogarniam”

  1. Muzeum Gier nigdy nie powstanie jako prywatna inicjatywa z bardzo prostego powodu – nikogo to nie interesuje. Żeby utrzymać takie przedsięwzięcie to trzeba mieć kasę, a kasę w głównej mierze z biletów. Biorąc pod uwagę zainteresowanie Polaków muzeami to Muzeum Gier nie zarobi nawet na sprzątaczkę.

    1. Nie powstanie dzisiaj, ani nie powstanie jutro. To akurat jest pewne, bo potencjalni zainteresowani jeszcze nie istnieją. No i wiesz, kuriozalnie od lat wzrasta (powoli) zainteresowanie muzeami. A takie specjalistyczne, do tego wyłamujące się z schematów (bo będzie można grać) może liczyć na zainteresowanie typowe dla wszystkiego co jest NOWE i INNE.

  2. Dziękuję za otwierający oczy post. Porusza wiele aspektów z którymi faktycznie będziemy się musieli zmierzyć.

    …ale również pare innych bez podłoża w rzeczywistosci.
    W odpowiedzi postaram się być możliwie transparentnym i z przyjemnością odpowiem na dalsze pytania lub takie, które przypadkowo pominąłem. Zanim jednak przejdziemy do tego w jaki sposób doszło do stworzenia konceptu „naszego” muzeum, muszę zacząć od krótkiego wstępu, który powinny wyjaśnić niejasności drugiej części felietonu.

    W 2012 pojawił się skromny projekt Muzeum Gier Wideo. Właściciele chcieli zebrać 20 000 złotych za pomocą serwisu Polak Potrafi. Rzecz w tym, że strona projektu była niezwykle niejasna, więc przed wsparciem akcji zadałem kilka pytań na temat tego na co środki pójdą, jaką osobowość prawną będzie miało przedsięwzięcie i tak dalej. Okazało się, że autorzy byli bardzo niechętni do udzielenia jakichkolwiek odpowiedzi. Od tego czasu jestem wrogiem publicznym numer jeden, a pan Damaszke, autor serwisu atakuje mnie otwarcie przy każdej możliwej okazji zawsze sprawnie unikając odpowiedzi na jakiwkolwiek zadawane mu pytania. W dodatku okazało się, że mają zerową wiedzę na temat sprzętu, który chcą katalogować i bardzo nieprofesjonalne podejście w wielu innych aspektach tego, jakby nie było, obiektu kulturowego. To właśnie w tym kontekście padły słowa twórcy owego projektu: „Jeśli sądzisz, że takie muzeum to prosty projekt i zrobiłbyś to lepiej, to do dzieła!” Agresywna forma mojego Facebookowego posta była wyłącznie odpowiedzią na równie agresywne posty tworzone w moim kierunku.

    Chciałem naprostować sprawę i umówić się na rozmowę na prostych zasadach: ja zadam pytania, które chcę zadać i otrzymam na nie odpowiedź. Twórcy muzeum nie zgodzili się na takie warunki.

    Próbowałem również, anonimowo zadać pytania za pomocą oficjalnego kanału ask.fm, ale te nigdy nie doczekały się publikacji.

    Przykład takiej dyskusji w której postuluję o odpowiedź na kilka prostych pytań znajduje się tutaj:
    https://www.facebook.com/Panrysownikrysuje/posts/10201864645767526

    Dlaczego chcemy otworzyć wirtualne muzeum?
    Bo możemy. Mamy środki, mamy dziesiątki jeśli nie setki eksponatów, mamy sprzęt i technologię potrzebną do jego utworzenia. Popularyzacja gier wideo nie jest celem samym w sobie. Moim głównym celem jest profesjonalne zarchiwizowanie informacji na temat tych urządzeń na sposoby, które w tym momencie nie są dostępne nigdzie w internecie. Myślę, że strona pierwszego eksponatu, która zadebiutuje po nowym roku rozwieje wątpliwości na temat tego co rozumiem przez „wirtualne muzeum gier”.

    Dlaczego jeszcze tego nie zrobiliśmy?
    Bo to projekt czasochłonny. Jego realizacja będzie wymagała czasu. Ponieważ nie jest to mój główny projekt, a w dodatku planuję go realizować nieodpłatnie, nie spodziewam się, by został ukończony prędko. Planuję za to uzupełniać go systematycznie i stopniowo. arhn.eu to nie mój „zawód”. To moje hobby za które nikt mi nie płaci, które nie zarabia i które pochłania duże zasoby mojej gotówki.

    Dlaczego reklamujemy go już teraz?
    Nie reklamujemy. Nie pojawiła się oficjalna zapowiedź projektu. Zapostowałem wyłącznie pojedynczą informację na swoim prywatnym profilu Facebookowym.

    Dlaczego moim zdaniem poprzedni projekt Muzeum nie spełnił swoich założeń?
    Chociażby dlatego, że do tej pory nie wiem co stało się z przekazanymi muzeum przedmiotami w tym wartymi grubą gotówkę devkitami. To nie jest tak, że jestem przeciwko ambitnym planom dla zasady. I nie wiem gdzie jest problem w komunikacji, ale śmierdzi mi to strasznym manipulatorstwem.

    W 2012 Muzeum zbierało pieniądze na uruchomienie strony http://www... ale dziwnym zbiegiem okoliczności nawet największe media pisały, że zbiórka jest na stworzenie fizycznego muzeum gier we Wrocławiu. Sam skonfrontowany z informacją o tym, że takie muzeum powstaje (my również otrzymaliśmy prośbę opublikowania) musiałem wygrzebywać fakty prosto ze strony zbiórki, żeby dojść do konkretów.

    „Inną sprawą jest fakt, że waszym celem nie jest propagowanie gier jako dziedziny sztuki, jak to zapewnia rednacz. Waszym celem jest sława i chwała z udanego przedsięwzięcia.” – dziwne sformułowanie. Nie jestem nawet pewien czy pejoratywne, a w dodatku nie podparte żadnymi faktami. Dlaczego nie współpracujemy z „Muzeum Gier Wideo” już wyjaśniłem. Nie chciałem tworzyć własnego muzeum, chciałem wesprzeć inicjatywę własnym sprzętem i funduszami. Okazało się, że chciałem wiedzieć „za dużo”.
    Szczegóły współpracy z zagranicznymi partnerami ogłosimy, gdy przyjdzie na to kolej. Nie wiem skąd pomysł, że wszystko planuję robić sam tylko dlatego, że nie pracuję z ludźmi, którzy nie chcą ze mną pracować.

    Pozdrawiam i mam nadzieję, że mój post rozwiał trochę wątpliwości. 🙂

    1. Eseiszcze :X Faktycznie rozjaśnia i wymusza wykopaliska informacyjne z mojej strony.
      I polecam się na przyszłość.
      Co do pejoratywnej końcówki: wyszło brutalniej niż miało, to przyznaje i za to przepraszam. Jest to opis wrażeń na podstawie niepełnej informacji. I byłbym bardzo dźwięczny za jakieś konkretne przykłady unikania dzielenia się informacjami z chętnymi do pomocy (czyli Tobą), najlepiej drogą mailową.
      Proszę o to już teraz, bo wiem, że mnie ta prośba nie ominie, jak mam opisać prawdę, a nie wypaczoną rzeczywistość.

    2. >Dlaczego reklamujemy go już teraz? Nie reklamujemy. Nie pojawiła się oficjalna zapowiedź projektu. Zapostowałem wyłącznie >pojedynczą informację na swoim prywatnym profilu Facebookowym.

      Chciałeś chyba powiedzieć o publicznym profilu Facebookowym. Gdyby był prywatny to nikt poza twoimi znajomymi by go nie zobaczył.

      1. Semantyka. Miałem przez to na myśli „mój osobisty profil nie profil serwisu”. W żaden sposób nie zmienia to wydźwięku tego co napisałem powyżej.

  3. Zgadzam się ze słowami autora artykułu. Szkoda, że zamiast współpracy są same kłótnie i nieporozumienia. Obie strony łączy pasja do gier i spora wiedza na ich temat. Niestety jedna strona jest bardzo znana i doświadczona (i nie ukrywam w mojej opinii strasznie przemądrzała… no cóż bywa), a druga nie jest znana, uczy się na błędach i niestety nie ma takiego wsparcia finansowego. Szkoda, że obie grupy nie mogą połączyć sił i stworzyć coś razem. Obserwuję od dawna projekt MGW i widzę, że cały czas robią postępy i mają sporą grupę oddanych fanów, którzy wspierają projekt. Na pewno coś z tego wyjdzie i mocno im kibicuję.

  4. Witam!

    Jako jedna z
    osób realizujących projekt Muzeum Gier Wideo, w odpowiedzi na wiadomość zamieszczoną
    tutaj przez p. Kamińskiego, pozwolę sobie również skomentować zaistniałą sytuację.

    Zatem
    zapraszam do zagłębienia się w historię: projekt MGW swoje początki ma w
    pomyśle Krzysztofa Damaszke, który to postanowił zbudować stronę wirtualnego „muzeum
    gier komputerowych” i to właśnie tego
    dotyczyła pierwsza zbiórka pieniędzy na platformie „Polak Potrafi”. Z mojej perspektywy, Krzysztof nie miał
    wówczas sprecyzowanych wielu rzeczy, bo działał w pojedynkę, czego efekt był
    jasny i łatwy do przewidzenia: fiasko. To jak porwać się z motyką na słońce. Informacje na starej stronie internetowej też pozostawiały wiele do życzenia. Ale cóż złego jest w tym, że ktoś próbuje zrealizować swój pomysł za pomocą crowdfundingu? Zupełnie nic.
    Niemniej jednak Krzysztofnie porzucił swych planów, założył fanpage na Facebooku i za jego pomocą werbował ludzi, którzy byliby chętni do pomocy w zrealizowaniu szczytnej idei, jaką byłoby coś większego i lepszego od małego projektu wirtualnego muzeum. To właśnie w tym momencie rodzi się pomysł na muzeum z prawdziwego zdarzenia (styczeń 2013) .
    Idea utopijna, bo w polskich warunkach bardzo ciężka do realizacji. Kiedy zgłosiłam się do pomocy wiedziałam, że to wszystko będzie wymagało dużego nakładu czasu i energii, bo łatwo od tak krzyknąć „hej, zbudujemy muzeum! Będzie fajnie!”, ale zbudować markę, zdobyć zaufanie, założyć stowarzyszenie, napisać biznesplan i finalnie pozyskać inwestorów – to niełatwa sprawa, a droga do celu nie jest usłana różami. Krzysztof działał sam, bez odpowiednio wiedzy i doświadczenia, uzbrojony jedynie w swój pomysł.
    Odkąd ekipa MGW poszerzyła się do 6 osób wiele się zmieniło. Czyż to nie wspaniałe, że ludzie rozsiani po całej Polsce są połączeni wspólnym celem? Bo niemalże każdy z nas pochodzi z innej części kraju. Za nami wiele rozmów i burz mózgów, pomysłów przyjętych i odrzuconych, dywagacji nad formami prawnymi i ogólną refleksją nad wizją całego przedsięwziecia. Spontanicznie postanowiliśmy wcielać swój plan w życie jak najszybciej, stąd stowarzyszenie.
    Prosiliśmy o pomoc ludzi dobrej woli, bo uznaliśmy, że jest wiele osób takich jak my, które to mają stare sprzęty, a nie używają ich od dawna. Zapytać nie zaszkodzi, czy są jeszcze potrzebne, czy ktoś nie zechciałby nam ich przekazać na rzecz powstającego muzeum. Udało się zdobyć ich całkiem sporo. Kolekcja zaczęła się powiększać, zaczęło przybywać patronów medialnych i wiele osób życzyło nam powodzenia, zgłosiło się także dużo wolontariuszy. Z tak mocno zaszczepioną energią do dalszej pracy, postanowiliśmy spróbować zrealizować plan na platformie „Wspieram.to”.
    I tutaj od razu nadmienię, że jedyne co łączy te dwie zbiórki – z polakpotrafi.pl
    i wspieram.to, to osoba Krzysztofa Damaszke. Bo tak naprawdę pierwsza zbiórka nie ma wiele wspólnego z tą drugą, a przynajmniej ja, jako osoba, która
    dołączyła do ekipy później, zupełnie się z nią nie identyfikuję. Akcja na
    wspieram.to zakończyła się – jak wszyscy wiemy – porażką. Dało nam to jedynie do myślenia, że być może nie tędy droga. Być może za szybko chcieliśmy efektów. Od tamtej pory pracujemy w innym trybie i dokładniej planujemy kolejne posunięcia.
    Kilkakrotnie braliśmy udział w spotkaniu dla Graczy „Pog( R ) adajmy” w
    Warszawie, gdzie zaprezentowałam naszą ideę i plany na przyszłość. To samo
    miało miejsce także na Zjeździe Twórców Gier, organizowanym w ramach Poznań
    Game Arena 2013, gdzie odbył się panel dot. MGW. Pozyskaliśmy wiele kontaktów i
    spotykamy się z ciepłym odbiorem naszej ciężkiej pracy. Czy muszę podkreślać,
    że każdy z nas robi to wolontaryjnie? Po pracy czy też po dniu spędzonym na
    uczelni znajdujemy czas na to, aby pracować nad powstaniem pierwszego w Polsce
    Muzeum Gier Wideo. Pieniądze pieniędzmi, finansowanie takich placówek jakimi są
    muzea rządzą się swoimi prawami i wiemy jak to działa, stąd nie rozumiem teori
    p. Kamińskiego, jakobyśmy nie wiedzieli co robimy. A co robimy teraz? Nadal
    pozyskujemy sprzęt (przyjmujemy darowane konsole oraz skupujemy na własną rękę
    za własne (!) pieniądze) i kolekcjonujemy ekspotnaty, które bezpiecznie czekają
    na swoją „premierę”, a ta odbędzie się już niebawem, bo w styczniu 2014 roku,
    gdzie MGW zaprezentuje je w jednej z wrocławskich szkół w ramach pomocy w
    realizacji „Dni Gier Wideo”. Projekt MGW nie zwolnił, wręcz przeciwnie. Portal
    Gamedium.com ma pomóc w jego realizacji, owszem, i na jego tworzeniu skupia się
    kilkanaście osób, a do „opieki” nad MGW
    samym w sobie jest przydzielone kilka osób, w tym ja. Wizyty u radców prawnych,
    starania o dotacje unijne i biznesplan same się w końcu nie odhaczą 😉

    Koniec historii.

    A teraz konkrety:

    Na samym początku chciałabym poruszyć kwestię, o której p.
    Kamiński pisze w ten sposób: „Chciałem naprostować sprawę i umówić się na
    rozmowę na prostych zasadach: ja zadam pytania, które chcę zadać i otrzymam na
    nie odpowiedź. Twórcy muzeum nie zgodzili się na takie warunki.” Zupełnie
    się z tym nie zgadzam, ponieważ to ze mną p. Kamiński się umawiał na tę rozmowę
    i z mojej perspektywy wygląda to mniej drastycznie. Na dowód tego załączam link
    do screena: http://sztukateria.boo.pl/IMG/SCREEN2.jpg; Jak
    widać, wyciągnęłam rękę i chciałam porozmawiać, spokojnie poruszyć temat i
    wyjaśnić drażniące p. Kamińskiego kwestie. Odpowiedzi na swoją propozycję nie
    uzyskałam. Co więcej, gdyby p. Kamiński zechciał z nami porozmawiać, to uczynić
    mógł to podczas Poznań Game Arena, gdzie był obecny tak samo jak i my, o czym
    dowiedziałam się z mediów społecznościowych już po fakcie. Zaś naszej obecności
    tam p. Kamiński powinien być świadomy ze względu na to, iż widnieliśmy jako
    patroni Zjazdu Twórców Gier, gdzie – jak już wspomniałam – przygotowaliśmy
    prezentację MGW (całogodzinny panel!).

    Kwestia nr 2.: Proszę sobie zerknąć na kanał ask.fm, odpowiedzi na
    pytania istotne dla projektu są udzielone. Nie odpowiedzieliśmy jedynie na
    jedno pytanie. Zakładam, że to właśnie ono jest dzieckiem p. Kamińskiego i
    dotyczy ono dokumentów stowarzyszenia i współpracy z muzeum z Katowic. Panie
    Arkadiuszu, upubliczniać dokumentów w Internecie na ten moment nie zamierzamy.
    Jeżeli naprawdę interesuje Pana nasza
    „papierologia” jesteśmy ją w stanie udostępnić na gruncie prywatnym, w
    razie prawdziwych chęci zapraszam na spotkanie.

    Kwestia nr 3.: Mieszanie projektu „Muzeum Gier Komputerowych” Krzysztofa
    Damaszke, czyli praidei MGW z dzisiejszym muzeum mija się z celem. Dlatego wspominając
    o nim proszę nie mówić „właściciele” , „autorzy” etc, bo Krzysztof nie
    występuje w liczbie mnogiej 😉 Zaś pytania, które wówczas skierował do Krzysztofa Damaszke p. Kamiński
    były odzwierciedleniem braku zaznajomienia się z projektem, dlatego w
    odpowiedzi otrzymał on od Krzysztofa opis projektu (z pewnością niezbyt
    profesjonalny, ale jednak).

    Link: http://sztukateria.boo.pl/IMG/SCREEN1.png

    Kwestia nr 4.: „a pan Damaszke,
    autor serwisu atakuje mnie otwarcie przy każdej możliwej okazji zawsze sprawnie
    unikając odpowiedzi na jakiwkolwiek zadawane mu pytania.”

    Naprawdę?
    Przytaczanie po raz kolejny rozmowy na kanale użytkownika Panrysownikrysuje
    jest już zwyczajnie śmieszne, bo to jedyna rzecz, którą broni się p. Kamiński.
    Zaatakowano nas, w większości bezpodstawnymi oskarżeniami. Jedynym atakiem ze
    strony Krzysztofa było nazwanie p. Kamińskiego „hejterem”, co w rzeczywistości było
    zwykłą obroną przed człowiekiem, który już wcześniej źle pisał o projekcie, a
    opinię o nim wyrobił sobie na wyimaginowanych dowodach naszej niekompetencji
    przy projekcie MGW (swoją drogą mnie również mocno zbulwersowała cała ta szopka
    konwersacyjna, mea culpa jeżeli kogokolwiek uraziłam, ale jesteśmy tylko
    ludźmi. Bo kiedy czyta się takie a nie inne rzeczy na temat swojej ciężkiej
    pracy to naprawdę nie jest przyjemne uczucie).

    Dla
    zobrazowania niechęci p. Kamińskiego do naszego projektu dodaję tu jeszcze komentarz
    pod postem informującym o zbiórce sprzętu dla MGW na fanpage „Nie piracę gram na oryginałach”:

    10 lipca 2013 – „Arkadiusz Kamiński: Po tylu porażkach, wtopach i nieudanych
    próbach uzbierania pieniędzy na ich „stronę internetową”, wy to nadal
    wspieracie? ”

    Udzieliliśmy kulturalnej odpowiedzi:

    „Muzeum Gier Komputerowych w Polsce: Tylu porażkach? Jedna nieudana próba… Bywa

    A wtopy? Masz na myśli tą z nazwą? To kwestia sporna, zresztą nawet bardzo duże
    projekty często zaliczają małe wpadki. Jak dobrze pamiętam, od samego początku
    byłeś na nie

    Nie zawsze wszystko idzie idealnie, nie mamy pleców w postaci kasiastych
    sponsorów, więc jest trudniej Uczymy
    się na błędach i wcale nie ukrywamy wpadek. Może kiedyś zmienisz zdanie.
    Pozdrawiamy Ekipa MGW.”

    Dalszego
    rozwoju dyskusji nie doczekaliśmy.

    Kwestia nr
    5.: „W dodatku okazało się, że mają zerową wiedzę na temat sprzętu, który
    chcą katalogować i bardzo nieprofesjonalne podejście w wielu innych aspektach
    tego, jakby nie było, obiektu kulturowego.” Łatwo zrobić z igły widły,
    bo zakładam, że chodzi tu o dyskujsję, która pojawiła się pod postem na jednym fanpageu,
    gdzie wspomniano o
    projekcie MGW. Krzysztof Damaszke napisał tam, że posiada „rosyjskie gierki”.
    Długo nie trzeba było czekać na post pana Kamińskiego, w którym stwierdził on, jak
    dobrze pamiętam, iż ekipa MGW nie ma wiedzy o sprzęcie. Jednak nie da się
    ukryć, że gierki będące klonami Game&Watch były w Polsce nazywane rosyjskimi
    lub radzieckimi. Dajcie spokój, przecież to tylko wpis na portalu społecznościowym,
    a nie wpis do encyklopedii – każdy używa wygodnego mu nazewnictwa, z resztą i
    tak każdy wiedział o co chodzi.

    Kwestia nr 6.: Żadna z konsol, akcesoriów
    czy nawet okablowania nie zostanie nikomu odsprzedana! Krzysztof Damaszke
    ponosi pełną odpowiedzialność za sprzęt, który został przekazany dla MGW.
    Sprzęt jest wyczyszczony i odpowiednio przechowywany w prywatnym pomieszczeniu
    do czasu pierwszej wystawy. W styczniu pojawi się również nowa strona MGW, a na
    niej galeria wszystkich naszych eksponatów.

    Nadal
    coś śmierdzi?

    Konkluzja:
    Do dnia dzisiejszego p. Kamiński nie przytoczył żadnych wiarygodnych dowodów
    naszej niewiedzy, niekompetencji bądź nieuczciwych zamiarów, za to stara się uprzykrzyć
    nam życie. My jednak nie zrezygnujemy z projektu MGW i zrobimy wszystko aby
    został zrealizowany, bo robimy to z pasji i przede wszystkim
    dla ludzi którzy w nas wierzą i aktywnie wspierają! Na sam koniec odsyłam p.
    Kamińskiego do lektury ostatniego numeru magazynu GRAMY!, dla którego to
    udzieliłam wywiadu i wytłumaczyłam wiele kwestii.

    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Jestem wniebowzięty! NARESZCIE! NARESZCIE słyszę wyjaśnienia! Odpowiedzi! Tylko dlaczego, żeby je otrzymać trzeba robić wielką aferę? Dlaczego takiego wyjaśnienia nie mogłem dostać bezpośrednio od Państwa, gdy chciałem dokonać wpłaty?

      Oczywiście nie ze wszystkim jestem w stanie się zgodzić, szczególnie w kwestiach typowo prywatnych (postowanie wyrwanych z kontekstu fragmentów konwersacji nie jest fajne. Dlaczego brakuje na przykład informacji o tym, że to państwo nie zgodzili się na wywiad na który umawialiśmy się pierwotnie?). Ale nie o prywatę powinno tu chodzić.

      Całe nieporozumienie wynika z tego, że moim zdaniem, gdy zbiera się publicznie takie kwoty, należy być możliwie transparentnym. W momencie gdy zadaję proste pytanie i jestem zbywany, to jak mam się czuć? Nie mam obowiązku bezkrytycznie przyjmować wszystkiego, tym bardziej w sytuacji, gdy w grę miały wchodzić moje pieniądze.
      W moim odczuciu nikt nie zrobił NIC żeby upewnić mnie, że gotówka pójdzie na coś sensownego.

      Moim zdaniem zbieranie gotówki, gdy nie ma się ani muzeum, ani nawet eksponatów jest po prostu niedorzeczne. Kto otwiera muzeum myśląc: nie mam mumii, sarkofagów, ani lokacji, ale zrobię sobie muzeum egipskie?
      Potem zobaczyłem listę eksponatów, które muzeum chciało kupić i zauważyłem, że lista dotyczy praktycznie każdej większej niecurrent-genowej konsoli. Co oznacza, że organizator nie miał w swojej kolekcji ani jednej konsoli. Innymi słowy, projekt zaczynał się od całkowitego NICZEGO i to miało jakimś cudem zmienić 20 albo 30 K złotych. I to właśnie poddałem pierwotnie w wątpliwość.

      Moim zdaniem teraźniejsza forma projektu – najpierw coś pokażmy, potem o coś prośmy – ma zdecydowanie lepszą przyszłość. Wbrew pozorom kibicuję przedsięwzięciu. Gdybym miał je gdzieś nie reagowałbym w temacie tak emocjonalnie.

      Mówię to tu, teraz, publicznie, z ręką na sercu: Jeżeli zobaczę, że projekt faktycznie ma szansę na zrealizowanie, to będę pierwszą osobą do przekazania znaczącej dotacji na jego rozwój.

      Tylko… wciąż nie mogą oprzeć się wrażeniu, że coś tu jest nie tak. 4 miesiące temu czytaliśmy, że do końca października muzeum i stowarzyszenia zostaną oficjalnie zarejestrowane. Czemu do dziś brak na ten temat informacji? Wydawało mi się, że stowarzyszenia powinny legitymować się numerem KRS… ale nie potrafię się go nigdzie doszukać. Minął rok od pierwszej zbiórki, a PODSTAWOWE formalności zalegalizowania działalności wciąż nie zostały dopięte. A jeśli zostały, to dlaczego nie podano tego do publicznej wiadomości?

      O to mi się rozchodzi. Strona muzeum jest martwa, Facebooka zdominowały „śmieszne” screenshoty z gier. Zbiórka zakończyła się niepowodzeniem i od tego momentu informacji na temat przyszłości projektu jest zero. O tym co dzieje się teraz z czymkolwiek dowiedziałem się teraz z pani posta!

      I nie mogę być w tym przekonaniu sam! Fakt, że zbiórka mimo gigantycznej prasowej pompy zakończyła się druzgocącą klęską nie wynika z niczego. Moim zdaniem ludzie są nieufni, bo obiecuje się im gruszki na wierzbie.

      I oczywiście, wiedziałem, że są Państwo na PGA. Ale ja naprawdę nie chcę państwu wchodzić w drogę i przeszkadzać. Nie jestem hejterem, nie chcę chodzić za państwem i bruździć. Ja po prostu liczę na to, że odbiorców będziecie państwo traktować jak KONTRAHENTÓW.

  5. Witam!

    Jako jedna z
    osób realizujących projekt Muzeum Gier Wideo, w odpowiedzi na wiadomość
    zamieszczoną tutaj przez p. Kamińskiego, pozwolę sobie również skomentować zaistniałą sytuację.

    Zatem
    zapraszam do zagłębienia się w historię: projekt MGW swoje początki ma w
    pomyśle Krzysztofa Damaszke, który to postanowił zbudować stronę wirtualnego
    „muzeum gier komputerowych” i to właśnie
    tego dotyczyła pierwsza zbiórka pieniędzy na platformie „Polak Potrafi”. Z mojej perspektywy, Krzysztof nie miał
    wówczas sprecyzowanych wielu rzeczy, bo działał w pojedynkę, czego efekt był
    jasny i łatwy do przewidzenia: fiasko. To jak porwać się z motyką na słońce. Informacje
    na starej stronie internetowej też pozostawiały wiele do życzenia. Ale cóż złego
    jest w tym, że ktoś próbuje zrealizować swój pomysł za pomocą crowdfundingu?
    Zupełnie nic. Niemniej jednak Krzysztof
    nie porzucił swych planów, założył fanpage na Facebooku i za jego pomocą
    werbował ludzi, którzy byliby chętni do pomocy w zrealizowaniu szczytnej idei,
    jaką byłoby coś większego i lepszego od małego projektu wirtualnego muzeum. To
    właśnie w tym momencie rodzi się pomysł na muzeum z prawdziwego zdarzenia
    (styczeń 2013) . Idea utopijna, bo w polskich warunkach bardzo ciężka do
    realizacji. Kiedy zgłosiłam się do pomocy wiedziałam, że to wszystko będzie
    wymagało dużego nakładu czasu i energii, bo łatwo od tak krzyknąć „hej,
    zbudujemy muzeum! Będzie fajnie!”, ale zbudować markę, zdobyć zaufanie, założyć
    stowarzyszenie, napisać biznesplan i finalnie pozyskać inwestorów – to niełatwa
    sprawa, a droga do celu nie jest usłana różami. Krzysztof działał sam, bez odpowiednio
    dużej wiedzy i doświadczenia, uzbrojony jedynie w swój pomysł. Odkąd ekipa MGW
    poszerzyła się do 6 osób wiele się zmieniło. Czyż to nie wspaniałe, że ludzie
    rozsiani po całej Polsce są połączeni wspólnym celem? Bo niemalże każdy z nas pochodzi z innej części kraju. Za nami wiele rozmów i burz
    mózgów, pomysłów przyjętych i odrzuconych, dywagacji nad formami prawnymi i
    ogólną refleksją nad wizją całego przedsięwziecia. Spontanicznie postanowiliśmy
    wcielać swój plan w życie jak najszybciej, stąd stowarzyszenie. Prosiliśmy o
    pomoc ludzi dobrej woli, bo uznaliśmy, że jest wiele osób takich jak my, które
    to mają stare sprzęty, a nie używają ich od dawna. Zapytać nie zaszkodzi, czy
    są jeszcze potrzebne, czy ktoś nie zechciałby nam ich przekazać na rzecz
    powstającego muzeum. Udało się zdobyć ich całkiem sporo. Kolekcja zaczęła się
    powiększać, zaczęło przybywać patronów medialnych i wiele osób życzyło nam
    powodzenia, zgłosiło się także dużo wolontariuszy. Z tak mocno zaszczepioną
    energią do dalszej pracy, postanowiliśmy spróbować zrealizować plan na
    platformie „Wspieram.to”. I tutaj od razu nadmienię, że jedyne co łączy te dwie
    zbiórki – z polakpotrafi.pl i wspieram.to, to osoba Krzysztofa Damaszke. Bo tak
    naprawdę pierwsza zbiórka nie ma wiele wspólnego z tą drugą, a przynajmniej ja,
    jako osoba, która dołączyła do ekipy później, zupełnie się z nią nie
    identyfikuję. Akcja na wspieram.to zakończyła się – jak wszyscy wiemy –
    porażką. Dało nam to jedynie do myślenia, że być może nie tędy droga. Być może za szybko chcieliśmy efektów. Od
    tamtej pory pracujemy w innym trybie i dokładniej planujemy kolejne posunięcia.
    Kilkakrotnie braliśmy udział w spotkaniu dla Graczy „Pog( R ) adajmy” w
    Warszawie, gdzie zaprezentowałam naszą ideę i plany na przyszłość. To samo
    miało miejsce także na Zjeździe Twórców Gier, organizowanym w ramach Poznań
    Game Arena 2013, gdzie odbył się panel dot. MGW. Pozyskaliśmy wiele kontaktów i
    spotykamy się z ciepłym odbiorem naszej ciężkiej pracy. Czy muszę podkreślać,
    że każdy z nas robi to wolontaryjnie? Po pracy czy też po dniu spędzonym na
    uczelni znajdujemy czas na to, aby pracować nad powstaniem pierwszego w Polsce
    Muzeum Gier Wideo. Pieniądze pieniędzmi, finansowanie takich placówek jakimi są
    muzea rządzą się swoimi prawami i wiemy jak to działa, stąd nie rozumiem teori
    p. Kamińskiego, jakobyśmy nie wiedzieli co robimy. A co robimy teraz? Nadal
    pozyskujemy sprzęt (przyjmujemy darowane konsole oraz skupujemy na własną rękę
    za własne (!) pieniądze) i kolekcjonujemy ekspotnaty, które bezpiecznie czekają
    na swoją „premierę”, a ta odbędzie się już niebawem, bo w styczniu 2014 roku,
    gdzie MGW zaprezentuje je w jednej z wrocławskich szkół w ramach pomocy w
    realizacji „Dni Gier Wideo”. Projekt MGW nie zwolnił, wręcz przeciwnie. Portal
    Gamedium.com ma pomóc w jego realizacji, owszem, i na jego tworzeniu skupia się
    kilkanaście osób, a do „opieki” nad MGW
    samym w sobie jest przydzielone kilka osób, w tym ja. Wizyty u radców prawnych,
    starania o dotacje unijne i biznesplan same się w końcu nie odhaczą 😉

    Koniec historii.

    A teraz konkrety:

    Na samym początku chciałabym poruszyć kwestię, o której p.
    Kamiński pisze w ten sposób: „Chciałem naprostować sprawę i umówić się na
    rozmowę na prostych zasadach: ja zadam pytania, które chcę zadać i otrzymam na
    nie odpowiedź. Twórcy muzeum nie zgodzili się na takie warunki.” Zupełnie się z
    tym nie zgadzam, ponieważ to ze mną p. Kamiński się umawiał na tę rozmowę i z
    mojej perspektywy wygląda to mniej drastycznie. Na dowód tego załączam link do
    screena: http://sztukateria.boo.pl/IMG/SCREEN2.jpg; Jak
    widać, wyciągnęłam rękę i chciałam porozmawiać, spokojnie poruszyć temat i
    wyjaśnić drażniące p. Kamińskiego kwestie. Odpowiedzi na swoją propozycję nie
    uzyskałam. Co więcej, gdyby p. Kamiński zechciał z nami porozmawiać, to uczynić
    mógł to podczas Poznań Game Arena, gdzie był obecny tak samo jak i my, o czym
    dowiedziałam się z mediów społecznościowych już po fakcie. Zaś naszej obecności
    tam p. Kamiński powinien być świadomy ze względu na to, iż widnieliśmy jako
    patroni Zjazdu Twórców Gier, gdzie – jak już wspomniałam – przygotowaliśmy
    prezentację MGW (całogodzinny panel!).

    Kwestia nr 2.: Proszę sobie zerknąć na kanał ask.fm, odpowiedzi na
    pytania istotne dla projektu są udzielone. Nie odpowiedzieliśmy jedynie na
    jedno pytanie. Zakładam, że to właśnie ono jest dzieckiem p. Kamińskiego i
    dotyczy ono dokumentów stowarzyszenia i współpracy z muzeum z Katowic. Panie
    Arkadiuszu, upubliczniać dokumentów w Internecie na ten moment nie zamierzamy.
    Jeżeli naprawdę interesuje Pana nasza
    „papierologia” jesteśmy ją w stanie udostępnić na gruncie prywatnym,
    w razie prawdziwych chęci zapraszam na spotkanie.

    Kwestia nr 3.: Mieszanie projektu „Muzeum Gier Komputerowych” Krzysztofa
    Damaszke, czyli praidei MGW z dzisiejszym muzeum mija się z celem. Dlatego
    wspominając o nim proszę nie mówić „właściciele” , „autorzy” etc, bo Krzysztof
    nie występuje w liczbie mnogiej 😉 Zaś pytania, które wówczas skierował do Krzysztofa Damaszke p.
    Kamiński były odzwierciedleniem braku zaznajomienia się z projektem, dlatego w
    odpowiedzi otrzymał on od Krzysztofa opis projektu (z pewnością niezbyt
    profesjonalny, ale jednak).

    Link: http://sztukateria.boo.pl/IMG/SCREEN1.png

    Kwestia nr 4.: „a pan Damaszke,
    autor serwisu atakuje mnie otwarcie przy każdej możliwej okazji zawsze sprawnie
    unikając odpowiedzi na jakiwkolwiek zadawane mu pytania.”

    Naprawdę?
    Przytaczanie po raz kolejny rozmowy na kanale użytkownika Panrysownikrysuje
    jest już zwyczajnie śmieszne, bo to jedyna rzecz, którą broni się p. Kamiński.
    Zaatakowano nas, w większości bezpodstawnymi oskarżeniami. Jedynym atakiem ze
    strony Krzysztofa było nazwanie p. Kamińskiego „hejterem”, co w rzeczywistości
    było zwykłą obroną przed człowiekiem, który już wcześniej źle pisał o
    projekcie, a opinię o nim wyrobił sobie na wyimaginowanych dowodach naszej
    niekompetencji przy projekcie MGW (swoją drogą mnie również mocno zbulwersowała
    cała ta szopka konwersacyjna, mea culpa jeżeli kogokolwiek uraziłam, ale
    jesteśmy tylko ludźmi. Bo kiedy czyta się takie a nie inne rzeczy na temat
    swojej ciężkiej pracy to naprawdę nie jest przyjemne uczucie).

    Dla
    zobrazowania niechęci p. Kamińskiego do naszego projektu dodaję tu jeszcze komentarz
    pod postem informującym o zbiórce sprzętu dla MGW na fanpage „Nie piracę gram na oryginałach”:

    10 lipca 2013 – „Arkadiusz Kamiński: Po tylu porażkach, wtopach i nieudanych
    próbach uzbierania pieniędzy na ich „stronę internetową”, wy to nadal
    wspieracie? ”

    Udzieliliśmy kulturalnej odpowiedzi:

    „Muzeum Gier Komputerowych w Polsce: Tylu porażkach? Jedna nieudana próba…
    Bywa

    A wtopy? Masz na myśli tą z nazwą? To kwestia sporna, zresztą nawet bardzo duże
    projekty często zaliczają małe wpadki. Jak dobrze pamiętam, od samego początku
    byłeś na nie

    Nie zawsze wszystko idzie idealnie, nie mamy pleców w postaci kasiastych
    sponsorów, więc jest trudniej Uczymy
    się na błędach i wcale nie ukrywamy wpadek. Może kiedyś zmienisz zdanie.
    Pozdrawiamy Ekipa MGW.”

    Dalszego
    rozwoju dyskusji nie doczekaliśmy.

    Kwestia nr
    5.: „W dodatku okazało się, że mają zerową wiedzę na temat sprzętu, który
    chcą katalogować i bardzo nieprofesjonalne podejście w wielu innych aspektach
    tego, jakby nie było, obiektu kulturowego.” Łatwo zrobić z igły widły, bo
    zakładam, że chodzi tu o dyskujsję, która pojawiła się pod postem na jednym
    fanpageu, gdzie wspomniano
    o projekcie MGW. Krzysztof Damaszke napisał tam, że posiada „rosyjskie gierki”.
    Długo nie trzeba było czekać na post pana Kamińskiego, w którym stwierdził on,
    jak dobrze pamiętam, iż ekipa MGW nie ma wiedzy o sprzęcie. Jednak nie da się
    ukryć, że gierki będące klonami Game&Watch były w Polsce nazywane
    rosyjskimi lub radzieckimi. Dajcie spokój, przecież to tylko wpis na portalu
    społecznościowym, a nie wpis do encyklopedii – każdy używa wygodnego mu
    nazewnictwa, z resztą i tak każdy wiedział o co chodzi.

    Kwestia nr 6.: Żadna z konsol, akcesoriów
    czy nawet okablowania nie zostanie nikomu odsprzedana! Krzysztof Damaszke
    ponosi pełną odpowiedzialność za sprzęt, który został przekazany dla MGW.
    Sprzęt jest wyczyszczony i odpowiednio przechowywany w prywatnym pomieszczeniu
    do czasu pierwszej wystawy. W styczniu pojawi się również nowa strona MGW, a na
    niej galeria wszystkich naszych eksponatów.

    Nadal
    coś śmierdzi?

    Konkluzja:
    Do dnia dzisiejszego p. Kamiński nie przytoczył żadnych wiarygodnych dowodów
    naszej niewiedzy, niekompetencji bądź nieuczciwych zamiarów, za to stara się
    uprzykrzyć nam życie. My jednak nie zrezygnujemy z projektu MGW i zrobimy
    wszystko aby został zrealizowany, bo robimy to z pasji i przede wszystkim dla ludzi którzy w nas wierzą i aktywnie
    wspierają! Na sam koniec odsyłam p. Kamińskiego do lektury ostatniego numeru
    magazynu GRAMY!, dla którego to udzieliłam wywiadu i wytłumaczyłam wiele
    kwestii.

    Pozdrawiam serdecznie!

  6. Świetny tekst Yeti, moim zdaniem obrazujący wiele. Ja również jestem zwolennikiem wszelkich idei pro-gamerskich, które mają służyć nam Graczom, nauce o grach, jak i również naszemu polskiemu społeczeństwu. Dlatego informacje o wszelkich inicjatywach przyjmuję z wielką aprobatą. Identycznie było w momencie, w którym dowiedziałem się o projekcie MGW. Może nie ma tutaj specjalnie miejsca na tego typu rzeczy, ale wspomnę, że jako autor bloga Graczem od dziecka (informującym m.in. o nowych tego typu inicjatywach na naszym rynku) z miejsca zainteresowałem się projektem i okazałem swoje wsparcie (bez oferowania jakiś patronatów medialnych czy innych pierdół). I w tym właśnie czasie faktycznie natrafiłem również na swego rodzaju „konflikt”, który wytworzył się pomiędzy zaprzyjaźnionym z moim blogiem ARHN.eu oraz nowym projektem. Powiem szczerze, że byłem niemało zdziwiony widząc próby równania tego projektu z ziemią przez red. nacz. ARHN. Osobiście widziałem kilka rzeczy, które można było w nim usprawnić, też m.in. nie byłem zwolennikiem crowdfundingu (ta idea u nas w kraju dopiero raczkuje), ale mimo wszystko dostrzegłem pasję w osobach tworzących ten projekt i stąd bez namysłu zaoferowałem swoje wsparcie. Nie lubię bezkonstruktywnej krytyki i zawiści. Krytykować trzeba, ale jedynie dając rady. W przypadku ARHN niestety dostrzegłem wtedy tylko ofensywę i zero chęci pomocy (ok, oczywiście, nie ma społecznej konieczności pomagania wszystkim, ale…). Teraz widzę chęć stworzenia takiej samej idei (lub mimo wszystko podobnej, bo jednak osobiście dostrzegam różnice, ale cel chyba jednolity) i jak mam to odebrać? Nie rozumiem krytyki innych inicjatyw w pierwszym komunikacie zapowiadającym projekt. W jakim to jest celu? 🙂 Ej, ogarnijmy się, róbmy coś razem, dla słusznych idei, wspierajmy się, pomagajmy sobie jeżeli mamy więcej wiedzy, a nie twórzmy czegoś, żeby udowodnić coś komuś, pokazać swoją wyższość czy inne chore rzeczy. Niestety nie widzę w tym nowym projekcie działania pro-graczowego (a przecież to powinno być podstawą tego typu idei), a mimo wszystko bardziej chęć promocji swojego portalu. Kiedy zauważyłem ten spór miałem jakieś przeświadczenie, że hate jaki się niewątpliwie wytworzył, był jednak ukierunkowany czymś więcej, jakby bardziej osobisty, odniosłem wrażenie, że być może MGW uprzedziło marzenia/plany red. nacz. ARHN i stąd wynikła właśnie taka a nie inna, niezdrowa sytuacja. Być może nie miałem racji, ale teraz widzę info o wystartowaniu przez red. nacz. ARHN własnego nowego projektu dotyczącego Muzeum i sam już nie wiem co o tym myśleć – przypuszczenia się potwierdziły? Anyway trzymam kciuki za powstanie Muzeum Gier Wideo w naszym kraju, ponieważ taka placówka kulturalna jest nam potrzebna, a na dodatek może przynieść wiele dobrego Polsce na tle innych krajów. Mam tylko nadzieję, że powstanie ona w zdrowej, normalnej atmosferze i udowodni, że rynek Graczy nie jest wcale podzielony na zwolenników jakiś portali, stron, blogów czy innych „indywidualnych” inicjatyw. Nie zachowujmy się jak dzieci 😉 I na przyszłość chciałem jeszcze rzec, abyśmy wspierali tego typu projekty jeżeli dowiadujemy się, że powstają, bo każdy młody twórca potrzebuje wsparcia, a nie podcinania skrzydeł. Nie ograniczajmy się jedynie do wyśmiewania i krytyki, bo ludzie odpowiedzialni za tego typu projekty (zazwyczaj wolontarialnie, kierujący się własną pasją) odwalają kawał dobrej roboty – ten temat okazał się idealnym przykładem aby przytoczyć tę frazę. Dzięki i bez odbioru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *