Ja i mój zielony robocik

Wiedząc o tym, że będą tego wkrótce potrzebował, postanowiłem napisać na szybko wpis o używanych przeze mnie aplikacjach na Androida. Spędziłem setki godzin wyszukując co bardziej sensowne programiki do różnych celów. Jak powszechnie wiadomo człowiek NIE uczy się na własnych błędach, dlatego mam nadzieję, że pouczycie się chociaż z moich porażek i nieudanych eksperymentów.

Android
Brakuje tylko Kit-kata, ale to byłoby już lokowanie produktu.
P.S Piwo za namiar na autora!

[blockquote]Zrzuty ekranu wszelkiej maści pojawią się POTEM. Jak ogarnę jak się je robi, oraz jak zachce mi się je przerzucać, kompresować itp. itd. [/blockquote]

Ogłoszenie wielkie: Wszystkie aplikacje będą podlinkowane na samym końcu, by ułatwić klikanie w przypadku „hurtowych” instalacji.

Programy przydatności ogólnej

Zacznę od pierwszej rzeczy jaką zawsze robię z komórką: ustawiam sobie nową tapetę i dzwonek. Jako, że jestem niezdecydowane stworzenie i co chwila coś przy tym grzebie, to ułatwiam sobie zadanie aplikacją Zedge. Ułatwia ona dostęp do „ponad 300 milionów darmowych tapet i dzwonków”. W zamian tylko szczuje banerem reklamowym. Da się przeżyć.

Kto się lubi bawić kolorowymi karteczkami z notatkami? Ja muszę, bo mam pamięć gorszą od złotej rybki. Kiedyś korzystałem z aplikacji XM Notepad (apka made in China), która miała bardzo fajną funkcję: pozwalała notatkę „przykleić” na pulpicie. Niestety, zmieniłem smartfona na inny model, aplikacja przestała działać, to zamieniłem to na Google Keep. Może i nie mogę przylepiać sobie kartek na tapetę, ale mogę robić listy punktowane. Bilans wychodzi na zero.

Bez tego programiku bym umarł na uczelni: WiFi File Transfer Pro pozwala na przerzucanie plików z komputera na sprzęt z Androidem i na odwrót bez użycia (wiecznie przeze mnie zapominanego) kabla. Wystarczy być podpiętym do jednej sieci bezprzewodowej. Czemu wersja Pro? Bo wersja darmowa ma ograniczenie wielkości pliku do 5 mb. Tyle to nawet moje pliki MP3 nie ważą (niektóre notatki z zajęć mają więcej). A te kilka złotych to grosze jak za taką wygodę.

Adobe Readera tłumaczyć nie muszę. Normalnie szukam alternatyw dla „standardowych” aplikacji, ale czytnik PDF-ów od Adobe to jedna z niewielu „oficjalnych” aplikacji, które działa lepiej od tworów innych programistów.

Na koniec NAJWAŻNIEJSZA i NAJBARDZIEJ przydatna aplikacja: ulepszona klawiatura. Dzięki SwiftKey możemy pisać o wiele szybciej dzięki prostej sztuczce: aplikacja ta mieli cały stworzony przez nas na komórce (i, jeżeli jej pozwolimy to, na mailu/blogu/koncie na Facebooku również) tekst, by potem sugerując się tym jak piszemy dokończać za nas słowa, a czasem nawet zdania. Jak bardzo to przyśpiesza pisanie? ZA BARDZO. Serio, już dwa razy usłyszałem, że jestem robotem. Aplikacja ma dwie wady: jest płatna (darmowa wersja to demo działające miesiąc) i wymaga dostępu do napisanego przez nas tekstu. No dobra, to ostatnie nie jest wadą sensu stricte, ale na pewno odrzuci wszystkie osoby dbające z wielką pieczołowitością o swoją prywatność.

Tym polecam Thumb Keyboard. Świetna klawiaturka dla osób, które piszą na komórce trzymając go oburącz. Aż do poznania SwiftKey korzystałem z świetnymi efektami. Ale już do niej nie wrócę. I tia, ona też jest płatna.

Internety

Smartfon jest w końcu od tego by można było na nim wygodnie ogarniać co się dzieje w internecie, prawda? 😀

Wyjątkowo zacznę od tego co należy wywalić z komórki: jeżeli masz zainstalowanego domyślnie klienta Facebooka to zrób coś dobrego dla siebie i WYWAL TO NIM TO ZŁOŻY JAJA. I mówię tutaj dosłownie: aplikacja FB je pamięć Ram niczym smok młode dziewice i do tego by rozmawiać za jej pomocą z znajomymi musisz zainstalować KOLEJNĄ aplikację.  Osoby, które zajmują się fanpage’ami muszą zainstalować JESZCZE JEDNĄ. Bardziej wygodne jest już przeglądanie Facebooka za pomocą przeglądarki internetowej.

Jakiej? Ja sam jestem rozdarty między aż trzema opcjami:
Google Chrome ma tą zaletę, że „czuje się”, że jest to ta sama przeglądarka, co ta, z której korzysta się na sprzęcie stacjonarnym. No i oprócz tego możemy zsynchronizować zakładki i hasła (co raz mi działa, raz nie. Taki klimat najwyraźniej)
Dolphin Browser sam w sobie jest taki sobie. Ale po zainstalowaniu Jetpacka leci niczym mały samolocik. W moim odczuciu to najszybciej działająca przeglądarka jaką dopadłem
Zazwyczaj jednak korzystam z Opery w wersji testowej. Spowodowane jest to istnieniem trybu Off-road. Co jest w nim fajnego? OSZCZĘDZA MÓJ CENNY TRANSFER. I to dość skutecznie, twierdzi, że jak na ten moment oszczędził go jakieś 60%.

Oprócz tego fajnie jest mieć kontakt z ludźmi: jako komunikator służy mi IM+. Jego wadę, jaką jest uporczywa obecność reklam przyćmiewa zaleta: jest to jedyny multikomunikator pod który mogę podczepić Gadu-Gadu, Google Hangouts i Facebooka.
Co ciekawe, aplikacja nawet z reklamą i trzema podczepionymi kontami potrzebuje mniej uprawnień i mniej pamięci niż oficjalna apka do pisania wiadomości na FB. Cukierberg, co jest kierwa?

Do maili natomiast wykorzystuje K-9 Mail. Zalety? Częste aktualizacje i dość ludzki wygląd. Wadą jest lekko nieintuicyjne rozstawienie opcji. Ale je się ustawia raz, a potem się o nich zapomina – wiadomości przychodzą same.

No i na chwile totalnego zwątpienia i odlotu w trakcie zajęć: 9Gag. Tutaj polecam pośpiech, bo apka normalnie jest wyceniona na dwa dolary, ale tymczasowo jest za darmo. Brać póki można, na pewno jest bardziej wygodna od wersji przeglądarkowej.

Multimedia

O ile rzadko kiedy oglądam jakieś klipy na komórce, to muzyki słucham notorycznie. Precyzując: przez 90% czasu, kiedy jestem w drodze i nie mam towarzystwa.

Ale najpierw to video, na szybko: próbowałem 10 róźnych odtwarzaczy filmów, a jedynym słusznym okazał się MX Player. Nie ma lepszego, bardziej stabilnego, czy też obsługującego więcej formatów plików. Nawet darmowa wersja jest okej. Jeżeli jednak ktoś ogląda więcej, to powinien się poważnie zastanowić nad rozbiciem świnki skarbonki.

Podobną gehennę przechodziłem w trakcie poszukiwań odtwarzacza muzycznego. Po dziesiątkach godzin słuchania muzyki za pomocą różnych programów, po paruset ponownych uruchomieniach telefonu zwyciężca pozostał jeden Poweramp. Ma wadę: darmowa wersja działa tylko dwa tygodnie. Ma zaletę: 12 złotych wydanych na ten odtwarzacz żałuje się tylko w momencie wykonywania płatności. Potem złudzenia znikają: zero zwieszeń, funkcjonalna biblioteka muzyki, dobry wygląd i niewielki rozmiar. Cud, miód i orzeszki.

Jestem szczęśliwym posiadaczem konta na Last.fm. Fajnie by było jakby trafiało tam to, co przesłuchuje na telefonie. Dzięki Simple Last.fm Scrobbler nie ma z tym żadnych problemów. Zero. /dev/null. Musiałem tylko to zainstalować, w opcjach wybrać aplikację za pomocą której słucham muzyki oraz podać login i hasło do konta. Magia dzieje się sama.

Gry

Jak już raz pisałem: gry na Androida uratowały mi psychikę na wyjątkowo nudnym i bezużytecznym wykładzie. I na dobrą sprawę tylko w takich okolicznościach gram na smartfonie w coś. Mimo wszystko uważam gry na komórki za miły sposób przeczekania kolejki, a nie za pełnoprawną rozrywkę. Ej, ale mimo tego można dobrać kilka lepszych tytułów, prawda?

O Flappy Pets 3D pisałem przy okazji opisywania mutacji Flappy Birda. Cat Cafe to fajna rozrywka, w trakcie której nasz refleks i umiejętność szybkiego poruszania palcami. O 2048 pisałem w tym tygodniu, to sobie odpuszczę opis, a Dots polega na łączeniu kropek tak by połączyć ich jak najwięcej w jednym ruchu. Proste? Tak. Wciąga? Niestety tak.

No i oczywiście polecam też gry, które wymieniłem w poprzednim wpisie, też są bardzo przyjemnym sposobem spędzenia (nadmiaru) wolnego czasu.

Ostatniosłowie.

Nie wrzuciłem tutaj aplikacji wymagających roota z dość prostej przyczyny: nie każdy go ma, a nie czuje się w obowiązku i w wiedzy polecanie każdemu modyfikacji, która teoretycznie można komuś rozwalić telefon (na przykład przez zamienienie go w cegłę). Taki wpis może inną razom. Potem będzie tutaj mniej goło, ale muszę porobić zrzuty ekranu. Tymczasem to by było na tyle. Miłej zabawy! 😀

Linkownia:

Ogólne:

Internety:

Multimedia:

Gry:

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Ja i mój zielony robocik"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gość
Gość

Dziwne. Ja mam Poweramp ponad dwa tygodnie i nadal mi działa.

Piotr "Jasiek" Próchnicki
Gość

To faktycznie dziwne, bo darmowy „starter” działa dokładnie 14 dni.
„Bug or feature?”. Sprawdzę temat.

Gość
Gość

Dobra. Jednak dzisiaj mi wyskoczył komunikat, że mam kupić pełną wersję. No cóż.

lothar1410
Gość

Wiesz co ci powiem – jeśli chodzi o przeglądarki to najlepszą z nich jest Naked Browser. Ma paskudny interfejs, brzydki, totalnie niedopracowany. Ale szybkość oraz działanie – nie do pobicia. Co do odtwarzaczy warto się zainteresować projektem Deadbeef, taki budujący się foobar2000 na androida. Plusik za ThumbKeyboard.

wpDiscuz