BełKOTnik #1 – muralistyka i spacerologia stosowana

Od czasu do czasu mam coś, co po prostu chcę napisać. Albo coś, co mi siedzi w głowie i chcę by wyszło stamtąd. Tak właśnie powstał BełKOTnik.

Szczecin, a konkretnie ulica Kolumba, pozdrawia.

Kiedyś trzeba się wyżyć pisarsko. Poopowiadać o pałętaniu się po mieście i łapaniu pokemonów.  No i przy okazji coś pokazać.

Spacerek na trawienie

Wczoraj byłem na wigilii u mojej mamy. Pewnie by nie było tragedii gdyby nie jedno ale – moja rodzicielka pod względem żywienia jest niczym babcia z memów. Dodajmy do tego to, że dobrze gotuje i w efekcie końcowym byłem utuczony jak świniak przed wrzuceniem na ruszt.

Dlatego, jak już wstałem i ogarnąłem się, to postanowiłem pójść na spacer. Aż mi się nie znudzi albo z jakiegoś innego powodu nie wymięknę.

Ubrałem się ciepło, założyłem słuchawki na uszy, odpaliłem sobie playlistę na Spotify pt. Najczęściej słuchane w 2016. roku (której nie ma w wersji „stacjonalnej”, nie wiem z jakiej paki) i wyszedłem.

Już w trasie wpadłem na pomysł, że przejdę się wzdłuż Odry całą drogę aż na Kolumba i poszukam czegoś, co nazywają „Szczecińską Wenecją”. Dość szybko jednak zmieniłem trajektorię, bo przy brzegu rzeki wiało za mocno. Poszedłem więc miejskimi uliczkami aż przechodziłem obok Domu Kultury „Słowianin”. Postałem tam chwilkę, bo zrobiło mi się smutno – ostatnio byłem tam na koncercie Alestorm dawno, dawno temu. Przy okazji też udowodniłem, że jestem ślepy. Nie zauważyłem bowiem wcześniej świetnego muralu obok wejścia.

Szczękoopad

Ile zespołów poznajecie? Bo ja z tych co widzę będę sobie montował potem playlistę. Przynajmniej posłucham czegoś rzadko przeze mnie ogarnianego.

Minąłem dworzec, przerażająco pusty (trzy osoby na krzyż) i poszedłem na ulicę Kolumba. Idę, idę, mijam rozwalony budynek z pierwszego zdjęcia w wpisie, idę… Mam to w dupie zawracam. Nie było to warte tej zabawy.

Muralification

Żeby było zabawniej, to wracając do domu zobaczyłem coś ładniejszego od tej całej śmiesznej Wenecji – nowe murale pod Trasą Zamkową. Ktokolwiek je namalował odwalił kawał dobrej roboty.

Żeby nie było – jakby tubylcy nie pokazali, że są na tyle zręczni, żeby namalować chuja na murze, to nie byliby sobą. Zresztą, jeszcze większego ciała dali pod innym, o wiele bardziej wiekowym muralem.

Odwrócenie ról

Mogli zamienić logo Drobimex (miejscowej firmy produkującej produkty mięsne i „mięsne”) na jakiś rysunek sejmu. Ewentualnie jak ktoś jest głupi i uważa, że całe bydło polskiej polityki się zebrało w jednym miejscu, to mógł się postarać i to kretynoodporne logo PO namalować. A tak? Wygląda jak kupa i nic poza tym :/

Powrót do przeszłości

Ostatecznie wróciłem do domu i czekałem na znajomków z szkoły. Pogadaliśmy, wypiliśmy po dwa piwa i ogólnie to było klawo. Jeden z nich zafundował mi ostry powrót do przeszłości. Znalazł w portfelu TO.

Ściąga z sprawdzaniu z niemieckiego, jeszcze z czasów technikum. To sprawia, że ma ona co najmniej pięć lat. Łał. Bardzo łał

Myślałem, że po wizycie znajomych na piwo zacznę grać w Pokemon Sun. No, ale niestety – zaczął się event w Pokemon GO i miałem kilka bardzo dobrych powodów by ruszyć tyłek z domu. Dwa wypite piwa też pomogły w podjęciu decyzji o bardziej aktywnym wieczorze.

Wyleciałem, przeszedłem pięć kilometrów z buta, kąpiel, wyrko i… chyba nie myślicie że spać? 😀

Niedobory snu odeśpię w grobie.

Adnotacja

Chciałbym podziękować tym kilku osobom, które podrzuciły pomysły na to, jak takie wpisy będą się nazywać.

Wygrał jednak BełKOTnik, bo OffYetic ma pewien problem – zawiera tego dziwnego zwierza z logotypu w nazwie. A ja dalej mam ten swój problem ze sobą, że chcę zmienić nazwę bloga, ale nie mam pomysłu jak się za to zabrać.

No i to, że mam pierdolca na punkcie kotów też pomogło w podjęciu decyzji. Łapcie śpiącego Pirata na pożegnanie!

Kłębek Pirata na bocianim gnieździe

 

Autor: Jasiek a.k.a Yeti

Bloger-amator, kiedyś student dziennikarstwa. Teraz sprzedawca giereczek i klocków Lego czekający ciągle na wenę i czas by coś napisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz